Grand Central - recenzja filmu | FILM.ORG.PL

Grand Central (prosto z Cannes)

Nic nie jest tu dziełem przypadku. Wszystko jest przemyślane od pierwszej do ostatniej minuty. Dzięki temu „Grand Central” ogląda się wyśmienicie.




W elektrowni atomowej




Filip Jalowski
21.05.2013


Poszperałem trochę w internecie i nie znalazłem żadnych informacji na temat polskich korzeni reżyserki „Grand Central”, Rebecci Zlotowski. Niemniej, z racji tego, że w Cannes Polski niezwykle niewiele (nie mamy nawet stoiska w wiosce międzynarodowej, gdzie krajowe kinematografie zachęcają do zapoznania się ze swoimi filmami), to i takie, swojsko brzmiące nazwisko zachęciło mnie do wybrania się na film. Ostatecznie, nawet gdyby obraz okazał się być niewypałem, w obsadzie wciąż znajduje się Léa Seydoux, więc przynajmniej wizualnie nie będzie najgorzej. Niewypałów jednak nie było, eksplozji ponadprzeciętnego talentu również, a wybuchowa metaforyka nie jest przypadkowa – tłem dla „Grand Central” są w końcu wnętrze francuskiej elektrowni atomowej.

To właśnie tam prace znajduje Gary, młody i inteligentny chłopak bez ukończonych szkół oraz specjalistycznych kursów. Praca jest całkiem nieźle płatna, ryzyko napromieniowania oraz restrykcyjne procedury, które pozwalają na funkcjonowanie w niesprzyjającym dla człowieka środowisku przynoszą natomiast zastrzyk adrenaliny. Dodatkowym aspektem, dla którego warto pracować są ludzie, którzy starają się trzymać blisko siebie nawet poza murami elektrowni. W końcu, warto znać człowieka, od którego zależy twoje życie. W trakcie jednej z imprez Gary spotyka Karole (Seydoux), która mimo związku z innym członkiem ekipy zaczyna interesować się młodym chłopakiem. Znajomość przeradza się w romans, promieniowanie wymyka się spod kontroli, małe światy bohaterów zaczynają natomiast drżeć w posadach.

Zlotowski jest początkującą reżyserką, ale mimo tego sposób, w jaki realizuje film jest niezwykle przemyślany oraz świadomy. Nic nie jest tu dziełem przypadku. Wszystko jest przemyślane od pierwszej do ostatniej minuty. Dzięki temu „Grand Central” ogląda się wyśmienicie. Film trzyma w napięciu, scenariusz nie jest oczywisty i prosty do przewidzenia. Elektrownia atomowa sama w sobie jest otoczeniem, które wzbudza grozę, konotuje zagrożenie. W „Grand Central” działa jednak również na poziomie metafory. Syreny ostrzegawcze, które kilka razy odzywają się w trakcie filmu komentują raczej przemiany w życiu bohaterów, aniżeli zagrożenie katastrofy nuklearnej. Ich życia wydają się być równie niestabilne, jak rdzeń reaktora, o który dbają.

Film Zlotowski to niezwykle solidna produkcja z doskonałymi rolami Seydoux, Tahara Rahima, Denisa Menocheta oraz Guillaume’a Verdiera. Od tego seansu z całą pewnością zacznę bacznie przyglądać się rozwojowi kariery młodej francuski o polsko brzmiącym nazwisku.







  • Dbają o rdzeń reaktora a nie projektora chyba powinno być :)
    Filmidło zachęcająco się prezentuje. Trzeba poczekać, aż trafi do nas, bo póki co pewnie nigdzie nie dostępne.






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Inside Llewyn Davis (dyskusja prosto z Cannes)

Następny tekst

The Wolverine - zwiastun nr 2



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE