Publicystyka filmowa
Najdziwniejszy HORROR Stephena Kinga. Osobliwy REMAKE zrodzony z kultowego klasyka
Stephen King wszedł do cudzego szpitala z gadającym mrówkojadem. Strach sąsiadował w nim z farsą, a duchy nie przestrzegały godzin odwiedzin. Szpital Królestwo.
Szpital wydaje się wymarzonym miejscem dla opowieści grozy. Pacjent oddaje tam własne ciało w cudze ręce, a nocą, gdy na korytarzu coś szura, zza ściany dobiegają rozmowy, których lepiej byłoby nie rozumieć. Stephen King trafił jednak na telewizyjny szpital, w którym strach przed śmiercią sąsiadował z farsą, a duchy, ku irytacji lekarzy wypierających rzeczy oczywiste, nie zamierzały przestrzegać godzin odwiedzin. Zanim przeniósł tę historię do Maine i pokazał ją widzom stacji ABC, musiał zdobyć prawa do cudzego pomysłu i znaleźć własny powód, by wejść między te ściany. Szpital Królestwo.
Kaseta ze szpitalnymi duchami
King trafił na kasetę z Królestwem Larsa von Triera w sklepie wideo w Boulder, kiedy pracował nad telewizyjnym Lśnieniem. Zachwyciło go, jak duński serial łączy strach z humorem, ale też to, że obraz środowiska medycznego jest w nim zrozumiały również poza Danią. Trudno się dziwić, skoro szpitalna hierarchia bywa tam równie niedorzeczna jak obecność umarłych, a lekarze bronią swojego autorytetu z uporem godnym lepszej sprawy. Pacjent zostaje sam z lękiem przed nieznanym, otoczony ludźmi zbyt zajętymi sobą, żeby potraktować jego obawy poważnie.

Droga do remake’u wiodła przez Columbia/Sony, które miało już prawa do adaptacji i rozważało film kinowy. King zawarł porozumienie obejmujące prawa do jego noweli Tajemnicze okno, tajemniczy ogród, a w zamian dostał możliwość przygotowania własnego szpitalnego horroru. Tak powstał serial, który ABC pokazała w 2004 roku. Pisarz zachował nawiedzony budynek i część postaci, ale dopisał do opowieści nowych bohaterów, a wśród nich pacjenta, któremu oddał doświadczenia znane z własnego życia.
Pacjent podobny do autora
Przez wypadek z 1999 roku pomysł nabrał dla Kinga znacznie bardziej osobistego znaczenia. Pisarza potrącił wtedy samochód i czekała go długa hospitalizacja, a producent Mark Carliner wiązał właśnie ten pobyt w szpitalu z zainteresowaniem adaptacją serialu Von Triera. W amerykańskiej wersji pojawił się więc Peter Rickman, artysta, który po potrąceniu trafia pod opiekę lekarzy, a zarazem na pogranicze rzeczywistości i tego, co nadprzyrodzone. King umieścił więc w cudzej opowieści człowieka o dobrze znanym sobie doświadczeniu, a jednocześnie pacjenta, którego los zależy od innych, bo sam niewiele może zrobić.

Rickman doznał cięższych obrażeń niż jego twórca, a King celowo dodał mu urazy głowy i kręgosłupa, bo, jak tłumaczył, tak lepiej działała opowieść. Unieruchomiony bohater prowadzi nas więc po miejscu, w którym fachowe wyjaśnienia na nic się zdają, a groza wiąże się także z utratą władzy nad własnym ciałem. Rickman nie może sam obejrzeć otoczenia ani uciec od tego, co go przeraża. Kiedy próbuje zrozumieć szpitalne osobliwości, jesteśmy tuż obok niego i razem z nim zdajemy się na pomoc istot, które tam spotyka.
Mrówkojad na szpitalnym korytarzu
Duńskie Królestwo miało już swoją groteskę i czarny humor, a King razem ze współautorem scenariuszy Richardem Doolingiem jeszcze tę mieszankę wzmocnił. Akcja przeniosła się z Kopenhagi do Maine, zmieniły się też społeczne animozje. Doktor Stegman, odpowiednik Stiga Helmera, patrzy na prowincję z wyższością przybysza z Bostonu, a jego pogarda zastępuje szwedzko-duńskie porachunki z pierwowzoru. Szpitalne sceny zamieniają się przez to w komedię zawodowej pychy, bo Stegman kurczowo trzyma się swojej pozycji i z góry lekceważy wszystkich wokół.

Antubis, mówiąca istota przypominająca ogromnego mrówkojada, a zarazem duchowy przewodnik Rickmana, odciąga za to serial daleko od satyry na lekarskie obyczaje. Dzięki niemu wersja Kinga dostała własną mitologię i wyraźniej oddzieliła dobro od zła. W porównaniu z ziarnistym, utrzymanym w sepii obrazem i rozchwianą kamerą pierwowzoru wypolerowany remake wydaje się wręcz gościnny. Antubisa da się oswoić, a nawet polubić, co zmienia sposób też, w jaki oglądamy szpital, nie wypatrujemy już czegoś nieuchwytnego, tylko śledzimy bohatera, który ma swojego nadprzyrodzonego opiekuna.
Trzynaście odcinków w ABC
Przed premierą King podkreślał osobliwość projektu i odciął się od telewizyjnych klonów popularnych kryminałów. Tę ambicję w serialu widać, choć nie każdy z trzynastu odcinków ogląda się z równym zaangażowaniem. Groteska sąsiaduje tu z dramatem pacjenta, a mnożące się nadprzyrodzone atrakcje czasem odbierają przyjemność czekania na coś, czego jeszcze nie widać. Szpital Królestwo wciąga najmocniej wtedy, gdy pozwala nam poczuć niepewność Rickmana, a traci siłę, kiedy próbuje przekonać, że za kolejnymi drzwiami czeka jeszcze większe dziwo.

Premiera przyciągnęła ponad 14 mln widzów, ale niektóre późniejsze odcinki oglądało już tylko około 3 mln. ABC przeniosła serial na inny dzień, pokazała zakończenie pierwszej serii i ostatecznie zrezygnowała z kontynuacji, choć King miał już na nią pomysł. Pisarz przyznał, że stacja zadbała o promocję i ściągnęła publiczność na start, sam zaprosił ją jednak na horror, który wymagał zgody na farsę i cierpliwości do rozgałęzionej historii. Skoki od cierpienia Rickmana do szpitalnej groteski utrudniają nieco wejście w tę opowieść, zwłaszcza widzom, którzy chcą się po prostu bać.
A jednak wśród telewizyjnych projektów Kinga ten remake przyciąga czymś, czego nie da się sprowadzić do udanego straszenia. Pisarz wprowadził do szpitala von Triera własnego pacjenta i otoczył go stworzeniami, które mogły przeprowadzić go przez doświadczenie bezradności. Nawet przesadnie objaśniona mitologia ma więc tutaj ludzki sens, bo Rickman potrzebuje przewodnika, skoro sam nie może wstać i wyjść. Gadający mrówkojad wygląda niedorzecznie tylko do chwili, gdy spojrzymy na niego oczami człowieka przykutego do łóżka, gotowego przyjąć pomoc z najmniej spodziewanej strony.

