Publicystyka filmowa
Ten serial SCI-FI przekuł mitologię miliardowej serii w prawdziwe ARCYDZIEŁO
Co się stanie, gdy marvelowska mitologia trafi do głowy bohatera, który nie ufa własnym zmysłom? Taki eksperyment trudno zapomnieć. Legion.
Superbohaterska opowieść składa widzowi kuszącą obietnicę: nawet jeśli świat wymknie się spod kontroli, znajdzie się ktoś zdolny przywrócić porządek. Gorzej, gdy największą niewiadomą pozostaje sam człowiek obdarzony niezwykłą mocą, a jego spojrzenie zamiast objaśniać rzeczywistość, mnoży kolejne podejrzenia. David Haller, centralna postać serii, każe uważnie przyglądać się zarówno temu, co oglądamy, jak i własnej potrzebie znalezienia prostego wyjaśnienia. W jego historii znajome słowo mutant otwiera drzwi do miejsca, w którym trudno poczuć się bezpiecznie. Legion.
Legion poza horyzontem blockbusterowego uniwersum
Noah Hawley stworzył ten serial emitowany przez FX w latach 2017–2019, jako superbohaterski dramat, którego środek ciężkości znajduje się wewnątrz głowy bohatera. Za produkcją stały FX Productions i Marvel Television, a kinowy cykl X-Men miał w chwili jego debiutu około 4,38 miliarda dolarów światowych wpływów. Skala marki stanowi tu fascynujące tło: z mitologii zdolnej zapełniać multipleksy Hawley wydobył opowieść, w której największym widowiskiem staje się niepewność własnego postrzegania.

David pochodzi z komiksów Chrisa Claremonta i Billa Sienkiewicza, a jego ojcem jest Charles Xavier. Hawley zachował to pokrewieństwo, deklarując zarazem swobodę wobec ciągłości filmów. Ta autonomia działa na korzyść serialu. W X-Men z 2000 roku grupa mutantów mierzy się z nietolerancją i radykalnymi pobratymcami; tutaj pytanie o miejsce odmieńca w społeczeństwie przechodzi przez filtr jego własnej percepcji. Zanim zaczniemy rozstrzygać, komu zaufać, musimy sprawdzić, czy w ogóle rozumiemy to, na co patrzymy.
W labiryncie umysłu Davida Hallera
Grany przez Dana Stevensa David od dzieciństwa żyje z diagnozą schizofrenii i doświadczeniem leczenia psychiatrycznego. Głosy oraz wizje zaczynają jednak wskazywać również na potężne zdolności mutanta, a w jego umyśle działa Król Cieni. Hawley wiąże widza z perspektywą człowieka, który sam nie ma pewności, co się z nim dzieje. To znakomity fundament narracji: każda nowa informacja zmienia znaczenie poprzedniej, a odkrywanie mocy nie przynosi wygodnej instrukcji obsługi ani bohaterowi, ani publiczności.

Hawley podkreślał, że pytanie o współistnienie zaburzeń i nadzwyczajnych zdolności pozostaje częścią opowieści. Dzięki temu David jest kimś więcej niż zagadką czekającą na efektowne rozwiązanie. Zarazem krytycy słusznie dostrzegali ryzyko trywializowania choroby, gdy diagnoza staje się elementem fabularnej łamigłówki. To najsłabszy punkt tego pomysłu: cierpienie potrafi zamienić się w kolejną wskazówkę. Serial jest najciekawszy wtedy, gdy pozwala odczuć bezradność Davida, zamiast kusić wyłącznie obietnicą rozszyfrowania go.
Anty-Marvelowy Marvel
Właśnie tutaj rodzi się anty-Marvelowy Marvel: oficjalna produkcja marki, która superbohaterską przyjemność odkrywania możliwości zamienia w niepokój związany z ich posiadaniem. Nawet czas zapisany w scenografii przestaje być stabilny. Hawley tłumaczył połączenie elementów retro i futurystycznej technologii pamięcią Davida oraz zmianami zachodzącymi podczas jego izolacji. Wystrój nie jest więc katalogiem ładnych osobliwości. Świat wygląda obco, ponieważ oglądamy go wraz z człowiekiem pozbawionym pewnego punktu odniesienia.

Operator Dana Gonzales podporządkował tej zasadzie proporcje kadru, barwę i dobór ogniskowych. Zmiany obrazu pomagają rozdzielać perspektywę obiektywną od subiektywnej, rzeczywistość od umysłu Davida oraz bieżącą akcję od wspomnień. W Legionie sposób pokazania zdarzenia sam staje się zdarzeniem: kadr może odebrać nam oparcie równie skutecznie jak fabularne odkrycie. Psychodelia ma tu konkretne zadanie. Zmusza do porzucenia wygodnej pozycji obserwatora, któremu kamera zawsze podpowie, gdzie znajduje się bezpieczny grunt.
Najlepszym skrótem tej metody jest taneczny pojedynek Davida i Farouka w drugim sezonie. Hawley wyjaśniał, że choreografia pozwala przekazać relację przeciwników inaczej niż dosłowna walka. Ruch zastępuje więc cios, a konfrontacja staje się zarazem pokazem siły i komunikacją. Serial wykorzystuje efekty cyfrowe, lecz jego największa pomysłowość tkwi w wyborze języka sceny. Tak Legion popycha telewizję do przodu: rozszerza repertuar sposobów opowiadania konfliktu, zamiast tylko zwiększać rozmiar ekranowej demolki.

Legion i dziedzictwo telewizyjnego eksperymentu
Formalna odwaga przyniosła uznanie krytyków i nominację do Emmy za zdjęcia Gonzalesa do odcinka Chapter 9. Drugi sezon zbierał jednak także zarzuty przerostu stylu nad opowieścią — i trudno je zbyć, bo nie każda zagadka jest równie wciągająca jak obraz, który ją opakowuje. To cena eksperymentu, chwilami zbyt zachwyconego własnymi możliwościami. Najlepsze fragmenty przywracają właściwe proporcje: Dan Stevens jako David i Aubrey Plaza jako Lenny nadają tej osobliwej rzeczywistości ludzką twarz, bez której pozostałaby dekoracją.
Trzy sezony i 27 odcinków tworzą zamkniętą artystyczną trylogię; w 2019 roku Hawley mówił o znaczeniu zakończeń oraz historii mającej początek, środek i koniec. Legion jest dostępny w Polsce na Disney+ i najlepiej oglądać go bez oczekiwania kolejnego przystanku w wielkim uniwersum. Jego arcydzielność tkwi w konsekwencji podstawowego pomysłu: wejście do umysłu mutanta zmienia wszystko, od konstrukcji sceny po nasze zaufanie do bohatera. Wielka marka dostarczyła postać. Hawley znalazł dla niej własny język.

