Publicystyka filmowa
Zapomnij o STAR TREK, ta seria SCI-FI to POSZUKIWACZE ZAGINIONEJ ARKI w kosmosie!
Odległa galaktyka, zaginiona cywilizacja i ekipa, której nie sposób nie lubić. Czy ta wyprawa wciąż działa? Gwiezdne wrota: Atlantyda (Stargate Atlantis).
Wyprawa do innej galaktyki brzmi znakomicie, dopóki ktoś nie zapyta o drogę powrotną. Bohaterowie opuszczają Ziemię, a wraz z nią wygodną pewność, że w razie kłopotów można wezwać pomoc z domu. Czeka na nich tajemnica zaginionej cywilizacji, lecz odkrywcy muszą też nauczyć się ze sobą wytrzymywać, co przy takiej odległości od najbliższego bezpiecznego schronienia nabiera szczególnego znaczenia. Jak ogląda się dziś przygodę, której twórcy zostawili sobie aż sto odcinków na poznawanie nieznanego? Gwiezdne wrota: Atlantyda.
Gwiezdne wrota: Atlantyda, czyli nowa galaktyka, ale ta sama ciekawość
Brad Wright i Robert C. Cooper stworzyli Gwiezdne wrota: Atlantydę, emitowane w latach 2004–2009, jako odgałęzienie rozwijanych równolegle Gwiezdnych wrót. Przez pięć sezonów opowiadali o wyprawie początkowo odciętej od Ziemi, otwierając ten świat również przed widzami bez znajomości poprzedniego serialu. Cooper powiązał pomysł z mitem zatopionej Atlantydy i pytaniem o los Pradawnych – bohaterowie trafiają do miejsca, którego nie rozumieją, a widz może dzielić ich zdumienie, niekoczniecznie odrabiając przed seansem lekcję z całego uniwersum.

Gwiezdne wrota: Atlantyda smakuje jak spotkanie Star Treka, Poszukiwaczy zaginionej Arki i filmu Obcy: 8 pasażer Nostromo. Ze światem pierwszego łączy ją przyjemność odkrywania, z drugim ekscytacja tajemnicą dawnej cywilizacji, z trzecim lęk człowieka, który daleko od domu spotyka śmiertelnego przeciwnika. Kosmos pozostaje jednak miejscem wartym poznania nawet wtedy, gdy rozsądek podpowiada ekspedycji natychmiastowy odwrót.
Sheppard i McKay, czyli ratowanie świata bez zadęcia
Najlepszy powód, żeby do serialu wrócić ma jednak dwie twarze: Johna Shepparda granego przez Joego Flanigana i Rodneya McKaya, w którego wciela się David Hewlett. Nerwowy naukowiec i partner odpowiadający mu suchymi ripostami tworzą duet znacznie ciekawszy niż kolejna para nieskazitelnych zdobywców kosmosu. Hewlett potrafi uczynić z niepokoju McKaya pełnoprawny numer komediowy, a Flanigan nie musi go w tym przebijać, bo wystarczy oszczędna odpowiedź. Dzięki temu serial zachowuje ludzką skalę także wtedy, gdy bohaterowie mierzą się z problemami godnymi całej floty i sztabu najwybitniejszych umysłów.

Sheppard i McKay najskuteczniej rozbrajają tutaj gatunkowe zadęcie. W ich przekomarzaniu jest miejsce na podważenie autorytetu, urażoną dumę i zwyczajną irytację. To autoironia, która nie odbiera przygodzie znaczenia: nadal zależy nam na powodzeniu wyprawy, tylko nie musimy stać przy tym na baczność. W Atlantydzie można ratować sytuację i jednocześnie zasługiwać na złośliwą uwagę kolegi. Bardzo zdrowy obyczaj.
Gwiezdne wrota: Atlantyda – dwadzieścia odcinków na wspólną podróż
Każdy z pięciu sezonów liczy dwadzieścia odcinków, a Wright od początku zapowiadał, że pominięcie któregoś odcinka nie powinno uniemożliwiać śledzenia historii. Dla widza oznacza to zaproszenie, a nie egzamin: można śledzić większą opowieść, ale też cieszyć się pojedynczą przygodą. W takiej formule szczególnie sprawdza się humor, poznajemy bowiem nie tylko bohatera w chwili wielkiej próby, lecz także człowieka, z którym przyjdzie nam spędzić następny wieczór. Serial ogląda się więc w takiej samej mierze dla dalszego ciągu, jak i dla samej przyjemności ponownego spotkania z ekipą.

Warto szukać, choć nie wystarczy jedno kliknięcie
Powrót do serii wymaga dziś niestety więcej zachodu niż samo wpisanie tytułu w wyszukiwarkę platformy. Obecnie Gwiezdnych wrót: Atlantydy nie znajdziemy w polskich serwisach streamingowych. Serial gościł na AXN SciFi i AXN, a jeszcze w marcu 2026 roku figurował w ramówce AXN Black, warto więc sprawdzać program stacji.
Jeśli uda się Wam znaleźć odpowiednią drogę do seansu, nagrodą będzie przygoda, która nie wstydzi się dawać po prostu rozrywkowej przyjemności. Wright i Cooper traktują ciekawość bohaterów poważnie, lecz pozwalają im być śmiesznymi, drażliwymi i dalekimi od doskonałości. Warto wrócić do Atlantydy dla odkrywania nieznanego w towarzystwie ludzi, których chce się słuchać także pomiędzy akcjami, a serial przypomina, że o kosmosie można opowiadać z rozmachem bez przybierania pomnikowych póz. A po drugiej stronie wrót dobrze mieć nie tylko sprawny zespół, lecz także kogoś, kto umie celnie zripostować.

