Publicystyka filmowa
Gdyby MEAN GIRLS rozgrywały się w świecie KRZYKU, powstałby ten krwawy HORROROWY serial
Ryan Murphy zaproponował widzom wyjątkowo bezczelną mieszankę slashera, czarnej komedii i satyry na kulturę młodzieżową. Królowe krzyku.
Zanim telewizyjne horrory na dobre zadomowiły się w ofercie platform streamingowych, Ryan Murphy zaproponował widzom wyjątkowo bezczelną mieszankę slashera, czarnej komedii i satyry na kulturę młodzieżową. Serial nie traktował siebie poważnie, ale doskonal rozumiał, co sprawia przyjemność fanom kina grozy: zamaskowany morderca, podejrzani bohaterowie, krwawe zgony i tajemnica, którą trzeba rozwiązać. Po latach serial to ciekawy przykład produkcji, która udowodniła, że klasyczna formuła slashera może działać również na małym ekranie. Królowe krzyku.
Serial zadebiutował 22 września 2015 roku na antenie amerykańskiej stacji Fox. Jego twórcami byli Ryan Murphy, Brad Falchuk i Ian Brennan, znani między innymi z Glee oraz American Horror Story. Łącznie powstały dwa sezony i 23 odcinki, w Polsce dostępne na Disney+. Obsada prawdziwie gwiazdorska: Emma Roberts jako bezwzględna Chanel Oberlin, Jamie Lee Curtis w roli dziekan Cathy Munsch, Lea Michele, Abigail Breslin, Billie Lourd i Keke Palmer. W serialu pojawiła się także Ariana Grande i Nick Jonas. Szczególnie znaczący był udział Curtis, oryginalnej scream queen ze slashera Halloween, od której wszystko się zaczęło.

Morderca w kostiumie Czerwonego Diabła
Pierwszy sezon rozgrywa się na Wallace University, gdzie elitarnym stowarzyszeniem Kappa Kappa Tau rządzi Chanel Oberlin. Dziewczyna traktuje koleżanki jak podwładne, a kandydatki do stowarzyszenia ocenia przede wszystkim przez pryzmat wyglądu, pochodzenia i statusu społecznego. Gdy na kampusie zaczynają ginąć kolejne osoby, pojawia się zamaskowany zabójca przebrany za uniwersytecką maskotkę – Czerwonego Diabła.
Szybko okazuje się, że sprawa ma związek z wydarzeniami sprzed lat. Niemal każdy może być podejrzany, a kolejne śmierci komplikują śledztwo. W drugim sezonie akcja przenosi się do szpitala, gdzie bohaterowie mierzą się z nową serią morderstw i kolejną tajemnicą. Zmiana scenerii pozwala zachować antologiczną formułę, choć powracają dobrze znane postacie.

Dlaczego Królowe krzyku świetnie działają jako slasher
Telewizyjny slasher to rzadkość. Ten gatunek najczęściej kojarzy się z filmami, w których napięcie rośnie wraz z liczbą ofiar, a widz próbuje odgadnąć tożsamość zabójcy, zanim nastąpi finałowe starcie. Królowe krzyku przenoszą te zasady do serialu, nie zapominając o tym, że historia musi utrzymać uwagę przez wiele odcinków. Podejrzanych jest tu pod dostatkiem, motywacje bywają absurdalne, a zwroty akcji potrafią całkowicie zmienić układ sił.
Największym atutem produkcji jest jednak jej kampowy charakter: bohaterowie zachowują się tak, jakby żyli w przesadzonej wersji amerykańskiego filmu młodzieżowego, a dialogi przypominają pojedynek na coraz bardziej złośliwe obelgi. Różowe stylizacje, luksusowe wnętrza i perfekcyjnie wystylizowane postacie kontrastują z brutalnością morderstw. Ten rozdźwięk tworzy własną estetykę, w której makabra sąsiaduje z absurdem.

Warto wrócić do serialu również ze względu na obsadę – Emma Roberts z wyczuciem balansuje między komediową przesadą a prawdziwą podłością w kostiumie od Chanel, a Jamie Lee Curtis wnosi do opowieści doświadczenie aktorki, która zna konwencję horroru od podszewki. Produkcja potrafi zaskoczyć także muzyką i sposobem inscenizowania śmierci: niektóre sceny są tak groteskowe, że trudno rozstrzygnąć, czy powinny przerażać, czy rozśmieszać.
American Horror Story spotyka Krzyk
Podobieństwo do American Horror Story jest oczywiste: za obydwoma tytułami stoi Murphy, a groza służy w nich również do komentowania społecznych obsesji. Królowe krzyku są jednak lżejsze, bardziej komiksowe i wyraźniej podporządkowane czarnej komedii. Z kolei z filmową serią Krzyk łączy je zabawa konwencją, tajemnica tożsamości mordercy oraz świadomość, że gatunkowe klisze można jednocześnie wykorzystywać i wyśmiewać. Serial nie ogranicza się przy tym do odtwarzania schematów – kpi z kultu popularności, klasowych uprzedzeń, rywalizacji i obsesji na punkcie atrakcyjności.

Królowe krzyku: przyjęcie, kontrowersje i niedoszły sezon trzeci
Odbiór Królowych krzyku był mieszany. Pierwszy sezon spotkał się z zarzutami, że próbuje połączyć zbyt wiele tonacji, a okrucieństwo bohaterów nie zawsze przekłada się na udaną satyrę. Krytykowano również żarty dotyczące rasy, niepełnosprawności i wyglądu. Los Angeles Times oraz Time zwracały uwagę, że granica między ośmieszaniem uprzedzeń a ich powielaniem bywała niebezpiecznie cienka.
Całość ma bardzo solidne 77% pozytywów od krytyków i 76% od widzów na Rotten Tomatoes. W maju 2017 roku Fox potwierdził, że serial nie wróci z trzecim sezonem. Kierownictwo stacji wyjaśniło, że Murphy uznał historię za zakończoną po dwóch odsłonach. Temat powrotu jednak nie zniknął całkowicie, bo w 2019 roku Murphy publicznie sondował zainteresowanie ewentualnym wznowieniem i rozważał krótszą, limitowaną kontynuację. Do realizacji tego pomysłu jednak nie doszło.

Królowe krzyku nie są horrorem dla każdego. Widzowie oczekujący realistycznego napięcia i konsekwentnej psychologii postaci mogą uznać go za zbyt hałaśliwy, przerysowany i nierówny. Jeśli jednak lubicie slashery, czarny humor i świadome igranie z konwencją, serial Murphy’ego trafia w sedno. To krwawa, kolorowa i bezwstydna odpowiedź na pytanie, co by się stało, gdyby Wredne dziewczyny rozgrywały się w świecie Krzyku, a telewizja wciąż ma niewiele slasherów, które tak konsekwentnie zamieniają kampusową maskaradę w krwawy spektakl.

