Felietony

Szanowny Panie Braun

Autor: Jerzy Babarowski
opublikowano
Najpierw, proszę, obejrzyjcie:

Szanowny Panie Braun,

Zastanawiam się, jak to jest możliwe, że ja i jeszcze ktoś inny stoimy przy ścianie i patrzymy na tę ścianę i dla mnie ona jest biała, a dla niego czarna; na szklankę z wodą i dla mnie ona jest do połowy pełna, a dla niego do połowy pusta; że wychodzimy na dwór i mi jest zimno, a jemu gorąco i że patrzymy na dziewczynę i dla niego ona jest ładna, a dla mnie brzydka; i to jest za każdym razem ta sama ściana, ta sama szklanka, pogoda i dziewczyna – a jednak ja to postrzegam w jeden sposób, a ta druga osoba dokładnie odwrotnie. Pan znowu nie odrobił lekcji, panie Obi-Braun, i znowu pan mi tu wmawia, że Rada Jedi to była tajna, podczas gdy żadna tajna nie była i że Jedi poddawali swych młodych adeptów praniu mózgu – i tutaj bym się nawet częściowo zgodził, gdyby nie to, że natychmiast atakuje mnie dysonans poznawczy wywołany tym, że pomija pan milczeniem fakt indoktrynacji (wypowiedziany w filmie expressis verbis) jakiej od dziecka poddawani są szturmowcy Nowego Porządku; mówi o tym ta nowa pani szturmowiec w pelerynce, jeśli pan łaskaw pamiętać. Ale dobra, odpuszczę to panu, bo skasowali stare EU, a to nowe to jakieś takie kolorowe, dla dzieci i zdecydowanie nie moje, więc rozumiem, że może pan odczuwać niechęć, by zgłębiać nową mitologię.

Wróćmy do kwestii bardziej palącej, czyli możliwości dokładnie odwrotnego odczytywania tych samych rzeczy. Mi się wydaje, że to jest kwestia przyjęcia określonej optyki interpretacyjnej, bo jak się tę optykę przyjmie to resztę już się jakby tak przez nią interpretuje i to optyka jest najważniejsza; a że sensu interpretacja nie ma za grosz, że się na logice wykłada, że fakty traktuje wybiórczo, a znaczenie tych, do których się jeszcze przyznaje to odwraca – to już mniejsza o to, ważne że optyka została zachowana, bo z optyki polecą lajki i suby chociaż gdzieżbym ja tam śmiał posądzać pana o tak niskie pobudki jak żądza lajków i subów.

Problem jest głębszej natury, bo wie pan, ta pana optyka – zwłaszcza ta, którą proponuje pan przy interpretacji Przebudzenia Mocy – to ma dwa końce. Pan mówi coś takiego: ja jestem Grzegorz Obi Braun Kenobi i przemawiam do was spomiędzy okopów mej ideologiczno-duchowej walki, którą prowadzę ciągle, każdej godziny każdego dnia; jestem strażnikiem prawdziwych, tradycyjnych wartości, które wrzucono w błoto, o których zapomniano i dlatego, że zapomniano to dziś Polska i Europa się rozpada, rozpada się pod naporem multikulti, pod wpływem uchodźców, homosiów, gender, a my już za chwilę znajdziemy się pod obcą niemiecko-rosyjską okupacją czy może już pod nią jesteśmy; my – moi bracia i siostry w walce (dla uproszczenia nazwijmy ich „Przebudzonymi”); otóż my, Przebudzeni, w przeciwieństwie do was (ślepego, otumanionego motłochu) znamy prawdę i my wam tę prawdę chcemy przekazać, a przeto was również uświadomić, czyli, w następstwie, wyzwolić i przebudzić; ale przekazać jej nie możemy, bo jesteśmy na każdym kroku szykanowani, ośmieszani i niedopuszczani do głosu. Ale to my jesteśmy strażnikami „właściwego” (prawie napisałem „najwyższego”, hehe) porządku, a wy znaleźliście się u władzy na skutek rozpadu tego „prawdziwego” porządku i my chcemy ten porządek przywrócić, ale – rozumiecie – nie możemy tego zrobić, bo nam nie pozwalają więc robimy to z ukrycia, z ukrycia was uświadamiamy i uczymy i „nasz czas jeszcze nadejdzie”.

Otóż – pan wybaczy mi tak długi wstęp, ale był konieczny, za chwilę wszystko stanie się jasne – nie zdaje pan sobie sprawy mistrzu Jedi, że gdyby sytuacja była odwrotna i gdyby to pański „porządek” był przy sterach, a ten drugi zepchnięty na margines do roli porządku walczącego, to jakiś pański adwersarz mógłby się posłużyć dokładnie tym samym aparatem pojęciowym co pan. Identycznym. Po prostu role by się odwróciły, pewne pojęcia przetasowały i tyle. To jest broń obosieczna, a przez to dla obu stron tak samo żałosna, bo po chwili namysłu pusta dla każdego, kto przystanie i się chwilę zastanowi. Rozumie pan? Widzi pan pojedyncze drzewka, ale nie dostrzega lasu. I to jest bez sensu, bo ta przepychanka się nigdy nie skończy.

Więc wie pan – taka interpretacja nie jest żadną interpretacją, bo pan po prostu widzi, co chce widzieć. To już lepiej w ogóle się za to nie brać, zostawić te Gwiezdne Wojny w spokoju i powiedzieć jasno – ja uważam tak i tak. Ja rozumiem, że pan postrzega monarchię jako ten „właściwy” porządek, bo ona to niby samoistnie, „naturalnie” się z natury wyłoniła, a rewolucja francuska to jest jakiś błąd historii, bo to są ci źli rewolucjoniści, co wszystko zniszczyli. Ale wie pan – nie zawsze tak było, np. polecam zapoznać się taką starożytną polis, jaką były Ateny po reformach Solona. Gdzie była demokracja i wszyscy byli równi; a i owszem, arystokracja domagała się praw, ale właśnie tenże Solon te ich protesty ukrócił. I teraz pan patrzy – ja sobie podstawię takiego Solona, co to był demokratą pod Imperium/First Order i ateńską arystokrację (eupatrydów) za Rebelię/Resistance. I widzi pan? Teraz Imperium jest złe, a Rebelia dobra. Bez sensu jest taka dyskusja.

Sama ta pana optyka zresztą jest jakaś taka kulejąca, bo jeśli SW to jest faktycznie „propaganda republikańska” to nie rozumiem dlaczego w tej propagandzie próbuje pan odszukać fakty, które jej przeczą; to jest mniej więcej tak jak ja bym w filmach Leni Riefenstahl doszukiwał się gdzieś pomiędzy kadrami alegacji demokracji. Jak propaganda to już propaganda na całego – czemu pan wybiórczo wyjmuje z niej fakty pod swoją optykę? I tak np. mówi pan, że syn Hana Solo i Lei Organy przechodzi na stronę „Żołnierzy wyklętych” i że to znaczy, że nowe pokolenie odwraca się od rewolucyjnego zaślepienia, ale słowem już się pan nie zająknie, że szturmowiec Finn z First Orderu właśnie ucieka; niby rewolucjoniści umierają (i nie rozumiem dlaczego pan bezczelnie spoileruje ludziom TĘ SCENĘ), ale jakoś pojawia się Rey, która temu lubianemu przez pana Kylo Renowi (który ma miecz w kształcie ODWRÓCONEGO krzyża) spuszcza na końcu filmu wpierdol; wreszcie Luke Skywalker, McGuffin filmu (który nie udał się na obcą planetę w poszukiwaniu swoich dzieci tylko „pierwszej świątyni Jedi”, a więc raczej swych przodków) zostaje odnaleziony przez lumpenproletariat, a nie monarchistów. Więc ja nie wiem, gdzie tu pan się tych dobrych wieści dla siebie doszukuje, bo ja ich, szczerze mówiąc, za bardzo nie widzę.

Jeszcze jedna rzecz, o której nie mogę nie wspomnieć. Doszukuje się pan w „Przebudzeniu Mocy” wpływów innych amerykańskich serii filmowych. Zgoda, są, ale na pewno nie te, które pan podaje, bo jeśli skrzynia z mieczem Luke’a ma być pomysłem zerżniętym ze „Skrzyni umarlaka” to ja w takim razie mógłbym powiedzieć, że początek filmu jest jak „Lawrence z Arabii” – bo się dzieje na pustyni – środek jak „Rambo” – bo dżungla – a w końcówka jak „Fargo” (bo śnieg). To jest mniej więcej poziom, po jakim pańskie skojarzenia wędrują.

Zastanawia mnie też dlaczego na kolejnych filmikach gwiezdno-wojennych zdaje się pan powtarzać przemiany fizyczne z kariery aktorskiej Ewana McGregora oraz dlaczego za każdym razem widzę pana na stacji jakiegoś rodzaju transportu dalekobieżnego – ostatnio było lotnisko, tym razem jest Centralny. Liczę, że następną transmisję nada pan z dworca PKS lub stoczni.
Pozdrawiam serdecznie.
Jerzy Babarowski

Ostatnio dodane