Terminator Genisys - recenzja | FILM.ORG.PL

Terminator: Genisys

W „Terminatorze Genisys” jest kilka inspirujących pomysłów oraz Arnold w swojej popisowej roli. Ale bez porównań na korzyść poprzednich filmów się nie obejdzie.




Deja vu




Krzysztof Walecki
02.07.2015


Terminator o twarzy i ciele Arnolda Schwarzeneggera powrócił. Znowu. Jest jednak jakiś inny, niby starszy, a jednocześnie bardziej infantylny. Najwyraźniej to prawda, co mówią, że głupiejemy na stare lata. Piszę to z całym szacunkiem dla Austriaka, który daje z siebie wszystko i wyjątkowo swobodnie czuje się w nowej odsłonie słynnej serii. Problem polega na tym, że być może nie powinien.

Nie kryję się z tym, że Terminator Genisys nie podobał mi się. Ma w sobie dużo śmiałości, aby co rusz konfrontować się ze swoimi uznanymi poprzednikami, lecz ani razu nie udowadnia swojej wyższości nad nimi. Scenarzyści chcą być sprytni w tworzeniu kolejnych paradoksów i odwołań do klasyków Jamesa Camerona do tego stopnia, że po pewnym czasie padają ofiarami własnych ambicji – nie liczy się historia, lecz frajda z tworzenia jej ze znanych nam już elementów. Wydaje mi się, że jest to zabawa jednostronna, choć dosyć żywiołowe reakcje publiczności mówią, co innego. Gdybym był równie przewrotny jak nowy Terminator, zatytułowałbym swoją recenzję Land of Confusion.

terminator-genisys-trailer-debut

Fabuła zasadza się na znanej z części pierwszej próbie uratowania młodziutkiej Sary Connor przed wysłanym z przyszłości Terminatorem, zaprogramowanym, aby ją zabić. Jego śladem podąża Kyle Reese, waleczny żołnierz, a jednocześnie najlepszy przyjaciel przywódcy ruchu oporu, Johna Connora. Widzimy zresztą obu w walce przeciwko Skynetowi, sztucznej inteligencji odpowiedzialnej za bunt maszyn i bardzo niewesołą dla ludzi przyszłość. Kyle z roku 2029 trafia do 1984, gdzie okazuje się, że a) Sarah wcale nie jest taka bezbronna i nieświadoma, jak sądził, i b) ma po swojej stronie Terminatora, który opiekuje się nią już od 10 lat. Wydarzenia znane z poprzednich filmów są zatem wymazane, i wszystko staje się możliwe, łącznie z tym, że John Connor może wcale się nie narodzić.

Warto sobie odświeżyć przynajmniej dwie pierwsze części Terminatora, aby nie pogubić się w zawiłościach fabularnych.

Wtedy jednak ryzykujemy bezpośrednie porównanie, które może nie wyjść filmowi Alana Taylora na zdrowie. Zrekonstruowanie niektórych scen i bohaterów oryginału dawało duże pole do popisu, lecz niemal każdy nowy element co rusz krzyczy „Podróbka! Podróbka!”. Grający Reese’a Jai Courtney nie jest chudym desperatem, w którego wcielił się dawniej Michael Biehn, zaś Emilii Clarke daleko do Lindy Hamilton, w dużej mierze dlatego, że nowa Sarah Connor przypomina dziecko udające twardą killerkę. Tak samo Schwarzenegger nie jest tym samym Schwarzeneggerem, jakiego pamiętamy, natomiast Jason Clarke to John Connor, zupełnie niepodobny do poprzednich wcieleń. Co rodzi pytanie, czym jest nowy Terminator, skoro nawet kultowy T-800 budzi nasze wątpliwości.

ge

Pamiętam, jak krytykowano część trzecią, gdy ta zawitała do kin. Pisano, że nie miała duszy, była cieniem filmów Camerona, zaś sam Arnold był już za stary do roli tytułowej. W Genisys nie ukrywa swojego wieku, a wręcz się z nim obnosi, tak jakby nauczył się, że pewne rzeczy należy po prostu zaakceptować. Tak samo i ja, podczas seansu nowego filmu postanowiłem nie porównywać i na chwilę zapomnieć o powadze, która cechowała dwa pierwsze obrazy. Koncentrując się na różnicach łatwo znaleźć klucz do zrozumienia zamierzeń twórców.

Tak jak wszystkie wcześniejsze Terminatory były opowieściami o walce człowieka z maszyną, gdzie my jesteśmy tymi dobrymi, zaś technologia tą złą, tak tutaj dochodzi do znaczącej zamiany. Ludzi zastąpiły nowe modele – bohaterów niby rozpoznajemy po nazwiskach, lecz są dla nas sztuczni, wyprani z wszelkiej autentyczności. Nie ma znaczenia, co zrobią, ani kiedy to zrobią, bo mają w głowach przyszłość i przeszłość, które najwyraźniej można formować na różne sposoby. (Była sposobność, aby wykorzystać takie myślenie, ale nic nie zrobiono z sytuacją, gdy to Reese’owi bardziej zależy na dobru Johna niż jego matce. Jakże to logiczne i oczywiste, wszakże Sarah jeszcze go nie urodziła.) Dochodzi nawet do tego, że to człowiek przeobraża się w „elektronicznego mordercę”, mając przeciwko sobie terminatora bardziej ludzkiego od wszystkich innych bohaterów. Nie do pomyślenia.

TR-08739

Czy to źle, że ewolucja serii sięgnęła swoich podstaw, niejako zdradzając człowieka na rzecz maszyny? Twórcy stawiają na głowie ideały Camerona, choć nie umieją dojrzeć, czego dokonali.

Zamiast skupić się na terminatorze Schwarzeneggera, który musiał „przeżyć” 33 lata w ukryciu, wolą skakać po czasoprzestrzennej szachownicy pionkami Sary i Reese’a, nudnymi imitacjami pamiętnych postaci. Już nawet nie spektakl zniszczeń i dźwięk uderzeń metalu o metal się liczy, lecz rzekoma pomysłowość i biegłość scenarzystów w tworzeniu wariacji scen i tematów z oryginału. Parę razy wychodzą obronną ręką z bajzlu, jaki sami stworzyli („John Connor za dużo mówi”), częściej jednak film staje się żartem, na dodatek zamierzonym. Ci, dla których już trzecia część miała za dużo dowcipów, nie mają teraz czego szukać w kinie.

Zresztą słowo prześmiewczy nieźle oddaje to, co dzieje się na ekranie, a jednocześnie ukazuje, jak bardzo seria przeobraziła się, stając się nie tyle parodią, co raczej swoistym katalogiem najbardziej charakterystycznych elementów cyklu.

Na pytanie, czy film Taylora mi się podobał, nie mogę odpowiedzieć twierdząco, bo właściwie stanowi reboot, na który nie godzę się. Lecz z drugiej strony nowy Terminator zakłada, że dwie rzeczywistości mogą istnieć obok siebie, nie wadząc sobie. Dzięki temu Genisys od pewnego momentu ogląda się bez zgrzytania zębami, za to z zainteresowaniem, a przede wszystkim ze świadomością, że nie tylko bohaterowie, ale i my, widzowie mamy wybór.

cinema







  • Krzysiek eM

    Jai Courtney jako Kyle Reese… błagam. Jakby nie mogli zatrudnić Michaela Biehna. Przecież jego też mogli odmłodzić bo się da! Zrobili to już świetnie z Bradem Pittem i Brucem Wilisem. Gdzieś niedawno wyczytałem, ze sam Cameron nie chciał nigdy kręcić trzeciego filmu z Terminatorem bo cały czas zdaje sobie z tego sprawę, że Dniem Sądu podniósł za wysoko poprzeczkę. Dziwię się Arnoldowi. Czytałem jego biografię Pamięć Absolutna gdzie wyraźnie podkreślał, że bardzo ostrożnie dobierał scenariusze. Był załamany chociażby po klapie Bohater Ostatniej Akcji więc dlaczego teraz robi sobie jajca grając w niektórych filmach chyba dla zabawy

    • Andriej

      Bo się zestarzał i zapomniał o tym co mówił, może nawet zapomniał o tym, jak się czuł po klapie „Bohatera ostatniej akcji”

  • Lizergamid

    Słyszałem, że ponoć jest już w sieci wersja Full HD, tyle że po głębokich TORach trzeba szukać.

  • Michał Boczar

    Widać że niestety Arnold jest zdesperowany i chce się przypomnieć Światu na siłę (szkoda), ostatnio chyba bierze każdą opcję jak popadnie.
    Co do obsady T:G, to rzeczywiście najsłabiej wypada Courtney który „niszczy” w zasadzie każdą scenę w której się pojawia, gość całe życie gra piach więc w sumie nic dziwnego że znów zagrał słabo…

  • Mak

    A ja się super bawię co by arni nie nagrał co by nie zrobił ja zawsze będę cieszył ryj :) . Bo Arni, Stallone itd to najlepsza ekipa na świecie ich nic nie przebije nigdy

  • bla_bla

    Na metacriticu 39/100 i miażdżące recenzje, na zgniłych pomidorach tylko 25% swieżości..wydaje się, że wyszła straszna cyberkaszana.
    Kolejna sprawa; skoro taki aktor jak Jai Courtney, kładzie aktorsko każdy film, to po co angażować go w tak znaczące produkcje?! Przypomina mi to wielką kulę

    • bla_bla

      Przypomina mi to wielką kulę śniegu, każdy kolejny film ją powiększa, a ona robi tylko większe spustoszenie- tymczasem nie ma solidarności i jakiejś odwagi wśród ludzi filmu, by ją zatrzymać…

  • Andriej

    5/10? I tak zaskakująco dużo…

  • Gieferg

    „Dzięki temu Genisys od pewnego momentu ogląda się bez zgrzytania zębami”

    Raczej DO pewnego momentu.

  • DrBakier

    Crash, ty to masz dobre serce jednak:) 5/10 to dużo za dużo, to coś ledwo można nazwać filmem a co dopiero oceniać:)

    • Mefisto

      Podejrzewam, że nie był trzeźwy na seansie. Ja bym nie był :P

  • Rr

    Dziwie sie ze ktoś ten film analizuje. Tyle słów na temat produkcji która została zrobiona na odwal. Chamski i prymitywny skok na kasę. Dawno nie widziałem czegoś tak słabego. Ten film jest tak kieski ze aż czasami dobry. Pastisz komedia? Chyba nie zamierzona. Gdyby tam nie było arnolda z tymi głupimi zagrywkami sam nie wiem czy dałbym radę. To jednocześnie najsłabsza i najlepsza cześć filmu.

    Moja krótka recenzja filmu: terminator ssie

  • Artur Gralla

    Szkoda Arnolda.

  • DawidJankowiak

    Mocne 3/10.






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

W GŁOWIE SIĘ NIE MIEŚCI (INSIDE OUT) - najnowsza animacja od Pixara

Następny tekst

Terminator: Genisys - recenzja na NIE



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE