Connect with us

Recenzje

PAN FROST. Jeff Goldblum jako diabeł

FROST to mroczny thriller o diabolicznym kucharzu, który skrywa przerażające tajemnice. Czy naprawdę jest z piekła rodem?

Published

on

PAN FROST. Jeff Goldblum jako diabeł

Tekst z archiwum Film.org.pl

Diabeł żyje i nazywa się Frost. Mieszka w wielkim domu w Anglii, uwielbia gotować wymyślne potrawy, które następnie fotografuje, ale nigdy ich nie zjada. Jest zaskakująco gościnny, nawet kiedy odwiedza go inspektor Detweiler, zaniepokojony wyznaniem dwójki złodziei, że w jednym z aut w garażu Frosta ukryte są zwłoki. Gospodarz przytakuje, jak również sugeruje, że to nie jedyna jego ofiara – wkrótce policja odkrywa na terenie jego posiadłości masowy grób, w którym znajduje się 24 ciał dorosłych i dzieci. Nagrane na kasetę wideo tortury i mordy potwierdzają zwyrodniałą naturę mężczyzny, który kilka miesięcy po aresztowaniu milknie na następne dwa lata. Odezwie się dopiero do dr Day, psychiatry, która w diabła nie wierzy.

Advertisement

Czy pan Frost jest „tylko” psychopatą, seryjnym mordercą, człowiekiem, którego nawet najwięksi lekarze nie potrafią zdiagnozować, czy też faktycznie posiada piekielne pochodzenie? Pytanie to umiejscawia film Philippe’a Setbona pomiędzy thrillerem psychologicznym a horrorem, choć nie ma żadnej wątpliwości, że twórcy skłaniają się ku tej drugiej odpowiedzi.

Widzowie mogą pamiętać Pana Frosta z czasów boomu kasetowego – nakręcony w 1990 roku cieszył się sporym powodzeniem przez całą ówczesną dekadę, aby w późniejszym czasie kompletnie wypaść z obiegu, a dziś być co najwyżej ciekawostką dla fanów Jeffa Goldbluma. Trudno zatem mówić o jakimś szczególnym kulcie tej francusko-brytyjskiej produkcji, choć łatwo wytłumaczyć popularność, jaką się cieszyła przez całe lata 90. Pan Frost wpisuje się bowiem w nurt dreszczowców, w których głównym tematem był mniej lub bardziej alegoryczny pojedynek dobra i zła, najczęściej w oparciu o schemat kina policyjnego, wzbogacony o silne wpływy kina grozy.

Advertisement

Powstałe rok później Milczenie owiec (choć kluczowe, że literacki pierwowzór tego drugiego pojawił się już w 1988 roku, czyli na dwa lata przed filmem Setbona, jakże podobnym w kilku aspektach do powieści Thomasa Harrisa) po dziś dzień uchodzi za arcydzieło tej narracji, a z bardziej znanych tytułów wymienić można jeszcze Egzorcystę III (1990) oraz Siedem (1995), jak również nowozelandzkiego Brzydala i japoński Cure, oba z 1997 roku. Pan Frost ma tak mocne otwarcie, że aż szkoda, że w dalszej części filmu jego twórcy nie bardzo wiedzą, co zrobić z podającym się za diabła seryjnym mordercą.

Dziś, być może bardziej niż wtedy, pozostaje w widzu poczucie straconej szansy, choć dzieło Setbona nadal broni się sugestywnym Goldblumem oraz gęstą atmosferą niepewności utrzymującą się do samego końca.

Advertisement

Tę buduje przede wszystkim zmiana perspektywy – w pierwszym kwadransie niemal ze sceny na scenę wyznaczane są nowe osoby, których oczyma poznajemy tajemnicę Frosta. Zaczynamy od dwóch złodziei włamujących się nocą do jego domu. Tytułowy bohater jest wtedy widoczny jedynie jako sylwetka w oknie, cichy obserwator. Wygląda to tak, jakby gospodarz zaprosił złodziei do siebie i poczęstował namiastką swojego makabrycznego sekretu. To wrażenie pogłębia się w następnej scenie, kiedy do Frosta przychodzi Detweiler (Alan Bates). Rozmowa między mężczyznami jest początkowo lekka i żartobliwa, ale policjant szybko zaczyna odczuwać niepokój oraz napięcie.

Chce jak najszybciej uciec od Frosta, zwłaszcza gdy ten przyznaje się do winy, tak jakby była to czysta formalność. Wtedy również widzimy w oczach Frosta metalicznie połyskujące krzyże, element jawnie fantastyczny, choć można go tłumaczyć wizualizacją przerażonego inspektora. Kiedy następnym razem zobaczymy Frosta, miną dwa lata od jego aresztowania, a on sam zostanie skierowany do szpitala psychiatrycznego w nieznanym europejskim kraju. Tam pozna nadzorującą jego przypadek dr Day (Kathy Baker).

Advertisement

Co stoi za tymi zmianami perspektywy? Każda z tych osób dowiaduje się o Froście coraz to bardziej przerażających rzeczy, pogłębiając również naszą wiedzę o nim. Każda zostaje przez niego w jakiś stopniu naznaczona – w najmniejszym złodzieje, prawdopodobnie dlatego, że nigdy nie spotykają się z nim twarzą w twarz. Udaje im się jednak przekonać Detweilera do uwierzenia w przerażającą historię. On sam poznanie Frosta przypłaca czymś więcej niż tylko załamaniem nerwowym, odejściem z służby i obsesją na punkcie mordercy. Jest i Day, właściwa bohaterka filmu, którą Frost typuje na swojego głównego przeciwnika.

Być może zatem perspektywa od początku jest jedna – Frosta. Jeśli tak, spoglądamy nie oczami człowieka na zło, które przekracza ludzkie pojęcie na tyle, że musi zostać nazwane szatańskim (nieprzypadkowo to z ust inspektora pada stwierdzenie, że Frost jest diabłem, zanim on sam to potwierdzi), a przeciwnie – oczami złego oglądamy człowieka. Ten jest, rzecz jasna, niedoskonały. Złodzieje są z definicji grzesznikami, co diabeł wykorzystuje, aby następnie trafić na Detweilera. Tego męczy poczucie winy za śmierć żony, które Frost jeszcze bardziej wzmacnia, wyjawiając policjantowi jej ostatnią myśl, zanim zmarła.

Advertisement

Czym Day zasłużyła sobie na uwagę Frosta? Jest psychiatrą, co stanowi największą obelgę przeciwko diabłu, bo nauka przeczy wierze w niego. „Wiedza zastąpiła religię. Zło nie ma już twarzy diabła. To człowiek jest zły”. Wypowiedziane przez Day słowa tłumaczą pojawienie się diabła w jej życiu; jego potrzeba zaś wyraża się w stwierdzeniu, że naukowcy zepsuli walkę dobra ze złem. Przypomina zatem światu o sobie, wyzywając na pojedynek jedną z tych, którzy ów świat zmienili, wyrzucając z myślenia o nim pierwiastek infernalny.

Tak zawiązana akcja daje niesamowite pole do ukazania diabła jako wielkiego manipulatora, doskonałego znawcę ludzkiej psychiki, ale też dziwnie skrzywdzoną postać, której ambicja nie pozwala na poddanie się współczesnemu, świeckiemu myśleniu. Niestety scenariusz Setbona i Brada Lyncha nie radzi sobie z podjętym tematem; co więcej, każe podejrzewać, że twórcy nie wiedzieli, jaki film chcą nakręcić. Zamiast obiecanego pojedynku dobra i zła oraz wiary i nauki otrzymujemy luźno powiązane ze sobą sceny, które sugerują, że samo spojrzenie Frosta wystarczy, aby zmienić człowieka w mordercę lub ofiarę.

Advertisement

Day zaczyna miewać sny na jawie i szybko (aż za szybko) poddaje się sugestii swojego pacjenta. Tyle tylko, że w pewnym momencie bardziej od Frosta zaczyna ją interesować Detweiler, z którym nawiązuje romans. Postać inspektora jest już wtedy kompletnie zbyteczna dla fabuły i mogę tylko podejrzewać, że rola została rozszerzona po to, aby jak najdłużej zatrzymać na planie Alana Batesa. Do tego dochodzi wątek jednego z pacjentów Day, który pod wpływem tytułowego bohatera opuszcza szpital i zaczyna zabijać. Gdyby film zachował bardziej epizodyczną narrację, byłby intrygującym kalejdoskopem ludzi narażonych na utratę własnej poczytalności, tożsamości, a nawet człowieczeństwa w obliczu spotkania z diabłem.

Jak na ironię, w tym wszystkim gubi się sam Frost. Za szybko odkrywa swoje karty, a zamiast intrygować i przerażać, zwyczajnie nuży. Goldblum jak najdłużej stara się czarować swym diabelskim spojrzeniem i uśmiechem, za którym kryje się bestialska natura, ale i to ma swoje granice. W końcu Frost staje się samotnym panem w zrujnowanym szpitalu, gdzie wszyscy zginęli lub oszaleli. Jego plan „pokonania” Day jest natomiast zbyt banalny i obawiam się, że niewystarczający, aby świat mógł znów uwierzyć w istnienie diabła. Większe wrażenie robi początkowa informacja o kilkudziesięciu ciałach zakopanych przed jego domem.

Advertisement

Jest to jednak potworność ludzka, nie zaś szatańska, bliższa XX-wiecznym seryjnym mordercom – by wymienić Teda Bundy’ego czy Johna Wayne’a Gacy’ego niż włodarzowi piekła. Znamienne, że nic, co Frost czyni w dalszej części filmu, w niczym nie przypomina ani nie przebija swym bestialstwem tego makabrycznego odkrycia. Czyż nie potwierdza to ostatecznie, że cokolwiek złego zrobiłby diabeł, nie dorówna człowiekowi?

Advertisement
Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *