Publicystyka filmowa
5 najlepszych ról TOMA HIDDLESTONA. Kandydat na nowego BONDA?
Odkryj pięć najciekawszych ról TOMA HIDDLESTONA, które mogą uczynić go nowym Bondem. Talent, klasa i wszechstronność w każdym ujęciu!
Dzisiaj skończył 40 lat, a ja uświadomiłem sobie, że wszedł w wiek, kiedy jego prezencja zaczyna nosić oznaki gentlemańskiej dojrzałości w tym starym, angielskim stylu. Co za tym idzie, kolejnym Bondem po Danielu Craigu mógłby zostać właśnie Tom Hiddleston. W jego wciąż rozwijającej się karierze rola Agenta 007 z pewnością uchroniłaby go przed zaszufladkowaniem kreacją Lokiego, a tak wciąż jest niebezpieczeństwo, że tak wszechstronny aktor będzie kojarzony wyłącznie z rolą w serii filmów o Thorze.
Nie jest to jednak żaden wstyd, a jedynie strata dla sztuki filmowej. W końcu Loki znalazł się w tym zestawieniu. Nie byłoby kwestii, gdyby Hiddleston nie miał szansy zagrać zupełnie innych bohaterów, udowadniając, że sprawdza się w innych gatunkach niż fantasy czy science fiction.
Dr Robert Laing, High Rise (2015), reż. Ben Wheatley
Postać Lainga jest jedną z najbardziej dystopijnych figur w historii gatunku. Dekonstrukcja osobowości bohatera nie dokonuje się jednak z powodu ogólnoświatowo pojętego rozpadu społeczeństwa i cywilizacji. Dzieje się w formacie bardziej emocjonalnym, kameralnym, mikrospołecznościowym, tak dusznym, że podczas oglądania niemal czuć ten brak przestrzeni, która coraz bardziej doskwiera Robertowi Laingowi. Nie da się ukryć, że reżyser, Ben Wheatley, inspirował się twórczością Jeana Pierre’a Jeuneta. Powierzając główną rolę Hiddlestonowi, był przekonany o zdolności do odgrywania wielu sprzecznych twarzy przez aktora, a poprzez to ciągłe denerwowanie widza, prowokowanie go do zadawania pytania: czy główna postać historii jest dobra czy zła? Pamiętajmy – logiczne podejście do filmu zupełnie się nie sprawdza.
Reżyser zaprasza widza do odbycia podróży między piętrami ogromnego bloku bez żadnego szczytnego celu, chociaż chwilami wydaje się, że ów faktycznie istnieje. W tym świecie nie wygra ten dobry, dzieci będą umierać, a ludzie zjedzą psy bez cienia refleksji. Bo w gruncie rzeczy chodzi o przetrwanie seansu wraz z głównym bohaterem i obserwację, jak wciągające może być postępujące zezwierzęcenie. I te oczy Hiddlestona, zawsze spokojne, niemal beznamiętne w stosunku do tego, co zdolny jest zrobić innym mieszkańcom tajemniczego, apokaliptycznego bloku.
Wersja skrócona
[web_stories_embed url=”https://film.org.pl/web-stories/5-najlepszych-rol-toma-hiddlestona/” title=”5 najlepszych ról TOMA HIDDLESTONA” poster=”https://film.org.pl/wp-content/uploads/2021/01/Tom_Hiddleston-640×853.jpeg” width=”360″ height=”600″ align=”none”]
Adam, Tylko kochankowie przeżyją (2013), reż. Jim Jarmusch
Nie da się ukryć, że Hiddleston był w tej roli jedynie tłem dla Tildy Swinton, lecz bycie dodatkiem, zwłaszcza dla takiej aktorki, poczytać należy za zaszczyt.
Jak to zwykle bywa u Jarmuscha, akcja niekiedy wlokła się niemiłosiernie. Wtedy jednak wystarczyło wsłuchać się w głos Hiddlestona, żeby utracić nieco świadomość oczu. Warto też zwrócić uwagę na grę ciała aktora. Układał się do wysmakowanych kadrów jak element puzzli. Co ciekawe, z długimi włosami urodą pasował do Swinton, a przecież posiada ona tak unikalne rysy twarzy. Senny nastrój występu Hiddlestona nie nudził. Wprowadzał w trans w podobny sposób co w filmie Głębokie błękitne morze. Im mniej Adam czuł w sobie energii, tym bardziej odczuwał jego napięcie widz. Dzisiaj trudno sobie wyobrazić innego aktora w tej roli. Celne było również powierzenie jej Hiddlestonowi jeszcze przed ukończeniem 40 roku życia. Wampiryczna młodość jest bowiem specyficzna i powinni ją odgrywać młodzi artyści.
Jonathan Pine, Nocny recepcjonista (2016), reż. Susanne Bier
Chociaż serial mnie zawiódł, nie stało się tak w przypadku Hiddlestona. Główny mój zarzut w sumie nie jest obiektywny, lecz powiedzmy, że wrażeniowy, reminiscencyjny – za mało recepcjonisty w recepcjoniście.
Tytuł zasugerował mi zupełnie coś innego, niż zobaczyłem w kolejnych odcinkach – pierwszy jeszcze się obronił. Moim głównym skojarzeniem było połączenie tytułu serialu z fabułą poruszającego obrazu Nocny portier Liliany Cavani. Po Nocnym recepcjoniście spodziewałem się bardziej ograniczonej do hotelu akcji. Hiddleston byłby świetnym agentem, podglądaczem, skrytym miłośnikiem, a nawet psychopatycznym mścicielem, ale wykonującym nieprzerwanie pracę NOCNEGO RECEPCJONISTY. Pozwolenie na wyrwanie się Hiddlestona z hotelowego środowiska pozbawiło serial charakteru.
Na szczęście sam aktor sprawdził się jako tajny agent w dość zażyłej relacji z antagonistą. I tutaj znów miałem kolejne skojarzenie, tym razem z przygodami Jamesa Bonda. Hiddleston gdzieś za 5 lat powinien go zagrać. Garnitury, piękne jachty, obecność seksownych kobiet i szorstka przyjaźń z czarnymi charakterami wydają się dla niego środowiskiem wręcz naturalnym.
Loki, np. Thor: Ragnarok (2017), reż. Taika Waititi
Spoglądając na jego losy w mitologii nordyckiej, można stwierdzić, że prowadził niesamowite życie, nawet jak na bóstwo. Potrafił zmieniać się w zwierzęta, zmieniać płeć, oszukiwać i tworzyć inne istoty. Był naprawdę kreatywny. W porównaniu z mitami w filmach o Thorze niewiele z tej jego wszędobylskości się ostało, co jest w sumie zrozumiałe, gdyż to Thor był głównym bohaterem ekranowych historii. Loki nie mógł mu robić konkurencji. Z całą pewnością zasługuje na swój film z Hiddlestonem w roli głównej, idealnie pasującym do mitycznych przygód przybranego syna Odyna, zwłaszcza do zmian płci.
Bez charakteryzacji Lokiego nasz solenizant nie przypomina, rzecz jasna, kobiety, ale gdy przywdzieje maskę nordyckiego Boga, z powodzeniem można go sobie wyobrazić jako istotę androgeniczną. Dla Hiddlestona byłoby to nie lada wyzwanie grać kobiecą wersję Lokiego, w której brzuchu dojrzewają najwymyślniejsze i najstraszniejsze potwory.
Freddie Page, Głębokie błękitne morze (2011), reż. Terence Davies
Pojawiał się na ekranie jak mara, fatum, zguba dla głównej bohaterki. Sprawiał, że traciła głowę, a przy tym niepostrzeżenie i życie. Hiddleston w roli Freddiego Page’a przypomina mi Freddiego Krugera z Koszmaru z ulicy Wiązów, tyle że tamten swe senne łakomstwo przekładał w o wiele bardziej krwawy sposób na cierpienie swojej ofiary.
Page zaś zadawał ból subtelniej, gdyż potrafił kochać, lecz nazbyt zaborczo, zbyt egoistycznie. Hiddleston w tej roli był na początku swojej kariery, jeszcze tak bardzo angielski i niekiedy nazbyt teatralny, gdy cedził słowa o miłości, które Rachel Weisz chłonęła jak wysuszona ziemia. Aktor już wtedy jednak mógł zauroczyć widza swoim zaangażowaniem i powierzchownością nieco brzydkiego amanta. Dobrze osadził się w ślamazarnej, melodramatycznej rzeczywistości, udowadniającej bohaterom, że miłość prowadzi ich do anihilacji. Mimo trzydziestu lat umiał zagrać wampira wysysającego energię ze swojej partnerki, którą tak podobno kochał. Poza tym świetnie wygląda w garniturach, więc idealnie wpasowałby się w Bondowski klimat. Spragnionym niespiesznie rozwijającej się, wiwisekcyjnej psychologicznie fabuły gorąco polecam Głębokie błękitne morze. Da się w nim utonąć, jak niekiedy w wieloznaczności naszych emocji. Dlatego, jak to celnie stwierdza, o ile pamiętam, sąsiadka Hester Collyer, to, czy się naprawdę kochało, okazuje się po czasie, kiedy trzeba wynosić po swoim ukochanym fekalia, gdy on już kończy życie.
