Publicystyka filmowa
Szacunek dla FX za remake jednego z NAJCZĘŚCIEJ OGLĄDANYCH seriali w historii TV
Tej legendy nie dało się po prostu odświeżyć. Sprawdzamy, dlaczego FX zasłużyło na brawa za ryzykowny powrót do Japonii 1600 roku. Szogun.
Powrót do serialu, który obejrzało ponad 120 mln widzów, łatwo zamienić w kosztowny pokaz bezradności. Trzeba zmierzyć się z pamięcią o aktorach, rozmachem widowiska i sentymentem, którego nie da się zamówić razem z dekoracjami. Szogun miał pod tym względem szczególnie trudny start: poprzednia ekranizacja powieści Jamesa Clavella należała do wielkich wydarzeń telewizyjnych swojej epoki. Nowi twórcy dostali więc materiał atrakcyjny i niewdzięczny zarazem, ale samo odtworzenie znajomych scen w ładniejszych kostiumach byłoby tu bardzo drogą stratą czasu.
Szogun i cień legendy z 1980
Ten historyczny dramat polityczny wraca do Japonii roku 1600, gdzie Toranaga musi stawić czoło przeciwnikom z Rady Regentów, a przybycie europejskiego statku komplikuje tylko jego położenie. Poprzednia ekranizacja, wyemitowana przez NBC w 1980 roku, miała Richarda Chamberlaina jako Johna Blackthorne’a i Toshirō Mifune jako Toranagę. Chamberlain poprowadził mistrzowsko widza za rękę przez obcy mu kraj, a Mifune uosabiał władzę i zwyczaje, których przybysz (ani widzowie) nie rozumieli. W Polsce, podobnie jak na świecie, serial był mega hitem.

Starszy Szogun dotarł do ponad 120 mln odbiorców i przyniósł NBC najlepsze tygodniowe wyniki w ówczesnej historii stacji, zdobył trzy Emmy oraz trzy Złote Globy, a do polskiej telewizji trafił 1 stycznia 1985 roku. Za skalą sukcesu szła autentycznie atrakcyjna opowieść: angielski nawigator trafia do Japonii, zostaje uwięziony przez samurajów i wikła się w polityczny konflikt i… zakazaną miłość. Rozmach oraz zderzenie obyczajów do tej pory robią wrażenie. Chamberlain jest dla widza przewodnikiem, ale jego bohater musi dopiero nauczyć się odczytywać intencje ludzi, od których zależy jego los tak samo, jak podążający za nim widz.
Blackthorne przestaje być postacią centralną
Wersja z 1980 roku nie tłumaczyła japońskich dialogów napisami, więc odbiorca dzielił zagubienie Blackthorne’a, nowa idzie w innym kierunku i pozwala śledzić zamiary kluczowych japońskich postaci niezależnie od jego wiedzy. Kondo i Marks świadomie rozbudowali ich perspektywy, a Blackthorne grany przez Cosma Jarvisa często nie nadąża za rozmówcami, a widz widzi to wyraźniej niż on sam.

Mariko w wykonaniu Anny Sawai z kolei zyskuje własny dramat, którego tym razem nie da się sprowadzić wyłącznie do relacji z Blackthorne’em. Justin Marks opisywał jej los jako odzyskiwanie kontroli nad historią narzuconą przez małżeństwo i pozycję społeczną. Toranaga Hiroyukiego Sanady prowadzi polityczną grę, a Mariko staje się emocjonalnym centrum serialu. Oboje mają obowiązki i plany, których przybysz nie rozumie, a japońscy bohaterowie nie czekają z własnym życiem, aż Europejczyk wszystko sobie przetłumaczy.
Sanada jak klucz sklepienia
Za wiarygodnością bohaterów stoi też praca Hiroyukiego Sanady jako producenta. Aktor pomagał zatrudniać japońskich specjalistów od kostiumów, charakteryzacji i zachowania przed kamerą, a wraz z producentką Eriko Miyagawą wręcz sprawdzał dialogi. Scenariusze tłumaczono z angielskiego na japoński, następnie stylizowano język, a przygotowane kwestie przekładano z powrotem na angielskie napisy. Około 70% dialogów wybrzmiewa po japońsku, widz musi więc czytać, ale w zamian słyszy bohaterów mówiących swoim własnym językiem.

Historyk Frederik Cryns z kolei konsultował scenariusze oraz wygląd i zachowanie postaci. Wśród jego korekt znalazły się między innymi stroje jezuitów i naginata zamiast miecza w rękach walczącej kobiety. Taka precyzja to rzadkość w telewizyjnym serialu, ale dzięki temu widz jest w stanie uwierzyć w codzienność bohaterów, zanim przejmie się ich losem. Clavell zaczerpnął pomysły na Blackthorne’a, Toranagę i Mariko z biografii Williama Adamsa, Tokugawy Ieyasu oraz Hosokawy Gracii, ale ich fabularne więzi oczywiście wymyślił. Konsultanci dopracowywali szczegóły tej opowieści: sprawdzali rekwizyty, kostiumy i sposób poruszania się aktorów.
Sukces serialu Szogun
Premierowy odcinek zebrał globalnie 9 mln odtworzeń w sześć dni na Hulu i Disney+. Serial zdobył 18 Emmy, w tym dla najlepszego serialu dramatycznego oraz Sanady i Sawai. Krytycy docenili aktorstwo i kulturową wiarygodność.

To, co robi największe wrażenie, to jak bohaterowie muszą ważyć osobiste pragnienia wobec obowiązku. Sanada nadaje politycznej powściągliwości Toranagi odczuwalną wagę, a Sawai z kolei nie pozwala zapomnieć, że Mariko ma do stracenia więcej niż wszyscy bohaterowie razem. Jarvis ze swoją nieporadnością pasuje do nich znakomicie: jego Blackthorne musi nauczyć się rozumieć człowieka, zanim zacznie oceniać jego decyzje. Nowy Szogun jest przykładem czegoś, co nie miało prawa się udać w zestawieniu z kultowością oryginału. A jednak,… czasem warto zaryzykować.

