MARK WAHLBERG - buntownik nie tylko na ekranie | FILM.ORG.PL

MARK WAHLBERG – buntownik nie tylko na ekranie








Dawid Myśliwiec
10.12.2013


Masz 13 lat. Twój starszy brat właśnie zakłada ze swoimi kumplami zespół, który stworzy podwaliny pod światowe szaleństwo na punkcie fenomenu zwanym boysbandem. Masz dwa wyjścia: zostać w cieniu bardziej sławnego brata lub spróbować stworzyć swoją własną historię. Nastoletni Mark Robert Michael Wahlberg wybrał drugą opcję i dzięki ciężkiej pracy i całkiem przyzwoitej dawce talentu dziś niewiele osób pamięta o starszym o dwa lata Donniem i jego występach w niegdyś superpopularnych New Kids on the Block.

A przecież niewiele brakowało, by w szeregach jednego z pierwszych boysbandów zaistniał nie jeden, ale właśnie dwóch Wahlbergów, bowiem starszy z braci zwerbował do zespołu młodszego. Być może brak zapału lub intuicji sprawił, że Mark jeszcze przed rozpoczęciem nagrywania pierwszego materiału grupy postanowił odejść, pozbawiając się jednocześnie możliwości zaistnienia w showbiznesie w bardzo młodym wieku. Nie musiał jednak długo czekać na swoje 5 minut w przemyśle muzycznym – zadebiutował w 1991 r. razem ze swym projektem Marky Mark and the Funky Bunch. Rapowy projekt przez kilka chwil rządził nawet amerykańską listą przebojów Billboard Hot 100, ale formuła tej grupy dość szybko się wyczerpała i Marky Mark postanowił kontynuować karierę samodzielnie. W Europie stał się bardzo sławny za sprawą hitów takich jak „United” czy „Happy People”, wpisujących się w szalenie popularną wówczas konwencję muzyki dance. Życie „zawodowe” Marka kwitło, choć prywatnie miał znacznie więcej powodów do zmartwień.

wahlberg 1

Już jako nastolatek był bowiem uzależniony od kokainy i wielokrotnie popadał w konflikt z prawem. Policja w Bostonie, gdzie się wychował, musiała doskonale znać najmłodszego z klanu Wahlbergów, gdyż wskutek liczne pobić, rozbojów i innych incydentów regularnie odwiedzał tamtejsze komisariaty. Wreszcie, w wieku 16 lat, został skazany za napaść na dwóch Wietnamczyków i spowodowanie częściowej ślepoty u jednego z nich. Na znanego już wcześniej z rasistowskich wybryków Marka nałożono wyrok dwóch lat więzienia, z którego wyszedł już po 45 dniach. Aktor uznaje te wydarzenia za punkt zwrotny w swoim życiu, choć przyznaje, że nie zadośćuczynił swoim ofiarom.

Z bogatych kryminalnych doświadczeń Wahlberg korzysta też obecnie, choć na szczęście już w całkiem legalny sposób – w swojej równie bogatej karierze aktorskiej, którą rozpoczął na dobre w 1996 r., często wcielał się w role brutalnych przestępców lub niewiele subtelniejszych przedstawicieli prawa. Do dziś większość postaci, które odtwarza Mark, posługuje się niewybrednym językiem i celnymi sierpowymi. Bo taki właśnie jest nasz bohater – twardy i nieskomplikowany.

boogie-nights-1997-02-g

Gdy przebrzmiała sława muzyczna, przyszła ta filmowa, a pierwszym obrazem, za który doceniono Wahlberga, był Boogie Nights” (RECENZJA) Paula Thomasa Andersona, w którym po raz pierwszy chłopak z Bostonu wcielił się w absolutnie pierwszoplanową rolę. Wcześniejsze występy – w „Inteligencie w armii”, „Przetrwać w Nowym Jorku” czy nawet w „Strachu”, gdzie był głównym antagonistą – miały zdecydowanie mniejsze znaczenie i były jedynie nieśmiałymi próbami zaistnienia w Hollywood. Że „nieśmiały” to nie najlepsze określenie dla walecznego Marka mogliśmy się przekonać właśnie po jego roli w filmie Andersona, w którym wcielił się w Eddiego Adamsa vel Dirka Digglera, wschodzącą gwiazdę branży porno. Niedoszły członek boysbandu stworzył wyrazistą kreację, którą docenili krytycy, ale najwyraźniej nie inni reżyserzy, gdyż kolejne propozycje nie były tak interesujące.

Na długie lata Wahlberg zakotwiczył w aktorskiej drugiej lidze i dopiero druga połowa pierwszej dekady XXI w. pozwoliła mu przebić się do ekstraklasy. Jego filmografia jest jednak bardzo wyrazistym dowodem na to, że nie wszyscy aktorzy potrafią z rozwagą sterować swoją karierą. Spróbujmy określić które z zawodowych wyborów Marka należy pochwalić, a za które zdecydowanie go zganić.

In minus

Zacznijmy od tych złych decyzji, bo przecież najłatwiej jest krytykować, prawda? O gustach się nie rozmawia, dlatego z pełną premedytacją wybieram te filmy, które uznaję za największą aktorską porażkę Wahlberga. Prawdopodobnie każdy z Was mógłby zestawić swoją listę słabych momentów w jego karierze.

0812-pota2

  1. „Planeta małp” (The Planet of the Apes), 2001, reż. Tim Burton

Nie wszystkie tytuły, które tu wymienię, są złe dlatego, że to Mark zaliczył słaby występ. Nie wszystkie, ale ten na pewno. Zupełnie nieporadna gra aktorska, która udowadnia tylko, że młodzian mógłby co najwyżej czyścić buty Charltonowi Hestonowi, to oczywiście nie jedyna wada reinterpretacji Burtona, ale występ chłopaka z Dorchester to przysłowiowy gwóźdź do trumny. Całkowity brak charyzmy protagonisty, który przecież był jedną z najmocniejszych stron pierwowzoru z 1968 r., nie przynosi chluby Wahlbergowi, a tym, którzy chcą w nim widzieć „aktorskie drewno”, daje niepodważalny argument.

0EE3A29AB2

  1. „Zdarzenie” (The Happening), 2008, reż. M. Night Shyamalan

To nie jego wina, że ten film był tak fatalny – już sam scenariusz, który opiera się na idei morderczych drzew, należało wyrzucić albo podrzucić jakiemuś reżyserowi klasy C. To nie jego wina, że Zooey Deschanel była prawdopodobnie na jakichś bardzo silnych psychotropach i zapomniała, że gra w filmie. To jednak tylko i wyłącznie wina Marka Wahlberga, że podjął decyzję o zagraniu w tej artystycznej pomyłce, która w box-office poradziła sobie przyzwoicie, zarabiając na świecie ponad 160 mln USD. „Zdarzenie” to jednak bezapelacyjnie najsłabszy spośród obejrzanych przez mnie tytułów z jego filmografii.

maxpayne

  1. „Max Payne”, 2008, reż. John Moore

To zdecydowanie nie był rok Marky Marka. W 2008 r. pojawił się w zaledwie dwóch produkcjach i obie okazały się kompletnymi klapami. Ekranizacji jednej z pierwszych kultowych gier XXI w. oczekiwałem z niecierpliwością, próbując odepchnąć od siebie myśli o tym, że w żadnym z wszechświatów Wahlberg jako Max Payne nie mógłby się udać. I niestety nie udał się także w naszym. Sam film wyglądał jak nieudane ćwiczenie początkującego specjalisty od efektów specjalnych i nie przeniósł na ekran kinowy ani grama wspaniałej atmosfery, jaka wprost wylewała się z ekranu komputera. Największym błędem Marka było uwierzenie w to, że mógłby być Maksem.

In plus

Tutaj mogłoby pojawić się znacznie więcej tytułów, gdyż należę do zwolenników aktorskiego entourage’u najmłodszego z rodzeństwa Wahlbergów. Kilka tytułów wybija się jednak z jego dorobku w sposób szczególny.

fhd006TDP_Mark_Wahlberg_001

  1. „Infiltracja” (The Departed), 2006, reż. Martin Scorsese

Długo oczekiwany i w pełni zasłużony Oscar za reżyserię dla Scorsese, a także pierwsza, i jak dotąd jedyna, aktorska nominacja do tej nagrody dla Marka W. (drugą otrzyma już jako producent za „Fightera” w 2010 r.). Co znamienne, otrzymał to wyróżnienie jako jedyny z prawdziwej konstelacji gwiazd, która wystąpiła w tym dziele (diCaprio, Nicholson, Damon i wielu innych). Film kompletny, absolutny klasyk kina policyjnego i znakomita rola Wahlberga, dla którego współpraca ze Scorsese okaże się prawdziwą przepustką na szczyt.

321157.1

  1. „Ślepy tor” (The Yards), 2000, reż. James Gray

Całkowicie niedoceniany, rasowy thrillerem z duszną atmosferą i znakomitą obsadą (James Caan, Joaquin Phoenix, Charlize Theron). Pierwsza współpraca z Grayem i Phoeniksem – po raz kolejny cała trójka spotka się na planie „Królów nocy”. Mark nie po raz pierwszy wciela się w człowieka po odsiadce, który próbuje żyć uczciwie, ale nie pozwalają mu na to dawne powiązania. W tle zakazana miłość i próba przyjacielskiej wierności. Archetypiczne relacje wplecione tu zostały w nietypowy kontekst (działalność przestępcza w środowisku kolejowym), a całość smakuje bardzo dobrze. Niekoniecznie oryginalny, ale bardzo krwisty kawałek kina i dobra, przekonująca rola Wahlberga.

ted-mark-wahlberg-fuck-you-thunder

  1. „Ted”, 2012, reż. Seth MacFarlane

Zanim Mark nawiązał współpracę z twórcą kultowego „Family Guy”, jego próby komediowe nie należały do szczególnie udanych. Dwa lata wcześniej wystąpił u boku Willa Ferrella w chłodno przyjętej „Policji zastępczej”, którą jednak dzięki 170 milionom zarobionych w kinach dolarów można było uznać za umiarkowany sukces. Dopiero jednak duet ze stworzonym komputerowo, wulgarnym pluszowym misiem okazał się bezapelacyjnym komediowym zwycięstwem Wahlberga. Duża swoboda w grze pozwala domniemywać, że gwiazdor jest taki także w życiu prywatnym – wulgarny, ale dobroduszny i zabawny. „Ted” to największy kasowy sukces Marky Marka, ale zapowiadany na 2015 r. może tę sytuację zmienić (w międzyczasie jest jednak czwarta część „Transformers”, która pojęciu „kasowości” nada zapewne zupełnie inny wymiar).

wahl2

In medio

W tej grupie znajduje się zdecydowanie najwięcej tytułów – Mark Wahlberg wybiera bowiem najczęściej filmy niewyróżniające się z ogromu amerykańskiej produkcji filmowej. „Czterej bracia” to przyzwoite męskie kino zemsty, „Strzelec” to połączenie „Rambo” i „Ściganego”, a „Kontrabanda” to mało udana wariacja na temat „60 sekund”. Są w jego dorobku filmy widowiskowe, ale rozczarowujące („Gniew oceanu”), są dobrze zrealizowane „heist movies” („Włoska robota”), a sam Wahlberg często pojawia się w dziełach cenionego reżysera Davida O. Russella („Fighter”). W 2013 r. Mark pojawił się w czterech dużych produkcjach (m.in. „Pain & Gain” Michaela Baya, z którym robi właśnie „Transformers: Age of Extincion”). Chyba tylko „Agentów” Baltasara Kormákura, będących udaną próbą przywrócenia do życia konwencji kumpelskiej komedii sensacyjnej, można uznać za sukces, a także za dowód na to, że dawny raper jest dziś niekwestionowaną gwiazdą kina akcji, najczęściej tej z przymrużeniem oka.

Czy można go uznać za następcę Bruce’a Willisa? Na pewno musi jeszcze poczekać na swojego Johna McClane’a, ale wydaje się, że już dziś jest na dobrej drodze, by zyskać podobne uwielbienie publiczności, co starszy kolega po fachu. 

still-of-mark-wahlberg-in-2-pistoale

Mark Wahlberg Wallpapers

Mark-Wahlberg-1024x768

Dawid Myśliwiec

Oglądam dziesiątki filmów miesięcznie, a na liście tytułów do nadrobienia nic nie ubywa - a wręcz przybywa. W 2015 r. udało mi się osiągnąć cel - obejrzeć średnio 1 film dziennie. Tą samą estymą darzę "Kobietę z wydm", "Ojca chrzestnego" i "Deadpoola", slow cinema przeplatając głupimi komediami. O kinie piszę, bo samo oglądanie mi nie wystarcza, a najlepsze uczucie to to, gdy komuś spodoba się polecony przeze mnie film. Od ośmiu lat rzeźbię sobie na www.mysliwiecoglada.pl.






  • hanys

    Popularny ale całkowicie obojętny. Najlepszy był w Departed, bo Scorsese wydobył z niego pokłady szaleństwa, brawury.

  • Marcin

    Przetrwać w Nowym Jorku – bardzo fajna kreacja, szkoda, ze pominięta w artykule. Moimi ulubionymi filmami z jego udziałem są Włoska robota i Ted :D

  • Simon Dark

    Najlepsze filmy Marka Wahlberga moim zdaniem to The Shooter, 4 Brothers, Ted, Departed i Królowie Nocy

  • zulombo

    Odnośnie filmu Max Payne. Strasznie wkurzyła mnie wypowiedz Marka, który wyznał, że nie grał w grę, bo bał się uzależnić od gier komputerowych. Jak można grać jakąś postać jak nie zna się materiału źródłowego.

  • Mike

    Pain & Gain – okropieństwo.

  • Pingback: ... czyli Lou Reed, Das Boot i Polska! | FILM.ORG.PL()






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Fatalne zauroczenie

Następny tekst

Nowa GODZILLA - pierwszy teaser



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE