Wenecja2017

WENECJA 2017. Powiernik królowej, reż. Stephen Frears

Chcąc podsumować "Powiernika królowej" jednym przymiotnikiem, skłaniałbym się ku słowu "przyjemny".

Autor: Dawid Myśliwiec
opublikowano

Filmowe biografie wielkich władców pojawiają się w kinach regularnie, a rzadko która z nich zasługuje na szczególną uwagę. Nie inaczej jest w przypadku najnowszego dzieła Stephena Frearsa pt. Powiernik królowej, który podczas 74. festiwalu filmowego w Wenecji wyświetlany jest jako Victoria & Abdul. Pokazywany poza głównym konkursem dramat kostiumowy jest kolejnym dowodem na to, że wielcy aktorzy nie gwarantują wielkiego kina.

Dla Judi Dench występ w Powierniku królowej był już drugą okazją do wcielenia się w Wiktorię, królową Zjednoczonego Królestwa, w momencie śmierci najdłużej panującą na Wyspach monarchinią. Dokładnie 20 lat wcześniej legendarna brytyjska aktorka zagrała tę postać w filmie Jej wysokość Pani Brown Johna Maddena, opowiadającym o związku owdowiałej Wiktorii z noszącym tytułowe nazwisko szkockim koniuszym. Powiernik królowej skupi się na późniejszym etapie życia surowej władczyni, obejmując okres od 1887 roku do jej śmierci w 1901 roku. Właśnie pod koniec lat 80. XIX wieku Abdul Karim (Ali Fazal), więzienny skryba z będącego pod brytyjskim panowaniem indyjskiego miasta Agra – dzięki swoim imponującym warunkom fizycznym – zostaje wyznaczony do osobistego wręczenia królowej Mohuru, specjalnej monety wyrażającej wdzięczność mieszkańców Indii dla cesarzowej. Towarzyszy mu znacznie niższy i bardziej korpulentny Mohammed, dla którego długa podróż statkiem do Anglii jest niczym zesłanie. Abdul ma zgoła odmienne odczucia – jest zaszczycony wyróżnieniem i czuje ogromną radość z niespodziewanego wyjazdu.

Zjawiskowa Judi Dench w roli niezbyt sympatycznej i humorzastej Wiktorii jest oczywiście klasą sama dla siebie.

Przedstawiana jako wiecznie pochmurna i sroga władczyni, Wiktoria jest zaintrygowana przybyszami z indyjskiej kolonii, zwłaszcza Abdulem, który wydaje jej się niezwykle przystojny. Rozkazuje, by Hindusi dołączyli do jej osobistej służby, a bardziej urodziwy z nich staje się także jej nauczycielem języka urdu. Rezolutny Abdul znakomicie wykorzystuje swoją szansę: otacza królową opieką i przybliża jej kulturę Indii, stając się inspiracją prawdziwej monarszej przemiany. Coraz bardziej zażyła relacja Wiktorii i Abdula jest nie w smak członkom dworu, na czele z księciem Albertem, późniejszym królem Edwardem VII (Eddie Izzard). Nieustannie dążą do zdyskredytowania przybysza z Indii, którego królowa zaczyna tytułować mianem Mushu, czyli nauczyciel. Rosnące zaufanie władczyni do hinduskiego przyjaciela staje się niewyczerpanym źródłem osobliwych sytuacji, które wywołują długotrwały uśmiech na twarzach widzów. Zjawiskowa Judi Dench w roli niezbyt sympatycznej i humorzastej Wiktorii jest oczywiście klasą sama dla siebie, ale dzielnie starają się dotrzymać jej kroku pozostali aktorzy, na czele z permanentnie uśmiechniętym Ali Fazalem. Gwiazdora Bollywood nie zjadła trema i choć nie ma prawa błyszczeć przy mistrzyni takiej jak Dench, w swojej pierwszej tak dużej roli anglojęzycznej poradził sobie bardzo dobrze.

Chcąc podsumować Powiernika królowej jednym przymiotnikiem, skłaniałbym się ku słowu „przyjemny”. Jest tu zarówno spora dawka niegroźnego humoru, jak i kilka wzruszających momentów, zwłaszcza tych, w których królowa Wiktoria przyznaje się do swoich licznych słabości. Ale przyjemnie ogląda się przede wszystkim Judi Dench, która mimo upływu lat pozostaje aktorką o niesamowitym wręcz magnetyzmie, potrafiącą wydobyć moc z nawet najbardziej niepozornej sceny. Nikt raczej nie spodziewał się, że najnowsze dzieło Stephena Frearsa będzie dziełem wybitnym, nikt nie mógł też sądzić, że ten przyzwoity film kostiumowy zrobi klapę. To porządnie zrealizowane i zagrane na wysokim poziomie kino, które – choć pewnie przepadnie w zalewie innych tego typu produkcji – zasługuje na swoją szansę, być może bardziej na małym niż na wielkim ekranie.

korekta: Kornelia Farynowska

Ostatnio dodane