search
REKLAMA
Seriale TV

FRAN LEBOWITZ: UDAWAJ, ŻE TO MIASTO. Czytaj książki, będziesz wielki

Jan Brzozowski

12 stycznia 2021

REKLAMA

Kiedy Martin Scorsese poznał Fran Lebowitz? Żadne z nich nie pamięta dokładnie – dochodzą jedynie do wniosku, że na pewno było to przed huczną pięćdziesiątką Johna Watersa. Pisarka opowiada, że na każdym przyjęciu, jeżeli oboje są na liście gości, spędzają czas właściwie tylko ze sobą – żartując, dyskutując, wymieniając się opiniami na każdy możliwy temat. Swoją fascynację postacią Lebowitz Scorsese po raz pierwszy przekuł na film 10 lat temu, realizując dokument Public Speaking. Po upływie dekady autor Chłopców z ferajny powrócił do jednej ze swoich najlepszych przyjaciółek. Pod egidą Netfliksa reżyser pogłębił temat, kręcąc siedmioodcinkowy, około trzyipółgodzinny miniserial, którego główną, tytułową bohaterką jest właśnie Fran Lebowitz.

W Polsce autorka Metropolitan Life jest wyjątkowo mało znana – żadna jej książka nie została przetłumaczona na nasz język (wielka szkoda). Lebowitz zaczynała swoją pisarsko-dziennikarską karierę w latach 70., po wyrzuceniu z liceum i przeprowadzce do Nowego Jorku. Wyłowiona przez Andy’ego Warhola trafiła do redakcji czasopisma „Interview”, w którym otrzymała własną rubrykę filmową – „Najlepsze z najgorszych”. Recenzowała w jej ramach niskobudżetowe, pozostawiające pod wieloma względami sporo do życzenia amerykańskie produkcje (wśród opisywanych i ocenianych projektów znalazł się nawet jeden sygnowany nazwiskiem Scorsese – wyprodukowany przez Rogera Cormana Wagon towarowy Bertha). Z czasem Lebowitz zaczęła stawać się coraz bardziej rozpoznawalna – nie tylko ze względu na lekkie pióro, ale różnego rodzaju wywiady i wystąpienia publiczne, w których na plan pierwszy wysunęła się jej niekwestionowana charyzma, błyskotliwość oraz umiejętność celnego ripostowania i szybkiego formułowania zaskakujących wniosków.

Twórca Wilka z Wall Street pozwala wybrzmieć intelektualnym atutom swojej bohaterki. Miesza świeże rozmowy z Lebowitz (nakręcone w przeważającej części w słynnym nowojorskim Players, eleganckim klubie towarzyskim założonym w XIX wieku przez Edwina Bootha – brata mordercy Abrahama Lincolna) z archiwalnymi materiałami, w których pisarka występuje w różnego rodzaju talk-showach oraz sesjach Q&A. Sam pozostaje nieco w cieniu – czasem zada krótkie pytanie lub uzupełni wypowiedź przyjaciółki paroma słowami, najczęściej jednak po prostu dusi się ze śmiechu gdzieś z boku kadru (momentami brzmi to naprawdę niepokojąco). Obecny jest natomiast jako autor na poziomie meta: niejednokrotnie ilustruje i komentuje wypowiedzi Lebowitz fragmentami różnych filmów (nie tylko swoich), nadając w ten sposób poszczególnym epizodom nowy kontekst, a całej produkcji – charakterystyczny, kinofilski smaczek.

Na ekranie niepodzielnie króluje jednak tytułowa bohaterka, z wyglądu przypominająca skrzyżowanie Boba Dylana i Woody’ego Allena, intelektualnie spowinowacona z tak ikonicznymi postaciami jak Dorothy Parker, Susan Sontag czy Pauline Kael. Polskiemu widzowi jej ostre jak brzytwa wywody, niepopularne opinie i cięte riposty skojarzyć mogą się, jak najbardziej słusznie, ze stylem (życia i pisania) Witolda Gombrowicza. Lebowitz wielokrotnie cofa się do czasów młodości, wyciągając z rękawa anegdotę za anegdotą. Opowiada o tym, jak w liceum, jeszcze zanim została z niego wyrzucona, zdobyła tytuł „najbardziej dowcipnej osoby w klasie”; jak na początku pobytu w Nowym Jorku zarabiała na życie jako taksówkarka, jedna z nielicznych kobiet wykonujących wówczas ten zawód; jak uciekała przez kilka przecznic przed wściekłym Charlesem Mingusem; albo jak Leonardo DiCaprio próbował namówić ją do przejścia na e-papierosy podczas realizacji Wilka z Wall Street. Nawet gdy punktem wyjścia dla rozważań Lebowitz jest typowo boomerska, nieznośna uwaga, np. „w dzisiejszych czasach ludzie nie patrzą już na drogę przed sobą, tylko na ekrany telefonów”, to pisarka zawsze umiejętnie przełamuje ją jakąś zabawną, niewiarygodną anegdotą – w tym przypadku dotyczącą chłopaka, który podczas przekraczania jednego z najbardziej niebezpiecznych skrzyżowań w Nowym Jorku, kierował rowerem tylko za pomocą łokci, pisząc jednocześnie SMS-a. Scorsese grupuje snute przez bohaterkę historie tematycznie, układając z nich kolejne odcinki – jeden poświęcony transportowi miejskiemu, drugi zdrowiu i uprawianiu sportu, trzeci finansom i tak dalej.

Na osobnego, drugiego najważniejszego bohatera miniserialu wyrasta Nowy Jork. Co istotne, część rozmów z Fran odbywa się na tle imponującej makiety amerykańskiej metropolii, zaprojektowanej przez Roberta Mosesa w 1964 roku z okazji wystawy światowej. Lebowitz z nostalgią wspomina Big Apple lat 70. – pękające w szwach restauracje, stylowe księgarnie, zadymione kluby jazzowe; budynki i ludzi, których już nie ma. Trudno jednak doszukiwać się w jej nowojorskich opowieściach pustego sentymentalizmu. Pisarka uwielbia narzekać na różnego rodzaju współczesne trendy, nie jest jednak osobą, która nie potrafi pogodzić się z upływem czasu i nierozerwalnie z nim związanymi przemianami kulturowo-społecznymi. Owszem, nie korzysta z telefonu komórkowego, komputera i mediów społecznościowych, ale nie dlatego, że nimi pogardza, tylko dlatego, że od lat świetnie bez nich funkcjonuje.

Moim osobistym faworytem jest ostatni odcinek miniserialu, zatytułowany „Biblioteka”, a poświęcony, jak pewnie zdążyliście się już domyślić, miłości do książek. Fran Lebowitz: Udawaj, że to miasto kończy się wielką apoteozą czytelnictwa – oczywiście nie bez powodu. Książki są największą namiętnością tytułowej bohaterki. Podczas wizyty w oddziale nowojorskiej biblioteki pisarka mówi do Martina Scorsese: „Nie jestem w stanie wyrzucić książki. Dla mnie to jak wyrzucenie człowieka. Jest dużo więcej ludzi, których chętniej bym wyrzuciła”. Najpewniej także i z tego powodu jej domowa biblioteczka liczy już ponad 10 tysięcy pozycji. Lebowitz to żywa egzemplifikacja tego, że oczytanie jest bezpośrednio powiązane z inteligencją, zasobem słownictwa i umiejętnością formułowania myśli. Jestem przekonany, że podpisałaby się obiema rękami pod słynną poradą, której wielokrotnie udzielał Werner Herzog, gdy pytano go o to, jak zostać dobrym reżyserem: „Czytaj, czytaj, czytaj, czytaj, czytaj, czytaj…”. Do podobnych, nadzwyczaj trafnych wniosków można dojść po obejrzeniu znakomitego miniserialu Martina Scorsese.

Janek Brzozowski

Jan Brzozowski

Student trzeciego roku na poznańskim filmoznawstwie. Permanentnynentnie niewyspany, bo nocami chłonie na zmianę westerny i kino nowej przygody. Wielki fan umiejętności aktorskich Jamesa Deana i Jimmy'ego Stewarta oraz urody Ryana Goslinga i Elle Fanning. Poza dziesiątą muzą interesuje go również amerykańska literatura współczesna (w szczególności proza Huntera S. Thompsona, Chucka Palahniuka i Philipa Rotha), a także piłka nożna (od 2006 roku jest oddanym kibicem FC Barcelony). Ostatnimi czasy odkrywa w sobie ogromne pokłady miłości względem kina dokumentalnego. Żałuje w życiu tylko jednego: że nie jest kimś innym.

zobacz inne artykuły >>>

REKLAMA