Connect with us

Publicystyka filmowa

ALE NUMER!

czyli przegląd tytułów z cyferkami

Published

on

ALE NUMER!

Czy tego chcemy, czy nie, kochamy liczby (choć może nie te stojące za fiskusem). Zatem poniższy tekst będzie czystą przyjemnością – radosną, niezobowiązującą wyliczanką (z przyległościami). Zbiorem czynnym, powiedzmy sobie, ważniejszych tytułów filmowych wykorzystujących matematykę, bądź też składających się wyłącznie z cyfr (za wyjątkiem tych uderzających w daty). Część z nich wydaje się oczywista, podczas gdy inne potrafią zaskoczyć, a kilka to prawdziwe rarytasy, nie tylko ze względu na temat. Zatem liczniki w dłoń!

0

Zero to najbardziej kontrowersyjna i zarazem najmniej przyjemna z cyfr – wszak nikt nie lubi być nazywany „zerem”.

Advertisement

Zero nie jest ani liczbą złożoną, ani pierwszą i właściwie… nie istnieje. Jej zapis oznacza dosłownie brak czegoś. Dlatego też większość starożytnych cywilizacji w miejscu, gdzie miało być zero, pozostawiała po prostu pustkę. Co ciekawe, zero znaczy także… początek. Zaczynając od tegoż trudno jednak o dobre wrażenie, bowiem filmowcy nigdy nie byli łasi na posiłkowanie się danym okręgiem.

Za wyjątkiem popularnych w popkulturze agentów, w których kodach zero gra znaczącą rolę – 007 / OSS 117 / Agent 700: Kryptonim N. i swojski porucznik Borewicz, czyli 07 zgłoś się – zdecydowana większość przykładów ogranicza się do zwykłego Zero. Jedno z takowych powstało nawet nad Wisłą, w 2009 roku i w reżyserii Pawła Borowskiego. Rok wcześniej Piotr Łazarkiewicz stworzył z kolei nieco mniej udane Zero_jeden_zero.

Advertisement

Zero Dark Thirty, 2012

Za granicą po 0 sięgnęli jeszcze między innymi Terry Gilliam w Teorii wszystkiego (org. Zero Theorem) i Kathryn Bigelow we Wrogu numer jeden (Zero Dark Thirty – w wojskowym slangu oznaczające trzydzieści minut po północy). Za Sprawcą Zero ganiali Aaron Eckhart i Carrie‑Anne Moss w thrillerze z 2004 roku; Mniej niż zero (Less Than Zero) zaliczył Robert Downey Jr.

, a Ben Stiller doświadczył Efektu Zero. Zero tolerancji mieli natomiast widzowie do widowiska Wycha Kaosayanandy, u nas znanego także pod hasłem Bez przyzwolenia. No i czym byłaby współczesna kinematografia europejska bez Zet i dwóch zer Petera Greenawaya? Ano… niczym.

I

W staropolskim „jedzin” bądź „jedzien”, czyli mocno samolubna liczba, bowiem podzielna jedynie przez samą siebie. Kojarzy się zresztą głównie z samotnością skrytą pod tak nielubianym przez uczniów symbolem pionowej kreski, której z czasem dodano „nosek”, żeby móc odróżnić ją od literek. Jeden oznacza jednak również nierozerwalność, siłę i niepowtarzalność, wręcz „boskość”. To w końcu też synonim sukcesu, o czym przekonał się każdy, kto kiedykolwiek okazał się w czymś „pierwszy”. Inna sprawa, że – jak przekonuje nas kino – jedynka słabo łączy się w pary.

Advertisement

Stąd Jack Nicholson wykonał tylko jeden Lot nad kukułczym gniazdem (One Flew Over the Cuckoo’s Nest), a alianci w filmie Richarda Attenborough poszli O jeden most za daleko. Parę lat później Samuel Fuller pokazał swojemu koledze, że na froncie liczy się tylko i wyłącznie Wielka Czerwona Jedynka. Na apartheid w RPA odpowiedziało prostym The Power of One (u nas: Zew wolności).

Anne Hathaway i Jim Sturgess byli zakochani w sobie zaledwie Jeden dzień, a Gangster numer jeden nie skończył na dużym ekranie dobrze. Także Rok pierwszy nie okazał się tak zabawny, jakby chcieli tego jego twórcy. I odwrotnie – zazwyczaj rozbrajający Robin Williams nie trafił w gusta publiki robiąc na poważnie Zdjęcie w godzinę (One hour photo).

Advertisement

The Big Red One, Robert Carradine, 1980

Z jedynką mierzyli się również Węgrzy, kręcąc na podstawie eseju Stanisława Lema po prostu 1 (aka One Human Minute). A Billy Wilder i Edward Yang z sukcesami próbowali ją rozmnożyć w – odpowiednio – Raz, dwa, trzy oraz I raz, i dwa (Yi Yi). W kinematografii tak zwanej popularnej największym wzięciem cieszą się jednak hity odwołujące się bezpośrednio do jedynych w swoim rodzaju środków transportu, niekiedy wprost z życia wziętych: samolot prezydencki Air Force One z Harrisonem Fordem (który służył także na łodzi podwodnej K-19 znanej jako The Widowmaker), dwie wersje dreszczowca w podziemnym wagoniku Pelham 1 2 3 (u nas oryginał znamy jako Długi postój na Park Avenue, a remake to. .. Metro strachu) oraz kosmiczne Koziorożec 1 i niedawne Łotr 1. Gwiezdne wojny – historie.

A gdy pomnożyć nieco naszą jedyneczkę, to… trudno jej się oprzeć, bo nagle wychodzi nam sporo szczęścia. Tak właśnie było z dalmatyńczykami, których ostatecznie naliczono sto-jeden. Taką też perspektywą kusił Pierwszy milion u Waldemara Dzikiego na początku wieku. Hieronim Przybył oferował Milion za Laurę, a Neve Campbell otrzymała ofertę Milion za noc (w domyśle oczywiście jedną). Jak ukraść milion dolarów głowili się z kolei bohaterowie komedii Williama Wylera. A było jeszcze przecież Ramię za milion dolarów, Million Dollar Hotel, Million Dollar Baby (Za wszelką cenę), Milion lat przed naszą erą. ..

Advertisement

II

Choć dwójka na świadectwie wygląda marnie, a drugie miejsce na mecie nic nie znaczy, to nie ulega wątpliwości, że sama cyfra wydaje się zdecydowanie atrakcyjniejsza od poprzedniczki. To najmniejsza liczba pierwsza i pierwsza tutaj, którą można określić mianem parzystej. Dwójka jest podstawą najprostszych systemów liczbowych. Dwa to dualizm, dychotomia dobra i zła, a w życiu para, bliźniaki. I mimo iż nieszczęścia zdają się chodzić właśnie dwójkami, 2 kojarzy się raczej pozytywnie i pewnie. W kinie numer ten symbolizuje… sequel.

Wszystkich części drugich, ani tym bardziej kolejnych, wymienić jednak nie sposób. Chociaż logicznym wydaje się wzmianka o Dwóch wieżach w fantastycznej trylogii Władca Pierścieni i oczywistym następstwie Kilera jakim było… Kiler-ów 2-óch. Podobnie Hollywood potraktowało Chinatown dopisując mu po latach kontynuację w postaci Dwóch Jake’ów. Także Julie Delpy spędziła wpierw Dwa dni w Paryżu, a następnie tyleż samo w Nowym Jorku. A skoro już przy tym oznaczeniu czasu jesteśmy, to iście gwiazdorską obsadę można obejrzeć w zapomnianym kryminale Dwa dni z życia doliny, a talent Marion Cotillard podziwiać w Dwa dni, jedna noc. Dwa światy to natomiast nie tylko stare reality show, ale przede wszystkim komedia z Morganem Freemanem i Paz Vegą (którą za oceanem zowią 10 Items or Less).

Advertisement

48 Hrs., Eddie Murphy i Nick Nolte, 1982

Nie można zapomnieć też o nieśmiertelnym duecie Eddie Murphy-Nick Nolte, którym dwie doby dwukrotnie liczono pod postacią 48 godzin. Romans na dwie noce przeżyli z kolei całkiem niedawno Analeigh Tipton i Miles Teller. O wiele więcej od scenarzystów dostała Sandra Bullock, bo aż Dwa tygodnie na miłość do Hugh Granta. A że Miłość ma dwie twarze (The Mirror Has Two Faces) z pewnością potwierdzi nam Barbra Streisand. Ona i Audrey Hepburn wespół z Albertem Finneyem, czyli pamiętnych Dwoje na drodze.

Duety uzupełniają jeszcze chociażby Agenci Denzel Washington i Mark Wahlberg (w oryginale 2 guns), Oscarowa Sophia Loren i Eleonora Brown, czyli Matka i córka (tytuł włoski, La ciociara, oznacza dosłownie dwie kobiety) oraz Michael Biehn i Matt Craven, którzy w 1991 roku stanęli wspólnie na filmowym K2. Na rodzimym poletku wystarczy wspomnieć krótkometrażowych Dwóch ludzi z szafą Polańskiego czy proroczą bajkę dla najmłodszych, która prawi O dwóch takich, co ukradli Księżyc.

Idąc dalej – w kultowych Porachunkach cała sprawa rozbija się o dwa muszkiety (org. Lock, Stock and Two Smoking Barrels), a w mało znanym u nas kinie drogi Two-Lane Blacktop o beton (tytuł dosłownie oznacza dwupasmową asfaltówkę). W westernie siostra Sara ma dwa muły (Two Mules for Sister Sara), w animacji Kubo gra na dwóch strunach, a w komedii Steve Martin udowadnia, że co dwie głowy, to nie jedna (Człowiek z dwoma mózgami). Z kolei w dwukrotnie adaptowanej powieści Jamesa M.

Advertisement

Caina Listonosz zawsze dzwoni dwa razy. Tegoż autora było także słynne Podwójne ubezpieczenie. Również podwójną, acz grę (Two for the Money) prowadzili ze sobą natomiast Al Pacino i Matthew McConaughey.

Advertisement

III

Pierwsza liczba Fermata oraz Mersenne’a dla nauki i religii zdaje się mieć wymiar szczególny. Trzy są wymiary, które postrzega człowiek, trzy stany skupienia materii; w chrześcijaństwie Święta Trójca i Trzech Króli (trzeciego dnia zmartwychwstał w dodatku Chrystus, kuszony przez diabła… trzykrotnie), w buddyzmie Trzy schronienia, w hinduizmie Trimurti, a w taoizmie Troje Czystych. W kulturze chińskiej trójka uznawana jest za liczbę szczęśliwą, przyjazną życiu. Sama w sobie oznacza nasilenie, a za jej pomocą często podkreśla się znaczenie czegoś (np. do trzech razy sztuka). I choć trójkąty potrafią życiu miłosnemu wyjść bokiem, a trzy osoby to już tłok, kino lubi trójkę – szczególnie w postaci trylogii.

O nich jednak nie ma co się rozpisywać. Bardzo często zaś filmowcy z sukcesem sprzedają nam historie trójki konkretnych bohaterów, bądź za pomocą potrojenia jakiejś wartości. Trzech było więc Amigos, ale także mężczyzn i dziecko oraz hinduskich idiotów. Robert Altman nakręcił Trzy kobiety (również tytuł dramatu Stanisława Różewicza z 1956 roku), Krzysztof Kieślowski Trzy kolory, David O. Russell Three Kings (u nas jako Złoto pustyni), a Tommy Lee Jones Trzy pogrzeby Melquiadesa Estrady.

Advertisement

Tom Tykwer postawił za to po prostu na Trzy. A tyle właśnie było różnych produkcji pod jakże słodkim hasłem Trzy serca (1939, 1993, 2014). Matthew Perry potrzebował z kolei Troje do tanga, a Joseph L. Mankiewicz z powodzeniem wystosował swego czasu List do trzech żon. Wielokrotnie można było oglądać w kinach, ale nie polskich, także Three of a Kind (stwierdzenie z pewnością znane pokerowym zapaleńcom), o licznych adaptacjach Trzech muszkieterów oraz dzielnej ekipie trzy-stu Spartan (300) nie wspominając.

Three Days of the Condor, Robert Redford, 1975

Podobnie jak w przypadku wcześniejszych cyferek, także trójka służy za wyznacznik czasu. To właśnie o 3:10 (bądź swojskiej „piętnastej”) odjeżdżał pociąg do Yumy. Trzy dni miał Kondor na poprawę swojego położenia w majstersztyku Sydneya Pollacka – podobnie jak Kevin Costner na zabicie wybranego celu w 72 godziny (tytuł oryginalny to właśnie 3 days to kill – notabene warto pamiętać, że ten sam aktor negocjował wcześniej przez Trzynaście dni).

W ciągu tego samego planu tygodniowego Russell Crowe planował Dla niej wszystko (The Next Three Days). Relatywnie niedawno Maciej Ślesicki skupił się natomiast na zaledwie Trzech minutach. 21:37 (ciekawe czy inspirowanych amerykańskim 11:14).

Advertisement

W końcu trójeczka nieobca jest fanom science-fiction. Ikoniczne Bliskie spotkania trzeciego stopnia Stevena Spielberga, niesławny Saturn 3 z Kirkiem Douglasem oraz czarno-białe, artystyczne Pi Darrena Aronofsky’ego, czyli 3. 14159265359 to jego główni reprezentanci.

Advertisement

IV

Najmniejsza naturalna liczba złożona oznacza porządek spraw ziemskich, jak również powszechność. Najwyraźniej czwórka nikogo już nie dziwi, nawet w przypadku porodów. Azjaci na czwórkę reagują niechęcią, gdyż jest homonimem śmierci (wszak mamy Czterech Jeźdźców Apokalipsy). Niemniej świat dzielimy na cztery strony, a towarzyszą nam w nim cztery żywioły oraz cztery pory roku. W kalendarzu co czwarty rok jest przestępny, co roku następuje Tłusty/Wielki Czwartek, a niemal każdy miesiąc liczy sobie cztery tygodnie (przypadeg?). Z kolei w sprawach duchowych możemy doświadczyć czterech stopni wtajemniczenia, bądź Cztery Szlachetne Prawdy. A w kinie? Cóż. Wszystkiego po trochu.

Jeszcze w tym wieku można było oglądać czarną komedię o terrorystach o jakże chwytliwym tytule Cztery lwy. Nieco wcześniej była świąteczna farsa Cztery Gwiazdki z Reese Witherspoon i Vincem Vaughnem oraz sławetne nowelki duetu Tarantino-Rodriguez, czyli Cztery pokoje. A do klasyki śmiechowego gatunku z całą pewnością zaliczyć można przecież Cztery wesela i pogrzeb. Musical dzielnie reprezentują Cztery córki Michaela Curtiza z 1938 roku; sensację Czterej bracia Johna Singletona, czyli swoisty remake westernu Synowie Katie Elder; a kino kostiumowe słynne Cztery pióra, które łącznie ekranizowano aż sześciokrotnie (ostatnim razem przetłumaczono je u nas jako Cena honoru).

Advertisement
OPRAH NA PREZYDENTA, WAHLBERG NA STOS, czyli jak uszczęśliwić kobiety na siłę

The Four Feathers, Heath Ledger i Kate Hudson, 2002

Jedynie w przypadku szeroko pojętej fantastyki nie jest zbyt różowo, gdyż nie poraża ani młodzieżowe Jestem numerem cztery, które nigdy nie zamieniło się w planowaną serię, a już na pewno nie mająca zupełnie szczęścia do dużego ekranu Fantastyczna Czwórka, której ostatnia próba adaptacji skończyła się sromotną klęską. Jeśli natomiast kogoś najdzie ochota na dramat psychologiczny, to Cztery noce z Anną proponuje Jerzy Skolimowski, a Andrzej Kondratiuk swego czasu popełnił Cztery pory roku. Podobną grę słów oferuje mini-seria z Kuby z roku ubiegłego, Cztery pory roku w Hawanie, czyli cztery odcinki, cztery historie i cztery zagadki kryminalne w jednym.

Nie można zapominać także o klasyce włoskiego giallo, czyli Czterech muchach na szarym aksamicie (!) Dario Argento, ani tym bardziej o rumuńskim zdobywcy Złotej Palmy w Cannes – 4 miesiące, 3 tygodnie i 2 dni Cristiana Mungiu. Stawkę dopełnia mało znane dokonanie naszych południowych sąsiadów, Cztery słońca oraz familijne filmidło The Karate Dog, w którym z jakichś przyczyn zagrali Jon Voight i Pat Morita, a które przetłumaczono w Lechistanie na. .. Karate na cztery łapy.

https://www.youtube.com/watch?v=noRSyXRCBUw

Advertisement

V

Cyfra, którą w rzymskim zapisie można pomylić z popularnym w popkulturze symbolem wolności (pewnie dlatego nikt tak nie zamawia pięciu piw). „Liczba człowieka” generalnie kojarzy się jednak pozytywnie – zwłaszcza pracującym, którzy z wytęsknieniem oczekują piątego dnia tygodnia, zacierając pięciopalczaste rączki z myślą o weekendzie, podczas którego będzie można nacieszyć wszystkie pięć zmysłów i przybić piątkę ze znajomymi. Pięć jest ważne dla muzyki, Islamu, Brytyjczyków (5 listopada, MI-5), Amerykanów (sławetna piąta poprawka do konstytucji) oraz kobiet (Chanel No. 5). Dziwi zatem, że w kinie rzadko kiedy można ją spotkać w głównej roli.

Najjaśniej na filmowym panteonie świeci zatem wciąż Piąty element Luca Bessona – obecnie kanon science-fiction. Do tego samego gatunku, acz kompletnie innej jakości zaliczyć można również młodzieżową Piątą falę. W telewizji kultowy stał się serial Babylon 5, który doczekał się aż sześciu filmowych rozszerzeń. Niejako przy okazji, z czysto kronikarskiego obowiązku, warto wspomnieć także o Johnnym numer 5 – bohaterze Krótkiego spięcia.

Advertisement

W fantasy Hobbit, po podziale na części, przyniósł nam Bitwę Pięciu Armii, a współczesny horror bez serii slasherów pod hasłem Piątek trzynastego byłby niekompletny.

The Fifth Element, Milla Jovovich, 1997

Świeżynką na filmowej mapie komedii, mimo, ekhm, pięciu lat na karku, pozostają z kolei Jeszcze dłuższe zaręczyny, czyli w oryginale The Five-Year Engagement. W 2009 roku Irlandczycy doczekali się swoich Pięciu minut nieba z Liamem Neesonem. Blisko dekadę wcześniej Pięć asów miał w zanadrzu Charlie Sheen (w filmie bynajmniej nie pokerowym), a w thrillerze z 2006 roku Ryan Phillippe był bliski stracenia Pięciu palców. Pięć ton i on (Larger Than Life) z pewnością do dzisiaj śni się za to Billowi Murrayowi, który musiał dzielić ekran ze. .. słoniem.

Bardziej ambitne kino to przede wszystkim Pięć łatwych utworów z Jackiem Nicholsonem, skandalisty Larsa von Triera Pięć nieczystych zagrań, iście matematyczne 5×2 – z wyjaśniającym dopiskiem dystrybutora pięć razy we dwoje – Françoisa Ozona, zapomniana już w sumie Dzielnica pięciu narożników (Five Corners) z Jodie Foster oraz ekranizacja prozy Kurta Vonneguta Rzeźnia nr 5 pod dyktando George’a Roya Hilla. Pięć minaretów w Nowym Jorku może natomiast poszczycić się całkiem niezłą obsadą weteranów kina amerykańskiego i nietypowym spojrzeniem na zagadnienie terroryzmu w USA.

Advertisement

Zaawansowani kinomani mogą pamiętać jeszcze Freda Zinnemanna Five Days One Summer z Seanem Connerym, u nas przepoczwarzone w Na skraju przepaści. Ostatecznie krótką listę kończy wojenne Pięć grobów na drodze do Kairu Billy’ego Wildera, który nie pierwszy i nie ostatni raz przewija się przez numerki…

Advertisement

VI

W matmie liczba doskonała (ocena celująca), acz normalnie symbolizująca… niedoskonałość, niepełność. Liczba atomowa węgla cierpi na kilka takich paradoksów, bowiem z jednej strony numerolodzy uważają ją za szczęśliwą, a z drugiej kultura bezpowrotnie przypisała jej diabelskie zdolności. Sześć ramion ma Gwiazda Dawida, sześć odnóży charakteryzuje owady i tyle samo jest strun w gitarze. Według Biblii szóstego dnia został stworzony człowiek. Szóstym zmysłem (odhaczone!) nazywamy zdolność wyczuwania niewyczuwalnego, Sześć stóp pod ziemią (odhaczone!) z reguły grzebie się nasze szczątki (duchy których możemy potem wyczuwać niewyczuwalnym), a szósty wymiar jest dla nas wciąż nieosiągalny. No i jest jeszcze kostka Rubika, czyli sześcian aka Cube (odhaczone!). Co nam z sześciu zostaje w kinie?

Przede wszystkim Oscarowa animacja Disneya Wielka Szóstka (Big Hero 6), z której za diabła nie pamięta się jednak głównych bohaterów, lecz pociesznego białego robota. Pozostając w klimatach filmowych światów przyszłości – Arnold Schwarzenegger rozdwoił się na potrzeby sensacyjnego sci-fi 6-ty dzień, ale mimo to nie był to jego najlepszy film. Podobnie jak komedia Sześć dni, siedem nocy (nie mylić z francuskim Sześć dni, sześć nocy) nie należy do najjaśniejszych punktów filmografii Harrisona Forda, a Obcy z głębin (ang. DeepStar Six) do klasyków podwodnego kina fantastycznego. Bywa.

Advertisement

Big Hero 6, Baymax, 2014

Dziewczyna nr 6 Spike’a Lee oraz Szósty stopień oddalenia ze świetną rolą Willa Smitha to kolejne warte uwagi tytuły w temacie generalnie niezbyt rozległym. Listę pozycji obowiązkowych zamyka kostiumowe Sześć żon Henryka VIII z Wielkiej Brytanii, campowy, nie rozpowszechniany w Polsce Six-String Samurai, kultowy, mające wkrótce doczekać się kinowej inkarnacji serial The Six Billion Dollar Man oraz irlandzki zdobywca Oscara w kategorii krótkometrażowej – Sześciostrzałowiec Martina McDonagha.

Uzupełnić można ją dziełami o wątpliwej jakości poznawczej, lecz z całą pewnością mocno egzotycznymi. Do takowych zalicza się komedia z Jeffem Goldblumem Transylvania 6-5000, B-klasowy akcyjniak 6 kul, w którym Jean-Claude Van Damme wystąpił ze swoją córką, Biancą, a także polską komedię młodzieżową z koszykówką w tle – 6 dni strusia, którymi na początku stulecia próbowano zawojować rynek. Wisienką na torcie jest natomiast radosna twórczość czechosłowacka z 1972 roku: Sześć niedźwiedzi i klown Cebulka.

Advertisement

VII

Pełnia, całość, doprowadzenie czegoś do końca – tak przedstawia się znaczenie liczby siedem, powszechnie uznawanej za mistyczną i wyjątkowo szczęśliwą. Nie przeszkodziło to jednak w wymyślaniu powiedzonek pokroju „wyglądać jak siedem nieszczęść”. Zbliżone zapisem do „jedynki”, siedem kojarzy się także z upragnionym wypoczynkiem – wszak nawet Bóg się zmęczył swoją radosną twórczością i siódmego, ostatniego dnia tygodnia wziął nż-tkę. Siedem jest kontynentów oraz cudów świata (rokrocznie rozwadnianych kolejnymi). Uznaje się siedem grzechów głównych, tyleż sakramentów i sztuk wyzwolonych.

Rzym słynie ze swoich siedmiu wzgórz, hinduizm z siedmiu matek, a BMW z luksusowej serii 7. Generalnie symbolika siódemeczki jest bodaj najbogatsza ze wszystkich cyferek. Kino również nie pozostaje jej dłużne.

Advertisement

Obok opus magnum, czyli Fincherowskiego Siedem (zapisywanego również w formie Sie7em / Se7en), powstało kilka różnych filmów o tytule Siedem grzechów głównych (1952, 1962, 1993, 2008 i 2010). Wokół podobnych kwestii życia i śmierci krąży sławetna Siódma pieczęć, Siódmy krzyż i Siedem dusz (Seven Pounds) z Willem Smithem. Było Siedem dni w maju Johna Frankenheimera, 7 dni stycznia Juana Antonio Bardema, Siódmy dzień Carlosa Saury, 7 minut Macieja Odolińskiego (jak i Russa Meyera) oraz Siedem minut po północy J. A. Bayony. Márta Mészáros odważnie weszła do Siódmego pokoju, Brad Pitt spędził Siedem lat w Tybecie, Lucio Fulci odegrał nam Siedem czarnych nut, Jackie Chan walczył na Siedem pięści, Hayden Christensen zaliczył Zniknięcie na 7. ulicy, a Demi Moore ujrzała Siódmy znak. Siedem życzeń to zaś domena pewnego kota z rodzimego serialu dla milusińskich.

Se7en, Brad Pitt i Morgan Freeman, 1995

Nic tak jednak nie rozgrzewa emocji, jak liczne towarzystwo. Nie ważne, czy za drzwiami czai się 7 psychopatów, w pokoju obok bawi się Siedem dziewcząt kaprala Zbrujewa, w lesie skrywa Królewna Śnieżka i siedmiu krasnoludków, o wolność walczy Siedmiu samurajów lub wspaniałych, po ulicach Chicago chadza Robin i 7 gangsterów, w Chinach nawraca Siedem kobiet, a na wydanie czeka Siedem narzeczonych dla siedmiu braci – w kupie zawsze raźniej, o czym przekonał się całkiem niedawno samotny Siódmy syn, który poległ w box offisie. Względem płci pięknej warto przywołać także Kieślowskiego krótkie spojrzenie na Siedem kobiet w różnym wieku, zabawne Siedem piękności Pasqualino oraz nowelowe Siedem razy kobieta, czyli Vittorio De Sici siedem rozprawek o… cudzołóstwie. Nad Wisłą panie próbowały wziąć odwet i wyjawić 7 rzeczy, których nie wiecie o facetach, ale im nie wyszło.

Wypada wymienić także ponownie Billy’ego Wildera, który odpowiada tym razem za Słomianego wdowca – oryginalnie The Seven Year Itch, co oznacza używany przez psychologów termin małżeńskiego kryzysu o podstawach seksualnych – oraz wojenny Stalag 17. Od siedmiu wzwyż to natomiast bezbłędne kino sensacyjne z Royem Scheiderem jako policjantem tytułowej komórki policji (The Seven-Ups), zajmującej się jedynie tymi rodzajami wykroczeń, za które grozi powyżej siedmiu lat więzienia.

Advertisement

W stawce nie może także zabraknąć Sindbada, który w latach 50. odbył swoją 7. podróż, a po blisko 7×7 latach został animowaną Legendą siedmiu mórz. Ciekawostką jest zaś Siódme niebo – widowni telewizyjnej znane przede wszystkim jako serialowy tasiemiec z Jessicą Biel – dostępne w aż czterech różnych wariantach: niemieckim (1927), amerykańskim (1937), francuskim (1958) i polskim (1985). A to wszystko i tak wierzchołek góry lodowej…

Det sjunde inseglet, 1957

VIII

Cyfra o tyle ciekawa, że nie zalicza się ani do liczb pierwszych, ani do półpierwszych. Jej okrągłe kształty w zapisie arabskim przysłużyły się jej wizerunkowi doskonałości i obfitości. A gdy pijana przewróci się na bok, zamienia się od razu w nieskończoność. W naturze i zbrodni nieodzownie kojarzona z ośmiornicą o długich i lepkich mackach. W skrótach klawiszowych robi za „okulary”, a na imprezkach komputerowych nerdów rozgrzewa bitami. Bila z numerem osiem jest najważniejsza na stole bilardowym, a na ryk silnika V8 nie ma mocnych. Także w kinie ósemka dosadnie zaznaczyła swoją obecność, nie tylko za pomocą popularnego wśród amatorów formatu taśmy.

Osiem milimetrów aka Super 8 – takie też tytuły filmów przychodzą jako pierwsze na myśl. Jeden z nich jest mocnym thrillerem z Nicholasem Cagem. Drugi udaną laurką dla Kina Nowej Przygody. Oba warto obejrzeć. Żelazną klasyką ruchomego obrazu nadal pozostaje natomiastFelliniego, któremu Peter Greenaway stworzył po latach niejaki hołd w postaci 8 i pół kobiety. Także François Ozon nakręcił rozśpiewane 8 kobiet. Swego czasu na pierwszych stronach gazet głośno było również o filmowym debiucie rapera Eminema o tytule 8 mila, odwołującym się do nazwy miejscowej drogi stanowiącej granicę pomiędzy białą, a czarną społecznością. Jeszcze lepszy okazał się reżyserski debiut Paula Thomasa Andersona – Ryzykant, znany także jako Sydney oraz, przede wszystkim, Hard Eight (termin hazardowy).

Advertisement

8 1/2, Marcello Mastroianni, 1963

W latach 30. na Kolację o ósmej zapraszał George Cukor, którego dzieło wskrzeszono na potrzeby telewizji pół wieku później. Dla tego też medium Brytyjczycy nakręcili dramat polityczny w gwiazdorskiej obsadzie, Ósma strona. Następnie Elizabeth Taylor, która za swoją rolę w odważnym jak na tamte czasy BUtterfield 8 – w dużym skrócie: opowieści o prostytutce – otrzymała swojego pierwszego Złotego Rycerza. Nie tak dawno nagrodą tą uhonorowano jeszcze muzykę z Nienawistnej ósemki Quentina Tarantino.

No i jest on, Obcy, którego genezę polski dystrybutor niemal od razu postanowił widowni odrobinę przybliżyć – tak narodził się 8. pasażer Nostromo.

Ośmiokąt – tę pozycję z Chuckiem Norrisem z pewnością pamiętają dzieci ery VHS, bowiem dystrybutowało ją u nas sławetne Video Rondo. Na kasetach wideo popularna była również komedia z Joe Pescim Osiem głów w torbie, a grzeszną przyjemnością początków XXI wieku okazał się Atak pająków, czyli Eight Legged Freaks. Familijna Przygoda na Antarktydzie (Eight Below) z psiakami oraz posępny thriller Jennifer 8 z Andym „psie oczy” Garcią dopełniają kinowego wizerunku podwójnie okrągłej cyferki. Rzutem na taśmę dopisać można tutaj jeszcze zbliżające się wielkimi krokami Ocean’s 8, czyli kobiecą przeróbkę 11, 12 i 13 Danny’ego Oceana. Pytanie czy panie będą cieszyły się zbliżonym powodzeniem.

Advertisement

IX

Kolejna liczba szczęśliwa – na Dalekim Wschodzie widzą w niej gwarancję długiego życia. Dla Żydów to z kolei symbol odrodzenia i podróży, co można odczytywać różnie, zważywszy, że w chrześcijaństwie wędrówka do piekła prowadzi przez dziewięć bram. Z drugiej strony dziewięć jest także anielskich chórów, a Allah posiada 99 imion. Dziewiątka była też ważna dla kultur Indian Amerykańskich i starożytnej Grecji. A według hinduskich nauk jogi człowiek posiada dziewięć naturalnych otworów w ciele. Dziewięć miesięcy trwa także ciąża u kobiety (i tak, powstał film o takim tytule). Natomiast koty mają ponoć dziewięć żyć. I niemal wszystkie te rzeczy znajdziemy w kinie.

Advertisement

Przyjemna, prawiąca o przeznaczeniu animacja 9 oraz muzyczne, wypełnione miłością do kobiet Nine – Dziewięć same przywołują się tu na myśl. Równie mało oryginalnym tytułem może pochwalić się komedia Nine Lives, czyli po polsku Jak zostać kotem. Bezpośrednio do ilości kotowatych żywotów odwołuje się także druga część przygód rubasznego futrzaka Fritza oraz surrealistyczny film z 2000 roku o Tomaszu Katzu (czyżby daleki kuzyn?). Dopiero co mogliśmy oglądać także jak wygląda 9. życie Louisa Draxa.

LIAM NEESON. Z browaru Guinnessa na plan filmowy

The Ninth Gate, Johnny Depp, 1999

W latach 70. Abel Ferrara podpisał się pod pornosem Nine Lives of a Wet Pussy (w wolnym tłumaczeniu: Dziewięć żyć mokrej cipki), a Dario Argento stworzył Kota o dziewięciu ogonach (tytuł bezpośrednio odwołuje się do bicza o nazwie kańczug, za pomocą którego zarówno karano nieposłusznych, jak i samoczynnie pokutowano za grzechy). Sensacyjne Psy mafii to z kolei w swym pierwotnym nazewnictwie Triple 9. A jeśli mowa o zwierzaczkach, to nie można zapomnieć o K-9 – jednocześnie komedii z Jamesem Belushim oraz nazwie policyjnej jednostki na cztery łapy (ciekawe czy uczą tam karate?).

Dziewiąte Wrota Polańskiego wracają na ścieżkę stricte religijną, bezpośrednio przywołując diabła (wszak 9 to odwrócone 6, a premiera odbyła się w 1999 roku). Podskórnie, na zasadzie alegorii, da się wyczuć te konotacje także w mało znanej w Polsce, ogółem niedocenionej adaptacji powieści The Ninth Configuration (Dziewiąta konfiguracja) zmarłego niedawno Williama Petera Blatty’ego. W Rosji wojenną klasyką szybko stała się 9 Kompania, w USA niezwykle popularna była, przerobiona również na serial, komedia Od dziewiątej do piątej (9 to 5) z Dolly Parton, a Dystrykt 9 z RPA okazał się nieoczekiwanym hitem roku… 2009. Dokładnie pół wieku wcześniej Ed Wood nakręcił „najgorszy film w historii”, czyli Plan dziewięć z kosmosu. W końcu nie można też przejść obojętnie obok 9 1/2 tygodnia – kanonu kina erotycznego, w którym nadal wiele kontrowersji wzbudza także 9 songs Michaela Winterbottoma.

Advertisement

https://www.youtube.com/watch?v=BGB2lGyDrTw

X

Podstawa systemu dziesiętnego, reprezentuje zupełność spraw ziemskich. Nie powinno to dziwić zważywszy, że natura obdarzyła nas dziesięcioma palcami na odnóżach. Jako liczba tak zwana okrągła, dyszka ma szczególne znaczenie w wyznaczaniu wszelakich rocznic oraz nakreślaniu moralnych kodeksów. Wiele kultur żyje wedle dziesięciu przykazań, czyli tak zwanego Dekalogu (zekranizowanego na przeróżne sposoby, w tym przez Kieślowskiego). W buddyzmie przestrogą jest dziesięć złych uczynków. Tyle samo było plag egipskich. Poza tym nie ma to jak trafić w dziesiątkę. No i przecież kino uznaje się za dziesiątą muzę. Czy to szlachectwo zobowiązuje?

Advertisement

Poniekąd, acz generalnie nie bardzo jest co chwalić. Zwykłe 10 oraz Dziesiątka to wbrew pozorom nie to samo – to pierwsze to dziesięć dokumentalnych sekwencji Abbasa Kiarostamiego, drugim jest komedia Blake’a Edwardsa z Bo Derek. Obie wykorzystują dwucyfrową liczbę w sposób nad wyraz ewidentny. Niemniej oczywiste wydaje się 10 lat – komediowy dramat sprzed lat sześciu o zjeździe absolwentów – oraz sztuczna wizja prehistorii w reżyserii Rolanda Emmericha, 10.000 B.C. Pod tym względem o wiele bardziej wyrafinowana wydaje się komputerowa komedia z Alem Pacino, której oryginalna pisownia to S1m0ne. Cóż, tak też można.

10, Bo Derek, 1979

Adresy to kolejny trop do podjęcia. Fantastyczne Cloverfield Lane 10 w USA i ponury Dom przy Rillington Place 10 w Londynie – tam można próbować słać kartki pocztowe. Dyszka dobra jest również do odmierzania czasu. Wpierw 10 minut do północy z Charlesem Bronsonem, a 10 minut później dwa zbiory nowelek: Trąbka / Wiolonczela, w których pierwszych skrzypiec bynajmniej nie grają rzeczone instrumenty. Albo quasi-biograficzne Hitler – ostatnie 10 dni z Aleciem Guinnessem.

Pomiędzy nimi dozwolone jest zastanawianie się Jak stracić chłopaka w 10 dni, bądź Jak ugryźć 10 milionów w dwóch częściach, oryginalnie nazwanych The Whole Nine i The Whole Ten Yards – ten piewszy zwrot oznacza dokładnie „pełną stawkę”, tudzież „pójście na całość”.

Advertisement

A ponieważ nie ma co przywoływać takich paździerzy jak Hangar 10 lub telewizyjne „widowisko” 10.5 w skali Richtera, toteż zamykamy przykładami zagranicznymi. I tak Miłosna układanka z Rebeccą Hall, Jamesem McAvoyem i Alice Eve to w oryginale Starter for 10 (terminologia wywodząca się z telewizyjnego teleturnieju, w którym uczestniczą bohaterowie). Zakochana złośnica, czyli młodzieżowa adaptacja Szekspira z nieodżałowanym Heathem Ledgerem, to z kolei 10 Things I Hate About You (10 rzeczy, których w tobie nie cierpię). A wojenni Komandosi z Navarony, czyli sequel do słynnych Dział…, to Force 10 from Navarone (kod jednostki sabotażowej Harrisona Forda). Ot, i wsio!

Advertisement

Gratuluję – dobrnęliście do końca, zapewne zabijając marazm w pracy. Jeśli wyłowiliście z powyższych zbiorów coś ciekawego (przy okazji poprawiając niebywale swoje matematyczne zdolności), to nie był to taki zupełnie stracony czas. A jeśli tylko scrollowaliście w dół, to przynajmniej macie świadomość, że myszka działa poprawnie. Pamiętajcie tylko, że im więcej cyferek na ekranie, tym kino chętniej z nich korzysta – ale o tym to już może kiedy indziej…

Advertisement

KINO - potężne narzędzie, które pochłaniam, jem, żrę, delektuję się. Często skuszając się jeno tymi najulubieńszymi, których wszystkich wymienić nie sposób, a czasem dosłownie wszystkim. W kinie szukam przede wszystkim magii i "tego czegoś", co pozwala zapomnieć o sobie samym i szarej codzienności, a jednocześnie wyczula na pewne sprawy nas otaczające. Bo jeśli w kinie nie ma emocji, to nie ma w nim miejsca dla człowieka - zostaje półprodukt, który pożera się wraz z popcornem, a potem wydala równie gładko. Dlatego też najbardziej cenię twórców, którzy potrafią zawrzeć w swym dziele kawałek serca i pasji - takich, dla których robienie filmów to nie jest zwykły zawód, a niezwykła przygoda, która znosi wszelkie bariery, odkrywa kolejne lądy i poszerza horyzonty, dając upust wyobraźni.

Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *