Connect with us

Recenzje

BATTLE ROYALE II: REQUIEM

W BATTLE ROYALE II: REQUIEM kontynuacja brutalnej zabawy w przetrwaniu wciąga w mroczny świat, gdzie walka o życie nabiera nowego wymiaru.

Published

on

BATTLE ROYALE II: REQUIEM

Kiedy cztery lata temu ukazało się genialne Battle Royale, zachwytom nie było końca. Film zrealizował jeden z najbardziej cenionych japońskich reżyserów, 70-letni Kinji Fukasaku. Największą popularność przyniosły mu brutalne „yakuza movies” kręcone w latach 70. Nakręcił ponad 60 filmów, w tym głośne Makai tenshô czy Graveyard of Honor. Wielbicielem jego twórczości jest bez wątpienia Quentin Tarantino, który przed realizacją Kill Billa starannie przygotował się z jego filmografii. Zresztą japońską wersję Kill Bill vol. 1 zadedykował właśnie Fukasaku. Niestety w Polsce to twórca prawie nieznany. Jednak z pewnością są osoby, które doskonale pamiętają film Tora! Tora! Tora!, którego współreżyserem był właśnie Kinji Fukasaku.

Advertisement

Pierwsze Battle Royale to był jego powrót w wielkim stylu. Odniósł ogromny sukces komercyjny i artystyczny i realizacja sequela była tylko kwestią czasu. I kiedy produkcja ruszyła pełną parą w 2003 roku, reżyser zmarł w wieku 73 lat. Wprawdzie udało się ukończyć film przy pełnym zaangażowaniu jego 30-letniego syna Kenta Fukasaku, jednak efekt nie jest dla mnie do końca zadowalający. Ciekawe jakbym ocenił ten film, gdyby od początku do końca był on dziełem starego mistrza. Akcja rozgrywa się trzy lata po wydarzeniach z części pierwszej. Grupa trudnej młodzieży zostaje wybrana do udziału w grze Battle Royale 2.

Kto odmówi – ginie. Każdy z przymusowych uczestników ma na szyi obrożę i jeśli oddali się na 50 metrów od swojego partnera, to urywa mu głowę (zresztą temu drugiemu również, więc warto się trzymać blisko). Muszą przedostać się na wyspę i zlikwidować groźnego terrorystę Shuya Nanaharę. To bohater, który ocalał z jedynki, ale pragnął zemsty na dorosłych, więc zafundował Japończykom coś w stylu 11. września (również wybuchają dwa wieżowce).

Advertisement

Pierwsza połowa obiecująca, później film zaczyna być coraz słabszy (może poza końcowymi scenami akcji). Miejscami dłuży się niemiłosiernie. Aż prosi się, żeby go jeszcze raz przemontować (bo sprawia wrażenie, jakby chciano wykorzystać większość nakręconego materiału, a po śmierci reżysera nie miał za bardzo kto pokierować tym wszystkim). W każdym razie po grzyba film trwa aż 133 minuty, jak spokojnie można by zmieścić się w 80-ciu? I przynajmniej by tak nie przynudzał (wycinając zupełnie nieistotne sceny kręcone w Pakistanie można by zaoszczędzić z kwadrans). Dostało się trochę Ameryce, ale jeszcze bardziej dorosłym.

Scenariusz nie jest najmocniejszą stroną filmu, ale przynajmniej bardzo dobrze wypadają sekwencje strzelanin. Strzelają się może niekoniecznie z sensem, ale za to dużo i widowiskowo. Podobnie jak jedynka, Battle Royale 2 jest bardzo krwawe (parę razy posoka aż spływa na ekran!). Chociaż trochę denerwuje, że w niektórych ujęciach wyraźnie widać, że krew jest dorabiana komputerowo (ale to zaczyna być powoli standardem). Więc wielbicielom kina akcji śmiało polecam, jednocześnie żałując, że film nie jest lepszy. Natomiast jeśli ktoś nie lubi strzelanin w kinie, to nie znajdzie prawdopodobnie nic, co by mu się spodobało (no chyba, że uroda młodych Japonek). Warto jeszcze odnotować, że w malutkim epizodzie pojawia się Takeshi Kitano.

Advertisement

Tekst z archiwum film.org.pl (02.11.2004).

Advertisement
Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *