Publicystyka filmowa
Jak egzotyczna SPACE OPERA doprowadziła Jamesa Camerona do TERMINATORA i Obcego
Styropianowe tacki, makiety i kosmiczne dekoracje: tak zaczynał przyszły twórca Terminatora i Avatara. Bitwa wśród gwiazd.
Zanim James Cameron zabrał widzów na Pandorę, projektował kosmiczne dekoracje, których ściany wyklejał tackami śniadaniowymi z McDonald’s. Przy space operze Rogera Cormana przyszły reżyser Terminatora zajmował się makietami, malowanymi tłami i zdjęciami trikowymi, a w napisach figurował jako współautor scenografii. Ten sci-fi, poskładany ze znajomych przygód i pomysłowych dekoracji, to dziś warsztatowa perełka. Młody Cameron miał tam znacznie więcej do roboty, niż sugeruje pojedyncze stanowisko w czołówce. Bitwa wśród gwiazd.
Bitwa wśród gwiazd, czyli Siedmiu wspaniałych rusza w kosmos
W Bitwie wśród gwiazd z 1980 roku, wyreżyserowanej przez Jimmy’ego T. Murakamiego według scenariusza Johna Saylesa, młody Shad szuka wojowników, którzy obronią rolniczą planetę Akir przed Sadorem. Richard Thomas gra posłańca zagrożonej społeczności, John Saxon jej prześladowcę, a Robert Vaughn najemnika Gelta. Corman połączył kosmiczną przygodę spod znaku Gwiezdnych wojen z opowieścią o wynajętych obrońcach: widz miał rozpoznać znajomą historię, ale zamiast koni oglądać statki przemierzające kosmiczną przestrzeń.

Sayles oparł film o krótki treatment Anne Dyer, przygotowany po obejrzeniu Siedmiu wspaniałych; Corman przedstawił mu projekt jako właśnie western lub Siedmiu samurajów przeniesionych w kosmos. Scenarzysta nadał pozaziemskim najemnikom różne postawy wobec honoru i śmierci, pod fantastycznymi kostiumami zostawił więc bardzo ludzkie motywacje. Dla Camerona ta produkcja była zaś szkołą fachu: musiał wymyślać wygląd nieistniejącego świata i własnymi rękami doprowadzać do tego, żeby dało się go sfotografować.
Bitwa wśród gwiazd i ściany ze śniadaniowych tacek
W napisach Cameron figuruje obok Charlesa Breena jako współautor scenografii. Jak później wspominał, budował makiety, malował tła, kręcił zdjęcia trikowe i prowadził ekipę korzystającą z komputerowego sterowania ruchem kamery. Zaprojektował też i wyrzeźbił główny statek Nell. Współpracował z Robertem Skotakiem i Alexem Hajdu, który organizował fizyczne wykonanie dekoracji. Uczył się filmu od strony materiału, narzędzi i obiektywu — poznawał nie tylko projektowanie, lecz także codzienną pracę przy realizacji kosmicznego widowiska.

Najlepszą ilustracją tej pracy są styropianowe tacki śniadaniowe z McDonald’s. Cameron opowiadał, że zbierał różne rozmiary, układał je we wzory i przyklejał na gorąco do ścian dekoracji. W ten sposób uzyskiwał przestrzenną fakturę kosmicznych wnętrz. Dla scenografa liczył się kształt, który zobaczy kamera, a nie pierwotne przeznaczenie przedmiotu. To najciekawsza lekcja, którą odebrał Cameron od Cormana: fantazję trzeba umieć zrealizować, nawet jeśli droga od projektu do gotowej dekoracji prowadzi przez opakowanie po śniadaniu.
Od makiety do maszyny
Cameron poszerzał warsztat przy kolejnych zleceniach. Pracownia efektów specjalnych, która powstała przy Bitwie wśród gwiazd, wykonała później ujęcia do Ucieczki z Nowego Jorku, a przy Galaxy of Terror Cameron projektował scenografię i zaczął reżyserować drugą ekipę, również w scenach z aktorami. Przechodził od budowania świata do ustawiania w nim ludzi. To ważna część jego filmowej edukacji: przyszły autor widowisk poznawał kolejne etapy realizacji, zamiast ograniczać się do rysowania coraz śmielszych pomysłów.

Przy Terminatorze z 1984 roku Cameron potrafił już połączyć wyobraźnię projektanta z wymaganiami realizacji. Jak wspominał, chromowany szkielet zobaczył we śnie w 1981 roku, a potem utrwalił go we własnych szkicach. Ekranową postać maszyny wykonał Stan Winston ze swoją ekipą. Cameron umiał zatem zarówno określić, co chce pokazać, jak i rozmawiać z ludźmi, którzy mieli to zbudować. W kinie o cybernetycznym zabójcy taka znajomość rzemiosła miała szczególną wartość: widz musiał uwierzyć w ciało, metal i ich fizyczną obecność.
Przy Obcym – decydującym starciu z 1986 roku Cameron miał już obok siebie znakomitych fachowców. Kolonię zaprojektował Ron Cobb, sprzęt przyszłości Syd Mead, a za całość scenografii odpowiadał Peter Lamont. Sam reżyser wspólnie z Winstonem zaprojektował Królową Obcych; Winston zajął się jej rzeźbiarskim wykonaniem, a John Richardson zbudował egzoszkielet. Cameron myślał o fantastyce jak o świecie rzeczy do używania, a jego kino przekonuje właśnie dlatego, że traktował niezwykłe maszyny z powagą należną prawdziwym narzędziom.

Na Pandorze też trzeba rozwiązywać problemy
Przy Avatarze z 2009 roku Cameron współtworzył z Vincem Pace’em stereoskopowy system Fusion, kamerą wirtualną kadrował z kolei cyfrowe otoczenie i wcześniej zarejestrowane występy aktorów. Glenn Derry zbudował dla niego tzw. pre-viz, czyli podgląd wirtualnej rzeczywistości na planie, a Weta Digital pod nadzorem Joego Letteriego dopracowywała bohaterów i Pandorę. Dla Camerona sposób działania został identyczny, mimo że zmieniły się narzędzia – nadal zaczynał od pytania, jak uzyskać potrzebny obraz, tyle że zamiast dobierać przedmioty do dekoracji, współtworzył narzędzia do filmowania nieistniejącego świata.
W rozmowie z 2010 roku, już po Avatarze, Cameron sam wrócił do lekcji Cormana. Mówił, że wczesna partyzancka praca uczy improwizować i nie tracić nadziei, bo film wciąż może wyglądać tak, jak chce jego twórca. W tym sensie Bitwa wśród gwiazd była dla niego znakomitym początkiem: ćwiczył pomysłowość razem z odpowiedzialnością za wykonanie. Od tacki przyklejonej do ściany po kamerę wirtualną pozostawał filmowcem, który chce wiedzieć, jak coś zrobić. Wizjoner jest znacznie skuteczniejszy, kiedy rozumie własny warsztat – rzecz dziś potwornie niedoceniana.

