Publicystyka filmowa
Niedoceniona rola Robina Williamsa jako złoczyńcy w tym THRILLERZE to prawdziwa perła
Robin Williams żartował między ujęciami, a przed kamerą w sekundę stawał się kimś groźnie milczącym… Zdjęcie w godzinę.
Robin Williams potrafił rozśmieszyć widza, zanim ten zdążył dobrze przyjrzeć się granej przez niego postaci. Tutaj trzeba patrzeć uważniej, bo pod uprzejmością pracownika punktu fotograficznego kryje się człowiek, którego zainteresowanie klientami dawno przekroczyło zawodowe obowiązki. Za tę rolę Williams dostał Saturna i należy ona do najlepszych w jego dorobku, choć wciąż funkcjonuje na marginesie wizerunku komika. Thriller o cudzych rodzinnych zdjęciach niepokoi dziś zresztą z dodatkowego powodu – coraz łatwiej rozpoznać w nim własny odruch zaglądania do życia innych. Zdjęcie w godzinę.
Williams ścisza głos
Seymour Parrish, zwany Sy’em, nie potrzebuje komediowej energii swojego odtwórcy. W filmie Marka Romanka z 2002 roku, obecnie dostępnym w Polsce w Disney+, aktor gra go z powściągliwością, która każe przyglądać się nawet zwykłej uprzejmości. Reżyser wspominał, że między ujęciami żartował, a przed kamerą natychmiast odzyskiwał skupienie. Nie trzeba było odbierać mu temperamentu ani pilnować, żeby nie rozbijał scen dowcipami. Komik rozładowywał energię podczas przerwy, po czym wrócał do roli człowieka odciętego od otoczenia w pełni skupiony.

Rok 2002 przyniósł też Bezsenność, w której zagrał Waltera Fincha, i czarną komedię Smoochy z jego znacznie gwałtowniejszą kreacją Randolpha. Aktor mówił o potrzebie nowych wyzwań, a bliskość ofert tłumaczył przypadkową zbieżnością. Przy Parrishu wybrał oszczędność: jego wiarygodność i stopniowo ujawniana obsesja są mocniejsze od aktorskiego popisu. Film zarobił ponad 52 mln dolarów przy budżecie 12 mln. Uznaniu dla kreacji towarzyszyły jednak zarzuty, że bohater jest antypatyczny, a jego psychologiczny portret zbyt płytki.
Zdjęcie w godzinę, czyli rodzina z odbitki
Sy wywołuje fotografie Yorkinów, rodziny swoich klientów, i potajemnie robi dodatkowe odbitki. Zawodowy dostęp do ich prywatności traktuje jak zaproszenie do rodziny, choć nikt mu go nigdy nie dał. Zdjęcia zastępują mu wspólne doświadczenia, a znajomość utrwalonych na nich chwil bierze za bliskość z ludźmi. Williams opisywał swojego bohatera jako człowieka całkowicie odizolowanego, dla którego fotografie były jedynym łącznikiem z innymi. Parrish poznaje więc klientów przez obrazy, na których sam nigdy się nie pojawia.

Reżyser i autor scenariusza rozumieją jego samotność, ale nie zamierzają rozgrzeszać go z kradzieży cudzej prywatności. Film pozwala odczuć jedno i drugie naraz, bez wygodnego podziału na biednego samotnika i potwora. O proporcje między portretem bohatera a thrillerem dyskutowano zresztą już przy montażu. Peter Rice, szef Fox Searchlight, chciał mocniej zaakcentować thriller, jak wspominał reżyser. Romanek podkreślał jednak, że nikt mu zmian nie narzucił, choć żałował części usuniętych scen, w tym prologu o fotograficznym efekcie czerwonych oczu.
Biel sklepu i cudzy dom
Operator Jeff Cronenweth wizualnie rozdzielił sklep, sterylne mieszkanie bohatera i idealizowany przez niego dom Yorkinów. Nad sklepową bielą pracował precyzyjnie: odbił światło od sufitu, żeby uzyskać miękką poświatę. Przez tę łagodność sklep nie przypomina oczywistej pułapki z thrillera, a jednak trudno poczuć się w nim swobodnie. Kadry w kadrach pasują z kolei do człowieka, który poznaje innych przez prostokąt fotografii. Dom klientów oglądamy jako upragnione przeciwieństwo jego chłodnego, sterylnego mieszkania.

Zdjęcie w godzinę – cudze szczęście na ekranie
Scena, w której Sy żartem odradza swojej klientce Ninie Yorkin zakup aparatu cyfrowego, nabrała po latach przewrotnego uroku. Bohater broni zajęcia, które daje mu dostęp do jej zdjęć, tymczasem dzisiejszy widz zna już inne sposoby oglądania cudzych albumów. Film celnie pokazuje nawyk uznawania wybranych obrazków za pełną opowieść o człowieku. Yorkinowie wydają się Parrishowi idealną rodziną, a my równie łatwo zazdrościmy ludziom obserwowanym w internecie życia, o którym poza tym, co pokazali, niewiele wiemy.
W 2013 roku Williams zauważył, że współczesnego Parrisha przytłoczyłaby ilość dostępnych treści. Sy kopiuje jednak zdjęcia powierzone mu do prywatnego wywołania, bez zgody właścicieli. Część podobnych obrazów sami dziś wystawiamy na widok innych, ale to jeszcze nie zaproszenie do naszego domu. Kiedy wracam myślą do tego filmu, zatrzymuję się właśnie przy tej dodatkowej odbitce. Dla pracownika minilabu jest już namiastką wspólnego życia, dla sfotografowanej rodziny wciąż zwykłym zdjęciem, które miało trafić do prywatnego albumu.

