Technologia

Gadżety są wieczne – James Bond i jego zabawki

Autor: Paweł Kuraś
opublikowano

Jeżeli pomyślimy o najbardziej charakterystycznych cechach raczącego się wstrząśniętym martini agenta brytyjskich służb specjalnych, to oprócz skłonności do zakładania smokingów i uwodzenia równie wysublimowanych kobiet na pewno spora część osób wspomni o jego niezaprzeczalnym gadżeciarstwie, nakręcanym dodatkowo przez jego współpracowników i zwierzchników. Jednak śledząc historię jego niezliczonych zabawek, możemy zauważyć przypadki, że o ile czasem 007 korzystał z dobrodziejstw technologii, która już istniała poza filmowym ekranem, tak czasami to rzeczywistość zainspirowana została przez niesamowite maszynki Jamesa Bonda.

Mamy rok 1997, a więc czas, w którym w rolę tajnego szpiega wcielał się Pierce Brosnan. W ówczesnej odsłonie serii – Jutro nie umiera nigdy – pościg samochodowy został przez naszego agenta napisany na nowo. Otoczony przez wrogów, przykulony na tylnym siedzenia, wyciąga nagle telefon komórkowy (fińską Nokię, nie nastały jeszcze czasy królowania na ekranie komórek firmy Sony) i używa go do manewrowania swoim BMW 750iL podczas krytycznych dla jego bezpieczeństwa momentów. Wtedy było to coś, co za realne mogli uznać co najwyżej badacze z Centrum Zaawansowanych Technologii Bezpieczeństwa i Obronności, którzy, znając życie, pracowali nad czymś podobnym w swoich laboratoriach już od pięciu lat, na opracowanym już wtedy prototypie iPhone’a, mającym mieć swoją cywilną premierę za minimum dziesięć lat – na całej reszcie robiło to potężne wrażenie.

Przenieśmy się do dnia dzisiejszego – jeżeli na premierę Spectre, najnowszego dzieła cyklu z Danielem Craigiem w roli agenta 007 wybierałeś się swoim nowym BMW serii 7 (a biorąc pod uwagę zarobki w naszym kraju, jest duża szansa, że mogłeś sobie pozwolić na taki zakup), to pod samym kinem mogłeś wysiąść z samochodu i za pomocą dotykowego pilota wyciągniętego z kieszeni zdalnie pokierować swoim wozem i z innej perspektywy dokonać idealnego parkowania równoległego, przez które nie spałeś podczas nocy poprzedzających egzamin na prawo jazdy. To wciąż futuryzm, ale taki powiew Bondowskiego gadżeciarstwa oferują także elektryczna Tesla czy także całkiem pospolita Skoda, a prymitywniejszą (choć nie pod względem zaawansowania, a jedynie efektu wow!) formę w postaci samoparkowania oferuje już chyba w swoich wozach każdy większy koncern motoryzacyjny.

xl_brosnan-beemer-650-80

Pierwszym filmowym spotkaniem z Bondem, w którym ten elegancki jegomość zaczyna traktować gadżety jako jedno z podstawowych narzędzi pracy, jest nakręcony w 1963 roku obraz Pozdrowienia z Rosji (w Dr. No jedynym charakterystycznym gadżetem jest zegarek Rolex Submariner, ale to raczej przykład lokowania produktu niż podkreślenia użyteczności przedmiotu). Wtedy to Desmond Llewelyn, wcielający się w postać Q, uzbroił 007 w nietypową broń – walizkę, która zdecydowanie nie powinna pozostawać sama w przestrzeniach publicznych. Specjalnie na potrzeby filmu neseser wyprodukowało przedsiębiorstwo Swaine Adeney Brigg. W charakterystycznej czerwonej podszewce aktówka skrywała dwadzieścia sztuk amunicji, złote monety czy też płaskie noże do rzucania i składany karabin AR7 kalibru 6,35 mm z laserowym celownikiem (używany przez Bonda do zestrzelenia śmigłowca SPECTRE, który to zrzucał na niego granaty pod koniec filmu).

Jak się okazuje, ta istniejąca od 1750 roku angielska manufaktura, oferuje tę walizkę w regularnej sprzedaży (choć niestety bez najbardziej pożądanej rzeczy, czyli całej zawartości). Za jedyne tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiąt pięć funtów  możemy stać się posiadaczami neseseru „tak brytyjskiego, jak sam agent 007”, jak podaje strona producenta. Oczywiście panuje pełna dowolność w kwestii personalizacji – pod warunkiem, że kolor aktówki będzie czarny, a nasze inicjały maksymalnie trzyliterowe. Ale to jeszcze nie wszystko – za jedyne dwieście dodatkowych funtów nasze okucia mogą stać się niklowane – myślę, że równowartość miesięcznej pensji polskiego stażysty jest zdecydowanie warta takiego niewątpliwej rangi udogodnienia.

07920a_016ae0ff98e54a9e9cb2bc969302fee5

Gadżety głównego bohatera okazały się wielkim hitem – były tak znaczącą istotą serii, że Q-Branch stał się znakiem rozpoznawczym serii na równi z pięknymi kobietami czy oszałamiającymi samochodami – które też potrafiły zostać prawdziwą gwiazdą filmu. Aston Martin DB5, obecny w Goldfingerze z 1964, pomijając całą zawartą w nim artylerię czy też ręcznie wyzwalaną katapultę, wprowadził publiczność lat sześćdziesiątych w ideę możliwości nawigowania satelitarnego. Deska rozdzielcza pojazdu pokazywała interfejs bardzo podobny do dzisiejszych urządzeń, którego Bond używał do podążania za złym i nikczemnym Goldfingerem. I jak się okazuje, to wszystko działało z precyzją znaną z teraźniejszych rozwiązań, choć warto wspomnieć, że w książkowej edycji Ian Fleming opisał system w DB5 agenta jako zawodny i wyprowadzający go w szczere pole – czyli zupełnie tak jak system nawigacyjny od firmy z Cupertino, Apple Maps, prawie czterdzieści lat po premierze dzieła.

Prawie tak samo często jak jego samochód, Jamesa Bonda z opresji ratowały jego zegarki na sterydach, które Q wzbogacał w niezliczoną ilość udogodnień. Czasomierzom agenta 007 dorównać mogły pod względem funkcjonalności dopiero dzisiejsze smartwatche – czerpiące zresztą z nich pełnymi garściami pod względem choćby samej idei. Porównując te dwie gałęzie, możemy zauważyć, że bondowskim chronometrem, któremu najbliżej do formy inteligentnego zegarka, jest obecny w filmie Octopussy z 1984 roku mocno zmodyfikowany Seiko G757 Sports 100. Wyposażony w kolorowy wyświetlacz, na którym wykreślał swoje przenikanie do kryjówki Mountainside, czy urządzenie naprowadzające, którego używał do wyśledzenia skradzionych jaj Fabergé, oczywiście z własnymi dla siebie staroświeckimi  manierami, z całą pewnością pojawiły się w głowach projektantów dzisiejszych naręcznych komputerków, które jak się najczęściej okazuje, nie są do niczego nikomu potrzebne (a ich najbardziej użyteczną cechą jest monitorowanie stanu szukanych Pokémonów bez potrzeby wyciągania swojego iPhone’a z kieszeni). Warto wspomnieć jeszcze o trzy lata młodszym modelu – Seiko H357 5040 w wersji prosto od Q potrafił odbierać krótkie wiadomości tekstowe i być używany jak walkie-talkie – mimo iż oryginalny zegarek nawet nie marzył o takiej funkcjonalności, a wąski wyświetlacz na jego tarczy pokazywać mógł co najwyżej aktualną datę.

watch

To oczywiście tylko ułamek technologii spod znaku Jamesa Bonda i Q-Branch – przez wszystkie dwadzieścia pięć części przygód agenta 007 przez jego ręce przewinęło się tak wiele gadżetów, że wyliczanie ich zamieniłoby się w spis encyklopedyczny, dlatego też chciałem przedstawić tylko kilka tych, które miały realny wpływ na późniejsze rozwiązania technologiczne (pomijając może aktówkę – po prostu strasznie mi się podobała) – znaczna część zabawek najlepszego agenta agencji MI6 czerpała bowiem z istniejących już wtedy rozwiązań (nawet bardzo młodych, jak laser w Goldfingerze) lub była kompletnie nierealna do realizacji, głównie przez niezgodność z prawami fizyki. Żeby jednak oddać im hołd, zostawiam was z filmem, którego autor powycinał z wszystkich części przygód naszego bohatera fragmenty zawierające użycie wszystkich występujących w nich gadżetów.

korekta: Kornelia Farynowska

Ostatnio dodane