Publicystyka filmowa
Netflix robi serialową adaptację geniusza SCI-FI Philipa K. Dicka
Netflix wyciąga Dicka z cienia Łowcy androidów i pyta, komu tak chętnie oddajemy władzę nad własną przyszłością. The Future is Ours.
Z ekranizacjami Philipa K. Dicka jest pewien kłopot: zanim widz pozna bohaterów, często już wypatruje kolejnego Łowcy androidów albo Pamięci absolutnej. Trudno uciec od tych skojarzeń, ale biblioteka pisarza nie kończy się na utworach, które dostały najbardziej rozpoznawalne filmowe wcielenia. Netflix sięga po mniej znaną powieść geniusza sci-fi, Świat Jonesa, o człowieku obdarzonym zdolnością przewidywania przyszłości. W serialowym wydaniu spotkamy kaznodzieję i ścigającego go policjanta, a zamiast odległej abstrakcji dostaniemy Amerykę Południową w kryzysie ekologicznym. The Future is Ours.
The Future is Ours,… czyli Dick po hiszpańsku
Netflix zapowiedział projekt 28 października 2025 roku; za El mundo según Jonás (które wystartuje pod angielskim tytułem The Future is Ours), hiszpańskojęzyczny miniserial science fiction na podstawie Dicka, odpowiada jako główny scenarzysta i szef zespołu twórczego Mateo Gil. Scenariusz współtworzą Laura Santullo, Camila Brugés Gómez i Kyzza Terrazas. To przedsięwzięcie zasługuje na uwagę przede wszystkim ze względu na wybór materiału: opowieści o proroku, jego wyznawcach i politycznych konsekwencjach wiary.

Akcja serialu rozgrywa się w 2047 roku w Ameryce Południowej dotkniętej katastrofą ekologiczną. Policjant Hugo Crussí ściga Jonása Floresa, kaznodzieję, który potrafi przepowiadać przyszłość. Już ten punkt wyjścia jest ciekawszy niż obietnica samych futurystycznych dekoracji. Jeśli ktoś naprawdę wie, co nastąpi, jego słuchacze muszą zdecydować, czy widzą w nim wybawcę, czy człowieka, któremu oddają zbyt wiele władzy: najważniejszy konflikt zaczyna się tutaj od ludzkiej potrzeby pewności.
Netflix przedstawia produkcję jako pierwszą hiszpańskojęzyczną adaptację audiowizualną twórczości Dicka. W tym przypadku język i miejsce akcji mają znaczenie większe niż promocyjna etykietka. Twórcy przenoszą historię do konkretnego regionu i wiążą ją z katastrofą ekologiczną, zamiast jedynie poprzestać na odtworzeniu powieściowego świata. Gil i jego współpracownicy mają opowiedzieć własną historię o posłuszeństwie i zbiorowym lęku, zachowując niewygodne pytania literackiego pierwowzoru.

Prorok nie potrzebuje neonów
Wydany w 1956 roku Świat Jonesa przedstawia społeczeństwo po katastrofie nuklearnej, rządzone w myśl narzuconego relatywizmu. Floyd Jones, obdarzony zdolnością przewidywania przyszłości, zdobywa zwolenników; Dick splata jego historię z pytaniami o władzę i wiarę, a także z wątkiem istot przybywających z kosmosu. To materiał na coś więcej niż pościg za niezwykłym człowiekiem – ludzie, którzy w niepewnym świecie dostają obietnicę, że ktoś wreszcie zna odpowiedzi na ich pytania.
Serialowi twórcy zastępują powojenne realia kryzysem ekologicznym, a Floyda Jonesa — Jonásem Floresem. Dzięki temu mogą szukać własnego tonu, zamiast traktować powieść jak gotową instrukcję. Dobra adaptacja Dicka powinna niepokoić tym, jak zachowują się ludzie, a nie tylko tym, jak wygląda przyszłość. Kaznodzieja znający jutro jest pod tym względem znakomitym bohaterem: nie musi nikogo oszukiwać, żeby podporządkować sobie słuchaczy, wystarczy, że ci uznają jego wiedzę za wystarczający powód do posłuszeństwa.

W zestawieniu z Łowcą androidów Ridleya Scotta czy Pamięcią absolutną Paula Verhoevena ta opowieść zachęca do innego rodzaju widowiska. Zamiast szukać następnego efektownego obrazu przyszłości, można przyjrzeć się temu, jak człowiek zdobywa prawo do mówienia w imieniu wszystkich. Gil powinien zaufać właśnie temu konfliktowi. Najmocniejszy serial nie musi co odcinek dokładać kolejnej zagadki; wystarczy, że pokaże cenę kolejnych ustępstw wobec kogoś, kto ma rację w sprawie jutra, ale chce decydować o dzisiaj.
Czego uczą wcześniejsze seriale
Przydatnym punktem odniesienia pozostaje Człowiek z Wysokiego Zamku, stworzony przez Franka Spotnitza dla Amazona. Krytycy cenili sugestywny świat alternatywnej historii oraz napięcie polityczne, choć kolejne serie przyjmowali nierówno. Dla nowej ekranizacji to ważna lekcja: widz musi rozumieć, czego bohater chce i co ryzykuje, bo nawet imponująco przedstawiony świat nie zastąpi konfliktu, który każe z niecierpliwością czekać na dalszy ciąg.

Inną lekcję przynosi Philip K. Dick’s Electric Dreams – krytycy chwalili stronę wizualną i bardziej optymistyczny ton, wskazywali jednak także na brak spójności oraz oryginalności. Samo nazwisko Dicka nie wystarcza więc za pomysł na ekranizację. Gil potrzebuje wyrazistego sposobu opowiadania o Jonásie: takiego, dzięki któremu kolejne spotkania proroka z ludźmi będą czymś więcej niż prezentacją jego zdolności.
Największą nadzieję budzi zatem nie samo spotkanie Netfliksa z Dickiem, lecz możliwość skupienia serialu na jednym niewygodnym pytaniu: dlaczego tak chętnie oddajemy odpowiedzialność komuś, kto obiecuje pewność? Gil ma do dyspozycji proroka, policjanta i społeczeństwo w kryzysie — wystarczająco dużo, żeby stworzyć mocny dramat science fiction. Warunkiem będzie konsekwencja: każde kolejne proroctwo powinno zmieniać czyjeś życie, a nie tylko zapowiadać następny odcinek. Przyszłość jest tu przynętą, ale najciekawsi pozostają ludzie, którzy dają się na nią złapać.

