Publicystyka filmowa
Ranking: Filmy o nawiedzonych domach
W świecie kina grozy królować będą nawiedzone domy, pełne tajemnic i mrocznych sekretów. Poznaj fascynujące filmy o tej tematyce!
W historii kina grozy motyw nawiedzonego domu wydaje się już tak wyeksploatowany, że współcześni reżyserzy, realizujący filmy o domostwach, w których straszy, już nawet nie silą się na oryginalność. James Wan w Obecności czerpie z prawdziwych wydarzeń sprzed kilku dekad, mocno je ubarwiając, lecz jednocześnie stylistycznie nawiązując do powstałych w latach siedemdziesiątych horrorów, Guillermo Del Toro sięga jeszcze dalej, czyniąc z Crimson Peak: wzgórza krwi XIX-wieczny romans gotycki, który mógłby uchodzić za ekranizację ówczesnej prozy, natomiast w takich filmach jak Paranormal Activity oraz Grave Encounters twórcy wydają się być bardziej zainteresowani możliwościami formuły found footage niż nowatorskim podejściem do tematu.
Są to zresztą jednostkowe przygody, wynikające bardziej z osobistej potrzeby ich twórców zmierzenia się z mitem nawiedzonego domu – choć zdarzały się wcześniej okresy, kiedy filmy o tej tematyce pojawiały się nader często (ostatnio na początku poprzedniej dekady), ich wzmożona obecność nie wydawała się być spowodowana modą ani oczekiwaniem publiczności. Jest to jednak motyw tak atrakcyjny, że nawet brak oryginalności nie przeszkadza twórcom i widzom. Być może wszystko zostało już powiedziane w tym temacie, a być może to, co pociąga nas w idei nawiedzonego domu kryje się nie w kolejnych wariacjach oraz urozmaiceniach, lecz w prostym przekazie, że to sam budynek może być w jakiś sposób opętany i zły, postawiony na fundamentach nadnaturalnej grozy.
Zanim w naszym rankingu przejdziemy do miejsc numerowanych, przyjrzyjmy się najciekawszym i najbardziej znaczącym filmom, które do pierwszej dziesiątki się nie dostały.
DOM NA PRZEKLĘTYM WZGÓRZU (1959)
Oczywiście horror Williama Castle’a nie jest pierwszym filmem o nawiedzonym domu, lecz wydaje mi się właściwym rozpocząć pochód po zamieszkiwanych przez duchy przybytkach właśnie od tego tytułu. Wcześniejsze dzieła są już w dużej mierze nieoglądalne, trącące myszką, a przede wszystkim kompletnie niestraszne, na czele ze słynnym The Uninvited (1944) z Rayem Millandem w roli głównej. Tymczasem Dom na Przeklętym Wzgórzu wciąż zaskakuje fabularnie, stwarzając jednocześnie klimat towarzyskiej zabawy z nie do końca jasnym przesłaniem – milioner zaprasza na przyjęcie urodzinowe swojej żony piątkę nieznajomych, którym oferuje po dziesięć tysięcy dolarów, jeśli odważą się spędzić noc w tytułowym domostwie.
W rzeczywistości prawdziwa gra odbywa się między nienawidzącym się małżeństwem, lecz wszystko mogą skomplikować duchy zamordowanych w domu ludzi. A może to żywi okażą się bardziej niebezpieczni od straszących po korytarzach szkieletów?
Siła filmu Castle’a bierze się z dwóch rzeczy – po pierwsze reżyser, nie rezygnując z makabrycznych pomysłów jak kąpiel w kwasie, stawia na niczym nieskrępowaną zabawę biorącą się bardziej ze scenariuszowych niespodzianek niż efektownych scen grozy. Dziś ten dreszczowiec raczej nie budzi lęku, choć atmosferą bije na głowę większość opowieści o nawiedzonych domach. Po drugie, gospodarzem wieczoru i nocy jest Vincent Price, którego dystyngowana poza wraz z bardzo cierpkim poczuciem humoru oraz pewną dozą złowieszczości czynią z głównego bohatera postać cokolwiek ambiwalentną, acz niezwykle rozrywkową. Ostatecznie Dom na Przeklętym Wzgórzu tym właśnie jest – rozrywką, być może nie wysokich lotów, lecz nadal dającą sporo grzesznej przyjemności.
Rok później Castle nakręcił 13 duchów, inny horror o nawiedzonym domu, zaś oba filmy doczekały się po czterdziestu latach swoich remake’ów, bardzo efektownych i wystawnych, lecz gubiących po drodze tanią elegancję oryginałów.
LEGENDA PIEKIELNEGO DOMU (1973)
Grupka naukowców i spirytystów zbiera się w tytułowym domu, aby zbadać jego właściwości oraz potwierdzić złą sławę. Poznajemy również historię jego poprzedniego rezydenta, którego natura miała niemały wpływ na nazwanie domu piekielnym. Wyliczanka perwersji, jakiś się dopuszczał może przyprawić o ból głowy – narkomania, alkoholizm, sadyzm, bestialstwo, okaleczenia, morderstwa, wampiryzm, nekrofilia, kanibalizm oraz pełen wachlarz seksualnych praktyk. Wszystko zaś w pozornie naukowej otoczce, wśród samych profesjonalistów i znawców, z zegarem odmierzającym koniec eksperymentu. Ale czy zawodowe podejście uchroni ich przed gniewem pozagrobowych bytów?
Ta ekranizacja powieści Richarda Mathesona pod tytułem Hell House, według jego scenariusza odznacza się klasycznym podejściem do tematu z obowiązkowymi stukotami w nocy i atakami niewidzialnych duchów. Ale jest również bardziej dosłowna i efektowna niż wcześniejsze realizacje podobnego schematu – zboczenia poprzedniego właściciela zaczynają dominować nad naukowcami, którzy muszą strzec się przed zagrożeniami swojego ciała, jak i duszy. Efektowne to dzieło, spokojne i eleganckie (z niezwykłymi zdjęciami Alana Hume’a, podważającymi realistyczne podejście), przerywane coraz to drastyczniejszymi scenami ataków domu.
HAUSU (1977)
Nie ma takiego drugiego filmu jak Hausu. Obraz Nobuhiko Ôbayashiego jest popisem szalonej wyobraźni, gdzie słodkie pioseneczki zderzają się z makabrycznymi obrazami, sztuczność tego, co widzimy, uderza w nasze trzewia od pierwszych minut, a fabularna umowność, której bliżej do kina młodzieżowego, wcale nie powinna odstraszać wielbicieli horrorów.
Opowieść o siedmiu nastolatkach, które początek wakacji rozpoczynają od wyjazdu do domu ciotki jednej z nich, zaskakuje stylistyczną brawurą i witalnością, jaka zachodniemu odbiorcy najbardziej będzie się kojarzyć z kinem Sama Raimiego, a zwłaszcza Martwym złem 2. Posiadłość ciotki okazuje się być bowiem nawiedzona przez nią samą, zjadającą jedną dziewuszkę po drugiej, aby odrodzić się na nowo. Jeśli jednak odrzucić formę, okaże się, że fantastyczna historia jest tylko pretekstem do zaprezentowania momentu przejścia, seksualnej inicjacji. Ôbayashiemu potrzebne są do tego morze krwi, pourywane kończyny i złowrogi kot z zielonymi ognikami w oczach, lecz tematycznie Hausu bliżej do onirycznej Walerii i tygodnia cudów Jaromila Jiresa niż prześmiewczej grozy Raimiego.
HORROR AMITYVILLE (1979)
Jeden z najsłynniejszych horrorów o nawiedzonym domu, głównie przez fakt, że oparty na autentycznej historii rodziny Lutzów, którzy po przeprowadzce do nowego domu odkrywają jego przerażającą historię. W filmie widmo mordu wisi w powietrzu przez cały seans, zaś ofiarą dziwnie wyglądającego domu ma być przede wszystkim mąż i ojciec, z przerażeniem odkrywający, że staje się narzędziem potężnych sił. Kościół nie umie pomóc, a jedynym wyjściem staje się ucieczka, chyba że wpierw George Lutz chwyci za siekierę i zabije całą swoją rodzinę.
Ciekawie pisze o Horrorze Amityville Stephen King, doszukując się podstaw koszmaru w bardzo realnej groźbie szybko postępującego zubożenia głównych bohaterów. George, jako głowa rodziny, nie potrafi zapewnić finansowego bezpieczeństwa najbliższych, co wkrótce przekłada się na jego frustrację, strach, a w końcu furię. Nowo kupiony dom zaś staje się symbolem tego upadku, co wcale jednak nie wyjaśnia dziwnych i niepokojących sygnałów potwierdzających szatańską wręcz naturę budynku.
Film Stuarta Rosenberga jest zaledwie przyzwoitym horrorem, zmiażdżonym przez krytykę w dniu premiery, lecz wielce dochodowym. Doczekał się kilku złych sequelów oraz remake’u z Ryanem Reynoldsem, był niezliczoną ilość razy parodiowany, zaś ostatnio pojawił się na chwilę w Obecności 2 Jamesa Wana.
ZEMSTA PO LATACH (1980)
O horrorze Petera Medaka pisałem całkiem niedawno w cyklu Od szeptu w krzyk, zainteresowanych odsyłam zatem do tamtego tekstu. W skrócie – jest to opowieść o wdowcu, który wprowadza się do zabytkowego domu, pozornie wcale nie nawiedzonego. Lecz coś (lub ktoś) rzeczywiście tam jest, nękając bohatera dziwnymi odgłosami oraz niejako prowadząc go do odkrycia tajemnicy sprzed lat.
Ta opowieść o duchach ma zaskakująco logiczny przebieg oraz kilka scen, od których widz poczuć może sztywniejące włoski na swoim ciele. Podłoga w tym domostwie przyjemnie skrzypi, ale przede wszystkim jest to historia tytułowej zemsty na człowieku być może nieświadomym swojej winy. Klasyk.
DOM (1986)
Kultowa pozycja ery VHS. Horror Steve’a Minera o tytułowym domu, który niejako rozpoznaje swojego nowego właściciela i atakuje go tym, czego ten najbardziej się boi. Bohaterem filmu jest pisarz Roger Cobb, dziedziczący niezwykłą nieruchomość po samobójczej śmierci swojej ciotki. Wkrótce duch kobiety każe mu uciekać, a kolejne widma jak żywy trup jego przyjaciela z Wietnamu oraz zamieniona w potwora żona objawiają się Cobbowi w mało przyjaznych okolicznościach. Oczywiście głównemu bohaterowi nikt nie wierzy, lecz ten postanawia zmierzyć się z demonami przeszłości, zwłaszcza że dom może zaoferować mu coś w zamian – jego zaginionego syna.
Nonsensowny to film, lecz traktujący głupie pomysły z odpowiednią dozą lekkości i humoru. Dziś już raczej tylko dla oddanych fanów oraz tych, którzy mają w sobie dużo cierpliwości do trochę kiczowatej stylistyki horrorów tamtej dekady. Dom doczekał się trzech pseudokontynuacji – kolejne filmy, choć sygnowane tym tytułem, niewiele miały wspólnego z oryginałem, tak fabularnie, jak i stylistycznie. Dom II: następna historia był komedią fantastyczną, z horrorem mającą niewiele wspólnego, zaś Dom III (The Horror Show) mrocznym thrillerem o zmartwychwstałym psychopacie. Dopiero czwarta część nawiązywała do pierwowzoru, głównie za sprawą powrotu Rogera Cobba.
KOBIETA W CZERNI (1989, TV)
Słynniejszą ekranizacją powieści Susan Hill jest wersja z 2012 roku, z Danielem Radcliffe’em w roli głównej, lecz to telewizyjne przedsięwzięcie uważam za bardziej udane, zdecydowanie również straszniejsze.
Młody adwokat przyjeżdża do wielkiego domu stojącego na małej wysepce, aby uregulować sprawy majątkowe zmarłej niedawno właścicielki. Okoliczna społeczność ewidentnie boi się tego miejsca, a kolejne widmowe pojawienia się tytułowej kobiety zwiastują śmierć miejscowych dzieci. Bohater zaczyna coraz silniej odczuwać wpływ pogrążonego we mgle domostwa, z którego wydostać się można tylko podczas odpływu.
Sam budynek jest niekoniecznie nawiedzony (kobieta w czerni objawia się również daleko poza nim), lecz działa na podobnej zasadzie, jako miejsce, gdzie czai się śmierć, a przeszłość ma niebagatelny wpływ na obecne wydarzenia. Zagrożenie wydaje się przez dłuższy czas jedynie pozorne, w czym pomaga fakt utrudnionego kontaktu z kobietą w czerni – praktycznie zawsze widzimy ją z daleka, nieruchomą, sprawiającą wrażenie pogrążonej w żałobie, lecz dziwnie złowrogiej. I tylko jeden raz postanawia zbliżyć się do głównego bohatera tak, że bliżej nie można. W tej jednej scenie zaś wszystkim widzom serce odmawia posłuszeństwa.
LUDZIE POD SCHODAMI (1991)
Przez długi czas zastanawiałem się, czy umieścić ten tytuł w zestawieniu. Brak tu duchów, dom wizualnie niczym się nie wyróżnia, a horror nie przybiera kształtów fantastycznego zagrożenia. Ale domostwo z filmu Wesa Cravena zamieszkiwane przez małżeństwo (a może rodzeństwo?) pazernych psychopatów może stanowić współczesny ekwiwalent takiego miejsca, w którym grzechy swoich właścicieli żyją w ścianach i pod schodami, przypominając już bardziej krwiożercze i odczłowieczone bestie niż ludzi, jakimi byli. Nie są oni jednak nawet po części tak potworni, jak więżący ich szaleńcy.
O domu tym krążą od lat legendy, że znaleźć tam można fortunę. Nic więc dziwnego, że okoliczni przestępcy pewnego dnia włamują się do niego wraz małym, ale cwanym Głupcem, jak to wszyscy nazywają chłopaka. Zamiast łatwego łupu znajdują jednak prawdziwe kłopoty, bowiem mieszkający tam Kobieta i Mężczyzna wolą rozprawić się ze złodziejami na własną rękę, byle tylko ci nie rozgłosili, co znaleźli w środku.
Jest strasznie i śmiesznie, zwłaszcza, gdy Mężczyzna biega w skórzanym wdzianku i masce próbując ustrzelić nieproszonych gości. Nieprzypadkowo dom znajduje się w dzielnicy czarnoskórej społeczności, zaś potworami jest tu para białych wyzyskiwaczy. Kontekst społeczny, nieobcy Cravenowi, ukazuje dążenia zniewolonej społeczności w walce z białym ciemiężcą, choć reżyser Krzyku za dobrze się bawi, aby traktować swój film w kategoriach czegoś więcej niż rozrywki. Ciekawiej natomiast Ludzie pod schodami prezentują się jako wzorzec fabularny dla przyszłych realizacji z pogranicza kina grozy – o włamaniu do domu złego opowiada również francuski Livide, zawieszony gdzieś między makabrycznym horrorem a okrutną baśnią, oraz tegoroczny amerykański dreszczowiec Nie oddychaj.
SERIA JU-ON (2000-2016)
Zapoczątkowana przez Takashiego Shimizu historia klątwy, która koncentruje się wokół zwyczajnego domu w Tokio, liczy już dwanaście filmów, choć zanim cały świat dowiedział się o cyklu, a Amerykanie zainteresowali się realizacją remake’u japońskiego horroru, obrazów tych było zaledwie cztery. Dwa pierwsze nakręcone w chałupniczych wręcz warunkach oraz dwa kolejne przeznaczone już do kin charakteryzowały się nieuporządkowaną chronologicznie fabułą, licznymi niedopowiedzeniami oraz fatalistyczną atmosferą. Kilka wątków, które niemal zawsze kończyły się śmiercią swoich bohaterów – każdego, kto miał związek z tajemniczym domem ostatecznie czekał zły los i spotkanie z jednym z duchów ofiar poprzednich mieszkańców.
W ten sposób trudno było zaangażować się emocjonalnie z postaciami, lecz Ju-On nie jest jedynie ćwiczeniem ze strachu. Ukazuje beznadziejność sytuacji, w jakiej znaleźli się zarówno ludzie, jak i zmarli, połączeni klątwą, której nie mogą rozerwać. Dramat i jednych, i drugich polega na tym, że nikt z nich nie zastanie spokoju, a emocje, jakie towarzyszyć będą żywym podczas śmierci, zadecydują o ich dalszym losie. Koło zatem nie przestaje się kręcić, a kolejne filmy co rusz się pojawiają, choć ostatni, tegoroczny Sadako vs. Kayako, to już pastiszowy pojedynek zjaw z Ju-On oraz Kręgu.
I ciekawostka – trzy amerykańskie filmy wliczane są do kanonu, bowiem dom w Tokio również i w nich odgrywa znaczącą rolę. Dwa pierwsze zrealizował sam Shimizu, który obecnie nie ma z cyklem już nic wspólnego.
SESJA DZIEWIĄTA (2001)
Prawdopodobnie najbardziej ponury film tego zestawienia. Ekipa zajmująca się usuwaniem azbestu dostaje zlecenie pracy w budynku dawnego szpitala psychiatrycznego. Mające trwać tydzień zadanie z każdym mijającym dniem wydaje się coraz bardziej niemożliwe – atmosfera miejsca mocno daje się we znaki bohaterom, a znalezione taśmy z sesji z jednym z dawnych pacjentów są jak płachta na byka. Tragedia wisi w powietrzu, choć do samego końca nie wiadomo, z jakiej strony przyjdzie zagrożenie.
Jeśli ktoś uwielbia psychologiczne horrory, które wchodzą pod samą skórę i zostają tam na długo, ten Sesję dziewiątą obejrzy z zachwytem. Jednocześnie jest to jak najbardziej film o nawiedzonym domu (w tym przypadku szpitalu) – coś złego czai się w pokrytych azbestem murach dawnej placówki, a pełna niedopowiedzeń akcja działa na wyobraźnię widza. Groza bierze się jednak nie tylko z niewyjaśnionych zdarzeń, lecz również z zachowania postaci, ich rosnącego niepokoju, poczucia niemocy i braku porozumienia z innymi członkami zespołu.
Film wyreżyserował Brad Anderson, reżyser późniejszego Mechanika (2004). W obu tych filmach psychiczny dyskomfort udziela się samym widzom, pozbawionym oparcia w swoim bohaterze i świecie, jaki widzimy jego oczami. Jeśli natomiast kogoś interesuje inny horror o nawiedzonym psychiatryku, może sięgnąć po nakręcony w konwencji quasidokumentu Grave Encounters (2011).
Miejsce 10.
1408 (2007)
O hotelach, również tych nawiedzonych, Stephen King pisał niejednokrotnie, ale 1408 ukazuje nie cały budynek, a zaledwie jeden pokój jako opanowany przez fantastyczne i groźne byty. Dla Mike’a Enslina, pisarza specjalizującego się w książkach o rzekomo nawiedzonych przybytkach, spędzenie nocy w tytułowym pokoju wydaje się być rutynowym obowiązkiem, zwłaszcza że nigdy wcześniej nie natknął się na autentyczny przypadek miejsca, w którym straszy. Trzeba było jednak posłuchać się kierownika hotelu Delfin, ostrzegającego Enslina przed konsekwencjami pozostania pod numerem 1408 dłużej niż kilka minut.
Ekranizacja opowiadania autora Carrie ląduje na miejscu dziesiątym naszego zestawienia, głównie dzięki solidnym rolom Johna Cusacka i Samuela L. Jacksona, oraz sugestywnemu przedstawieniu niemożności podjęcia jakiejkolwiek walki z siłami gnieżdżącymi się w nawiedzonym pokoju. Od momentu wejścia do niego główny bohater nie może być niczego pewien. Właściwości czasu i przestrzeni ulegają drastycznym ograniczeniom, a właściwie przestają cokolwiek znaczyć, wspomnienia mieszają się z wyobraźnią, natomiast każdorazowa próba wezwania pomocy kończy się coraz boleśniejszym rozczarowaniem.
Widz bardzo szybko dostrzeże beznadziejność sytuacji, w jakiej znalazł się Enslin, jednostronność jego nierównego pojedynku z pokojem, co może przełożyć się na pozbawiony napięcia seans. Ale reżyser, Mikael Håfström, wybiera inną formę terroru – woli uderzyć, tak w bohatera, jak i nas, kompletnym brakiem jakiegokolwiek punktu zaczepienia, odrzucając logikę na rzecz psychicznego zachwiania. Co rusz buduje fundamenty świata przedstawionego i co rusz je burzy, doprowadzając pisarza na skraj szaleństwa. A może i to jest ułudą?
Miejsce 9.
OPĘTANIE (1999)
Druga na liście powieść Richarda Mathesona przeniesiona na ekran. Opętanie, w reżyserii i według scenariusza Davida Koeppa, przez długi czas nie ujawnia swoich związków z motywem nawiedzonego domu. Kevin Bacon okazuje się być bardzo podatny na hipnozę – o ile potrafi zaakceptować przebijanie mu dłoni agrafką oraz dzielenie się ze znajomymi szczegółami swojego dzieciństwa, o tyle przerażające sny i wizje, jakie ma, sprawiają, że powoli traci kontakt z rzeczywistością. Coś każe mu baczniej przyglądać się swoim sąsiadom, coś każe mu przekopać ogródek i rozebrać cały dom. Wkrótce odkrywa, że jemu i jego rodzinie grozi śmiertelne niebezpieczeństwo.
Rozwiązanie zagadki ma być szokujące, ale w rzeczywistości jest dosyć banalne. Koepp na szczęście wie, jak budować napięcie, a szalejący na ekranie Bacon nie pozwala widzom się nudzić. To, co najciekawsze natomiast, rozgrywa się w pierwszej połowie filmu – wizualizacja stanu hipnotycznego zabiera nas do pustego kina i lewitującego fotela, w którym siedzi główny bohater, nasilający się niepokój sprawiają, że przestaje zachowywać się racjonalnie, a wizje, jakie miewa dotyczące choćby utraty zębów. Jest i duch dziewczyny, poruszający się tak nienaturalnie, że siłą rzeczy ciarki przebiegają po naszym ciele. Można mieć zastrzeżenia, czy to dom jest bardziej nawiedzony, czy Bacon, co nie zmienia faktu, że Opętanie straszy solidnie.
Miejsce 8.
NAWIEDZONY DOM (1963)
Bardzo wierna ekranizacja powieści Shirley Jackson dotyczy próby naukowego potwierdzenia istnienia zjawisk paranormalnych w wielkiej posiadłości Hill House, powszechnie uważanej za nawiedzoną. Bohaterowie wkrótce odkrywają, że dom rzeczywiście żyje, maltretując psychicznie zwłaszcza jednego z uczestników eksperymentu, niestabilną emocjonalnie Eleanor, która w dzieciństwie miała kontakt z duchem. Narracja prowadzona jest jednak w ten sposób, że być może do żadnego nawiedzenia naprawdę nie dochodzi, a wszystkie niespotykane zjawiska rozgrywają się w głowie biednej kobiety.
Klasyczna pozycja, powszechnie uważana za jeden z najlepszych horrorów w historii kina. Nawiedzony dom wychodzi od chęci rzetelnego zbadania sfery nadnaturalnej, prezentacji przeszłości tytułowej posesji i jej dotychczasowych właścicieli, lecz po drodze traci swój cel z oczu. Opowieść o Hill House uzmysławia nam, że człowiek jest zbyt podatny na kontakty z „drugą stroną”, a może jedynie na historie o duchach; prędzej czy później naukowe podejście spali na panewce, bo będziemy zbyt przerażeni, aby otworzyć drzwi, za którymi może czaić się coś nieludzkiego. Jednocześnie przykład Eleanor sprawia, że to wcale nie duchy wydają się być bytami najbardziej tajemniczymi i niepoznawalnymi, tragicznymi w swym dążeniu do próby nawiązania kontaktu z żywymi.
W 1999 roku Jan De Bont (Speed) nakręcił wspaniale wyglądający remake, pełen widowiskowych efektów specjalnych, lecz bardziej dosłowny, a przez to mniej straszny.
Miejsce 7. ex aequo
CYKL NAZNACZONY (2010-2015)
Wyborem redakcyjnym to właśnie trzy części Naznaczonego znalazły się wyżej niż któraś z obu odsłon dużo bardziej chwalonej Obecności. Obie serie wyreżyserowane przez Jamesa Wana (w Naznaczonym: rozdziale 3 zastąpiony został przez scenarzystę cyklu, Leigh Whanella), lecz jakże różne. Być może powodem takiego wyboru jest dużo większa innowacyjność współczesnych opowieści o nawiedzonych domach (i ludziach) niż spojrzenie cztery dekady wstecz na autentyczne przypadki, jakie obserwujemy w Obecnościach.
Pierwszy i drugi Naznaczony posiadają wszystkie elementy filmów o duchach straszących mieszkańców nowo kupionego domu – początkowe, jedynie słabo słyszalne i widzialne sygnały świadczące o bytności kogoś lub czegoś, dzieci widzące więcej niż dorośli, przesuwane meble, trudne do określenia odgłosy, w końcu widma martwych ludzi, nieświadomych swojego stanu. Ale Wan idzie dalej i dalej, dochodząc do granicy nowoczesnego horroru, dodając elementy fantastyczne oraz znajome motywy z historii gatunku.
Dlatego rodzina Lambertów na swojej drodze spotka zarówno demony wyglądające, jak ze strasznych opowieści dla dzieci oraz archetypiczną wręcz kobietę w czerni, która kobietą wcale nie jest. W kontynuacji pojawia się seksowna, lecz straszna kobieta w bieli oraz pętle czasowe, coraz bardziej oddalające ich fabułę od klasycznych opowieści. Trzecia część, będąca prequelem, pozbawiona jest takich strukturalnych wygibasów, koncentrując się na mieszkających w nawiedzonym hotelu samotnym ojcu i jego nastoletniej córce.
Świeżość tej serii uderza tym bardziej, że Wan i Whanell już raz próbowali przetworzyć klasyczne motywy w Martwej ciszy (2007), lecz kompletnie chybiając celu. Najwyraźniej w międzyczasie nauczyli się kilku nowych sztuczek, dzięki czemu Naznaczony nie tylko zaskakuje fabularnie, ale przede wszystkim przeraża w bardzo rozrywkowy sposób. Zwłaszcza finał pierwszego filmu może niektórym widzom zapewnić wiele bezsennych nocy.
W KLESZCZACH LĘKU (1961)
Drugi najsłynniejszy horror o nawiedzonym domu z lat sześćdziesiątych to ekranizacja słynnej powieści Henry’ego Jamesa, podobnie jak Nawiedzony dom, uważana za jeden z najlepszych filmów grozy w historii kina.
W wiktoriańskiej Anglii świeżo zatrudniona guwernantka jest coraz bardziej przekonana, że jej nowi wychowankowie, rodzeństwo słodkich dzieci, jest w rzeczywistości opętane przez swoich poprzednich opiekunów. Położony w malowniczej okolicy zameczek staje się areną walki o dusze najmłodszych, tym trudniejszej, gdyż wykorzystującej zwłaszcza kilkuletniego Milesa jako narzędzie do uwiedzenia niewinnej panny Giddens (zjawiskowa Deborah Kerr).
Już po tym krótkim opisie można wywnioskować, że film Jacka Claytona nie jest prostą opowieścią o spotkaniu z duchami, lecz dramatem z pogranicza grozy, pełnym podskórnego, seksualnego napięcia, jakże niebezpiecznego, gdy jedną ze stron jest dziecko. Być może nieświadome funkcji, jakie pełni w tej perwersyjnej grze, a może specjalnie wykorzystujące niepewność i cnotliwość swej opiekunki. Bez względu na to guwernantka jest przekonana o swej powinności walki z opętanymi złymi myślami bratem i siostrą, dążąc przecież do ich wybawienia. Ocalenie duszy może jednak nie być tożsame z ocaleniem życia.
Miejsce 6.
KRĘGOSŁUP DIABŁA (2001)
Rozgrywający się w ostatnich dniach hiszpańskiej wojny domowej film grozy w reżyserii Guillermo Del Toro zabiera widzów do położonego na uboczu sierocińca, na podwórku którego tkwi wbita w ziemię bomba, zaś na korytarzach zobaczyć można ducha jednego z wychowanków. Zjawy u twórcy Labiryntu Fauna są zawsze tragicznymi postaciami, mniej atrakcją, a bardziej kluczem do zrozumienia zawiłości świata przedstawionego i tych wciąż żyjących bohaterów.
W nawiedzonym sierocińcu to, co straszy najbardziej to nie duch, lecz niemożność porozumienia, tykająca bomba, która przecież musi wybuchnąć, widmo faszyzmu oraz spoiwo tego wszystkiego, pilnujący porządku w szkole, zdeprawowany i dwulicowy Jacinto (Eduardo Noriega).
Del Toro nie unika makabry, często ze szczegółami pokazując śmierć, ale Kręgosłup diabła, podobnie jak inne jego filmy, to kino w dużej mierze poetyckie, bogate stylistycznie i znaczeniowo, bardzo ludzkie w swej wymowie, choć przez swój kontekst historyczny nie zawsze czytelne. Jest jednak przede wszystkim opowieścią o zderzeniu dziecięcej wrażliwości i niewinności z koszmarem wojny, niełatwą próbą rozeznania się w świecie dorosłych, dopiero później zaś starającym się na wystraszyć horrorem.
Do tematyki nawiedzonego domu Meksykanin wrócił w zeszłym roku, realizując przepięknie wyglądające, stylowe, choć wtórne Crimson Peak: wzgórze krwi.
Miejsce 5.
SIEROCINIEC (2007)
Hiszpańskich klimatów ciąg dalszy. W Sierocińcu wyreżyserowanym przez J. A. Bayonę Laura powraca wraz ze swoim mężem i synem do miejsca, gdzie się wychowała, tytułowego sierocińca, obecnie opuszczonego, który chce zamienić w ośrodek dla chorych dzieci. Zniknięcie chłopca i seria dziwnych śmierci utwierdzają kobietę w przekonaniu, że miejsce to jest nawiedzone, a jedynym sposobem na znalezienie syna jest próba kontaktu z duchami nieżyjących dzieci.
Nieprzypadkowo nazwisko Guillermo Del Toro pojawia się również i tym razem, choć tylko jako producenta. Związki z jego kinem są aż nadto widoczne w tej opowieści o sile matczynej miłości i przenikaniu się dwóch światów, gdzie to żywym bardziej zależy na dialogu ze zmarłymi. Do tragedii dochodzi bardzo szybko i dopiero finał uzmysławia nam jej ogrom oraz nieodwracalność – czy w tym wypadku jakakolwiek pomoc ze strony duchów jest w ogóle możliwa? Dramat przesłania horror, choć Bayona po mistrzowsku buduje napięcie, a scena dziecięcej zabawy niejednego może przyprawić o szybsze bicie serca.
Sierociniec straszy i porusza w tych samych proporcjach, dając świadectwo, że groza, która zostaje z nami na dłużej to nie ta oparta na tanich chwytach, nagłym wyskakiwaniu zza kadru czy oczekiwaniu na potwora, lecz głęboko zakorzeniona w naszej świadomości obawa przed utratą najbliższych i niemożność jakiegokolwiek działania.
Miejsce 4.
DUCH (1982)
Horror sygnowany nazwiskiem Stevena Spielberga, choć podpisany przez Tobe’a Hoopera, zaczyna się jak komedia familijna, aby po krótkim czasie uderzyć widza serią efektownych i autentycznie strasznych scen. Podobnie jak w Sierocińcu miłość matki wystawiona zostaje na ciężką próbę po tym, jak jej córka znika w tajemniczych okolicznościach. Ale mała Carol Anne jest bardzo blisko, na tyle, że słychać ją w telewizorze – uwięziona po drugiej stronie, w zaświatach, nie może się z nich wydostać, trzeba zatem po nią iść. Ale coś broni do niej dostępu.
Duch (znany w Polsce również pod oryginalnym tytułem, Poltergeist) zadziwia nawet dziś. Swoją lekkością, wykonaniem i sercem po właściwej stronie, czyli wszystkim tym, co charakteryzuje kino Spielberga. Z drugiej strony nie boi się korzystać z dosadniejszych efektów, sprawiając, że dom Freelingów po pewnym czasie przestaje przypominać typowo amerykański sen, lecz raczej koszmar – postawiony na indiańskim cmentarzu (podobnie jak całe osiedle) prędzej się zapadnie niż odrodzi, a towarzyszący od pierwszych scen telewizor przestanie być symbolem dobrobytu, stając się narzędziem zła. Najważniejsza jednak jest mała dziewczynka i bezpieczny jej powrót do rodziny. Tylko to interesuje Spielberga, a Hooper, którego wkład po dziś dzień jest podważany, doskonale realizuje ten zamiar.
Po Duchu przyszedł jeszcze Duch II: druga strona i Duch III, lecz żadna z kontynuacji (ani tym bardziej bardzo słaby remake) nie dorównała pierwowzorowi. Prawdopodobnie dlatego, że ani Spielberg, ani Hooper nie byli w te projekty zaangażowani. Natomiast przez lata cykl ten dorobił się złej sławy przez liczne wypadki i zgony pracujących przy realizacji osób. Najtragiczniejszą wydaje się śmierć małej Heather O’Rourke, czyli Carol Anne, która zmarła tuż po zdjęciach do części trzeciej. Miała dwanaście lat.
Miejsce 3.
INNI (2001)
Choć dwa lata wcześniej do kin weszły nowe wersje Nawiedzonego domu oraz Domu na przeklętym wzgórzu, to właśnie Inni okazali się czerpać najwięcej z klasycznych już horrorów, jednocześnie będąc prawdziwie oryginalnym dziełem, które zasługuje na największe uznanie. Film chilijskiego reżysera, Alejandro Amenábara, to niezwykle stylowa, mrożąca krew w żyłach historia Grace oraz jej dwójki małych dzieci, czekających na powrót męża i ojca z II wojny światowej. Ale coś w tym obrazku już od początku jest nie tak. Kilkuletni Anne i Nicholas cierpią na niezwykłe schorzenie, które każe im chować się w ciemnościach.
Wrażliwi na światło unikają go, a ich matka dba, aby w każdym pokoju okna były szczelnie zasłonięte. Dodatkowo pewnej nocy cała służba ucieka, zaś trójka nowych pracowników coraz mocniej zaznacza swoją obecność. Wkrótce Grace odkrywa, że jej dom jest nawiedzony.
Amenábar bawi się oczekiwaniami widza i naszą znajomością kina grozy, kreując świat znajomy, a jednocześnie niezbadany. Umiejętnie myli tropy, podsuwa nam fałszywe informacje, aby w krytycznym momencie dać odpowiedź najprostszą z możliwych, wywracając całą fabułę do góry nogami. Ale końcowy twist jest w mniejszym stopniu zręczną sztuczką kuglarza – kwestionuje nie rzeczywistość, a przekonania i wiarę biednej Grace, która wobec prawdy jest tylko w stanie powtarzać jak mantrę jedno zdanie. Katharsis, jakie oferuje jej i nam Amenábar, ma potężną siłę rażenia, zdolną przekuć tragedię w coś, co ostatecznie daje nadzieję. Po piętnastu latach od premiery trudno nazwać Innych inaczej niż arcydziełem.
Miejsce 2.
SOK Z ŻUKA (1988)
Kto powiedział, że na jednym z miejsc podium nie może być komedia? Nawiedzony dom w Soku z żuka początkowo zamieszkuje tylko młode małżeństwo, tragicznie zmarłe w wypadku samochodowym. Wracają tam jako duchy, bez możliwości opuszczenia posesji, chyba że marzy im się spotkanie z gigantycznymi robakami piaskowymi lub swoją opiekunką z zaświatów. Te zaś są zbiurokratyzowanym burdelem na kółkach, pełnym ofiar dziwacznych śmierci i tych, którzy jeszcze nie wiedzą, że nie żyją. Ale wkrótce do domu Maitlandów wprowadza się nowobogacka rodzina z dużego miasta, a zmiany, jakie wprowadzają, bynajmniej nie podobają się poprzednim właścicielom. Jedni będą chcieli wykurzyć drugich, dopóki do akcji nie wkroczy kłamliwy bio-egzorcysta, brudas i świntuch, ubrany na czarno i biało tytułowy Sok z żuka.
Zaledwie drugi film Tima Burtona jest genialnym połączeniem komedii fantastycznej i rozwiązań bliższych horrorowi. Ale na Soku z żuka trudno się bać – choć znajdziemy tu znajome motywy, takie jak nawiedzony dom, duchy, potwory, a niektóre efekty wywołać mogą niemałe zdziwienie i niepokój, dzieło to jest najbardziej pozytywnym filmem o śmierci, jaki nakręcono.
Miejsce 1.
LŚNIENIE (1980)
Wybitny horror Stanleya Kubricka po prostu musiał się znaleźć na szczycie zestawienia filmów o nawiedzonych domach. Historia Jacka Torrance’a, który w hotelu Overlook znajduje obłęd i śmierć poraża za każdym razem mnogością interpretacji, nie zawsze zgodnymi z książkowym oryginałem Stephena Kinga. Sam hotel jawi się jako miejsce, w którym zło odżywa na nowo wraz z pojawieniem się stróża i jego rodziny, tak jakby oczekiwano go przez całe jego życie.
Lśnienie można zatem traktować jako horror metafizyczny, bądź egzystencjalny, gdzie fantastyka i realizm idą w parze, zaś artyzm służy inteligentnej rozrywce.
Nawiedzony przybytek skrywa wiele mrocznych tajemnic, dusze, jakie posiadł, wciąż błąkają się po korytarzach, strasząc małego Danny’ego bądź uwodząc jego ojca, a nowoczesność obiektu kontrastuje z przeszłością, która nadal daje o sobie znać. Kubrick nic nie tłumaczy, zamiast tego burzy spokój widzów i zasiewa w naszych głowach myśl, że wszystko toczy się według jakiegoś nieznanego nam planu. Ostatnie ujęcie przynosi rozwiązanie, choć jednocześnie samo w sobie jest kolejną zagadką. Skonstruowany w ten sposób film powinien frustrować i tak jest, lecz wrażenie obcowania z horrorem doskonałym jest silniejsze.
Do tego dochodzą wielkie role Jacka Nicholsona i Shelley Duvall, której przerażenie z przemiany męża w szaleńca udziela się również widzom. Hotel Overlook natomiast niezmiennie trwa, czekając na kolejnych rezydentów i sposobność, aby zatrzymać ich tam na zawsze.
korekta: Kornelia Farynowska
