Publicystyka filmowa
LOTNA: (nie) arcydzieło polskiego kina i koniec pewnego świata
Znacznie ciekawsza jest produkcja, której ponoć reżyser wstydził się do końca życia. Wajda szczerze żałował nakręcenia filmu Lotna.
Maciek Chełmicki, grany przez Zbigniewa Cybulskiego, gładzi białego konia po pysku. Tylko te dwa stworzenia znajdują się w kadrze. Niektórzy uważają, że zwierzę jest omenem tragicznej śmierci głównego bohatera Popiołu i diamentu. Inni myślą, że symbolizuje pęd do życia młodego mężczyzny, jego witalność i siłę. Lotna
Dalej są Popioły, już bez diamentu. W jednej ze scen koń zostaje zepchnięty ze skarpy. Zwierzę wierzga się, nie rozumie tego, co się dzieje. Po projekcji tego filmu krytykowano reżysera za jego decyzję. Twórcy mówili, że zależało na odtworzeniu realizmu sytuacji.

W końcu pojawia się Wszystko na sprzedaż. Końcówka filmu – Daniel Olbrychski przypatruje się koniom, o brązowej maści. Kobieca ręka próbuje upudrować jego twarz, przygotować do sceny. Ten spontanicznie rzuca się za nimi. Zaczyna biec. Zrzuca kożuch, by móc puścić się pędem. Wolność, swoboda biją z ekranu.
Co łączy wszystkie te sceny? To pozostaje dość oczywiste. Filmografię Andrzeja Wajdy można byłoby zamknąć na podstawie filmów, w których pojawiają się właśnie konie. Byłby to bez wątpienia ciekawy pomysł (zostawiam go do dyspozycji chętnym), ale znacznie ciekawsza jest produkcja, której ponoć reżyser wstydził się do końca życia. Wajda szczerze żałował nakręcenia Lotnej.

Lotna porażka?
W pierwszym tomie Notesów Andrzeja Wajdy znajduje się niewiele fragmentów poświęconych tej produkcji (jeszcze mniej wzmianek otrzymała prawdopodobnie tylko Panna Nikt). Sporo z nich dotyczy planu wydarzeń, rysunków ilustrujących sceny – słowem, technicznych aspektów powstawania filmu. Ale! Reżyser chyba szybko zrozumiał swój błąd, bo pod datą 19 lutego 1959 znajduje się taki wpis:
Moja krytyka filmu.
BŁĘDY SCENARIUSZA: W scenariuszu nie są zarysowane charaktery bohaterów – nie ma ich stosunku do otoczenia, do wojny. Stąd fikcyjność i niemożliwość konfliktu między nimi. Absolutna statyczność.
BŁĘDY REALIZACJI: Pomysły poszczególnych scen, zaznaczone lub zasygnalizowane w scenopisie, nie rozwinęły się. Uniemożliwił to pośpiech i bałagan realizacji.

BŁĘDY OBSADY: Moes pozbawiony zupełnie temperamentu, niezdolny do zagrania czegokolwiek. Kurowska do ostatnich granic banalna.
Obawy reżysera można byłoby teoretycznie zrzucić na jego spore wymagania, ale w przypadku Lotnej zdają się one uzasadnione. Film rzadko kiedy trafia na przeglądy twórczości reżysera (znaleźć go można jedynie na stałe wpisanego do Akademii Polskiego Filmu w segmencie Malarstwo w filmach Andrzeja Wajdy, ale już nie trafił na tegoroczne re-wizje reżysera, przygotowane z okazji rocznicy stulecia jego urodzin). Na Filmwebie i krytycy, jak i widzowie, przyznali mu niecałe sześć gwiazdek (odpowiednio – 5,9 oraz 5,8). Wszystko wskazuje na to, że to jakaś totalna klęska. Czy aby na pewno?

Biała zjawa na tle wojny
Zaczyna się od sceny, w której cały plan zajmują konie (pod tym względem to najbardziej wajdowaty z wajdowatych filmów). W końcu widz będzie oglądać historię kawalerzystów. Nagle wchodzi ona – cała na biało – Lotna! Koło niej wybucha ziemia. Ona jednak pewnie galopuje przed siebie.
Mężczyźni są zafascynowani. Jej imię poznają w pałacu, gdzie ziemianin w podeszłym wieku opowiada jej historię. Ostatecznie oddaje ją rotmistrzowi, a ona – zupełnie jak niedźwiedź Wojtek – wyrusza z ułanami w drogę, stając się także pewnego rodzaju „maskotką”. Niestety, przynosi ona pecha każdemu ze swoich jeźdźców. Kolejno są nimi: Rotmistrz (Jerzy Pichelski) – Jerzy (Jerzy Moes) – Witek (Adam Pawlikowski) – Latoń (Mieczysław Łoza).

Między szarżą a klęską
Tak przedstawiona fabuła może nie wskazywać na to, ale to film o przemijaniu pewnego etapu. Przez pierwsze pół godziny projekcji widać jeszcze II Rzeczpospolitą, a właściwie to jej przebłyski. Jest pałacyk, niesamowite wnętrza, wyczuwalna tradycja szlachecka – to tworzy niesamowity obraz. To znika, kiedy naprzeciw kawalerii konnej wyjeżdżają czołgi. Zderzenie dwóch światów (przeszłości, niebędącej w stanie się obronić, oraz przyszłości, torującej sobie drogę przez każdą przeszkodę). Niemieckie pojazdy przejeżdżają po koniach, po ludziach. Widzimy zbliżenie na rękę jednego z nich, bezwładnie opadającą, na tle czołgu.
Kolejnym symbolem tego, jak dawna rzeczywistość odchodzi w zapomnienie, są rzeźby, stylizowane na te antyczne. Symbolizują one świat dawnych wartości: piękna, harmonii i heroizmu – zakorzenionych w kulturze klasycznej i romantycznym wyobrażeniu bohaterstwa. Jednocześnie ich nieruchomość i muzealny charakter sugerują, że są to już ideały martwe, oderwane od rzeczywistości i należące do przeszłości.

W zestawieniu z nadchodzącą wojną tworzą silny kontrast między uporządkowaną, estetyczną wizją świata a brutalnością historii, zapowiadającą upadek dawnych wartości. Bohaterowie filmu być może żyją jeszcze w świecie mitów i ideałów, które w realiach II wojny światowej okażą się jednak bezsilne i anachroniczne.
Dodatkowo tytułowa bohaterka stanowi przykład piękna, dumy i nawiązuje do tradycji polskiej kawalerii, pomimo że walczący ułani reprezentują w sporej mierze naiwność, wraz z przywiązaniem do przestarzałych form walki. (Tu na marginesie warto dodać, że nie sposób nie zauważyć tego, w jakim tonie bohaterowie mówią o Lotnej. Ocierają się oni momentami o język zarezerwowany dla opisu kobiecego ciała. Smukłość, siła, lekkość – to słowa, które równie dobrze mogłyby paść w odniesieniu do Ewy (Bożena Krukowska).

To przesunięcie pokazuje, jak bardzo koń staje się dla nich obiektem pożądania, a nawet czymś więcej niż człowiekiem). Jednocześnie śmierć kolejnych właścicieli konia jest tu kluczem. To rozpaczliwa alegoria nieuchronności klęski starego, przedwojennego świata. A przede wszystkim to upadek romantycznego mitu polskości w starciu z bezwzględną wojną.
Wajda malarzem, impresjonistą, ale czy reżyserem?
Za wszelką cenę należy w tej produkcji bronić obrazu. W pamięć zapada wiele niesamowitych ujęć i rozwiązań. Wystarczy przywołać parę z nich. Chociażby tę scenę, w której zmarłego rotmistrza wnoszą do obcego domu, by zapewnić mu godne pożegnanie. Na drugim planie widać wnoszone ciało, a na pierwszym pana tego przybytku – rzeźnika, krojącego mięso. Staje się to przykrą refleksją na temat tego, kim jest żołnierz na wojnie.
Kolejna z nich, równie warta nakreślenia, to moment, w którym Ewa i Jerzy przedzierają się przez noc, by znaleźć odludne, komfortowe miejsce. Zatrzymują się pomiędzy trumnami. Niespodziewanie chłopak unosi wieko, ku przerażeniu kobiety, a tam… jabłka. Dziewczyna niepewnie unosi wieko kolejnej, a tam… również jabłka. Tu już musicie spojrzeć sami, jaka poezja bije z tej sceny!
Niestety, staje się to smutną przepowiednią, co do przyszłych losów młodzieńca. Młoda para pobiera się (wesele oczywiście zgodne z tradycjami, a nie takie jak u Smarzowskiego, czy Borgliego). Szczęście nie trwa długo, bo nazajutrz żołnierz ginie. A pochowany zostaje – tak, dobrze myślicie – pod jabłonką. Takie detale potrafią zbudować cały film. Co więcej – pod koniec produkcji większość żołnierzy znajdują się w otoczeniu jabłek. Te leżą obok ich twarzy, plątają się pomiędzy kończynami i nie dają spokoju. To o wiele gorsza przepowiednia, niż osiodłanie Lotnej.
![lotna-9 | film.org.pl Man leans toward a woman in a dim, rustic market/kitchen setting; a large animal carcass hangs behind them.] The image conveys a vintage, dramatic moment between the two characters.](https://film.org.pl/wp-content/uploads/2026/06/lotna-9.jpg)
Ten film to właśnie ciąg obrazów i epizodów, które układają się w impresyjny portret końca świata. Wajda w tym przypadku zdaje się bardziej ufać obrazowi niż fabule – dlatego to nie historia tutaj zapada w pamięć, lecz pojedyncze kadry.
Galopem ku katastrofie
Na tym etapie kończą się pozytywy. W sporej mierze błędy produkcji sprawnie wytknął sam jej twórca – zwłaszcza po oczach widza bije banalność bohaterów. Gdyby nie kadry, w których widać wprost okrucieństwo wojny, trudno byłoby uwierzyć w dziejący się dramat. Postaci zdają się często nie reagować na to, co się dzieje, lub zachowywać w sposób dość nieprawdopodobny (jedynie twarz Witka naznacza jakikolwiek ciężar). Pod tym aspektem znacznie lepiej radzą sobie inne historyczne produkcje twórcy, co nie powinno dziwić. W końcu Popiół i diament (zrealizowany przed omawianym filmem) lub Kanał (nakręcony jeszcze wcześniej) radzą sobie nieporównywalnie lepiej i do dzisiaj są chętnie oglądane.
I, o ile, w dwóch wymienionych produkcjach romantyzm Wajdy się sprawdza, tak w Lotnej sprawia, że wiele aspektów staje się banalnymi. Bynajmniej nie przez to, że jakieś elementy są nieprzystające do siebie. W końcu chłopak w skórzanej kurtce na końcu II wojny światowej przekonuje widzów. Czemu? Bo jest w nim zawarta jakaś autentyczność. W analizowanym filmie prawdę zastępują mity. To najpoważniejszy grzech tego obrazu.
Wizja roztoczona przez reżysera zdaje się żywcem wyjęta z podręczników historii. Kawaleria, prezentująca tradycyjne wartości narodowe, staje naprzeciwko Niemców schowanych za pancernymi czołgami. I – jak to najczęściej było w przeszłości – nie odnosimy zwycięstwa. Tych argumentów nie mogą wybronić nawet ujęcia lub pojawiające się symbole.

Tych ostatecznie okazuje się być za wiele. Mamy pałacyk szlachecki, posągi stylizowane na antyczne, ułanów, jabłka… a na czele jeszcze Lotna. Problemem jest również ich rozstrzał. Brak w nich niekiedy wewnętrznej spójności. Cały seans przez to zdaje się być zapisany mową ezopową, co ostatecznie staje się tak przerysowanym zamiarem, że aż karykaturalnym. Nie sposób uwierzyć w świat przedstawiony, jego bohaterów, a to grzech kardynalny dla filmu.
Szkoda, że reżyser nie posłuchał swojej intuicji (lub zrobił to zwyczajnie zbyt późno). Świadomy błędów produkcji zdecydował się wypuścić ją na srebrny ekran. To poniekąd staje się zrozumiałe, bo całość była już nakręcona, więc co tu począć? Ale krytyka staje się zrozumiała. Wajda stworzył romantyczną wizję rzeczywistości, w którą nie sposób uwierzyć. A dla sztuki największym problemem jest sztuczność.
Aż żal prawdziwy bierze, że Wajda nie posiedział dłużej na bankiecie po premierze Popiołu i diamentu. Według notatek Jerzego Andrzejewskiego, ten wyszedł jako pierwszy, bo myślami rzekomo był przy zdjęciach do Lotnej, które się zdążyły rozpocząć. Stąd płynie oczywista przestroga: czasem lepiej się pobawić, cieszyć sukcesem i pozwolić by – nomen omen – film urwał się we właściwym momencie.
Suplement do tekstu głównego
Na sam koniec myśli z Lotnej, szczególnie zapadające w pamięć!

Żadna dziewczyna nie jest jej warta.
Witek, rozumiemy się, masz taki gust jak ja.
Widziałeś kiedyś takie nogi? Smukłe, mocne? Taka kostka! Ta lekkość, ta gracja…! [Można byłoby pomyśleć, że Jerzy i Witek rozmawiają o Ewie. Pudło! Rozmawiają o Lotnej]
Siedzimy jak pestki w gównie. [ Jeden z ułanów o sytuacji wojska polskiego w trakcie kampanii wrześniowej].

Siedzisz na tym koniu jak biskup na nocniku! [Za chwilę jednak przyszedł ksiądz i usiadł na koniu tak dobrze, że dostał piątkę od żołnierza].
Ewa, Ewa! Zobacz, jaki jestem szczęśliwy. Ty i ten koń… [Jerzy po ślubie z Ewą – totalny red flag].
Wyleczymy cię, mamy tutaj weterynarza. [Do młodego muzyka granego przez Romana Polańskiego].
Jak widać po tych cytatach (a przynajmniej po ich większości), oni naprawdę kochali tego konia…

