Connect with us

Publicystyka filmowa

20 lat minęło… The Rock komentuje swój ringowy debiut

DWAYNE „THE ROCK” JOHNSON wspomina swój debiut ringowy, podsumowując dwadzieścia lat kariery pełnej magii, energii i pozytywności.

Published

on

20 lat minęło... The Rock komentuje swój ringowy debiut

Dwayne „The Rock” Johnson wystartował na Youtube z nowym cyklem, gdzie nagrywa swoje reakcje na różne rzeczy. Brzmi to w założeniach dosyć głupio i wydaje się być prostym skokiem w schematy wideo, które niestety rządzą na całej platformie, ale jest rzecz, która sprawia, że te kilka minut stanowi dobre podsumowanie dwudziestu lat kariery wrestlera/aktora/Da Vinciego naszych czasów.

Advertisement

Bo ciężko dzisiaj znaleźć w Hollywood drugiego aktora (czy po prostu faceta), który byłby tak fajny. Emanował tak pozytywną energią. Od lat śledzę jego karierę, zaczynałem jeszcze w czasach, gdy na anglojęzycznych kanałach oglądałem po nocach transmisje wrestlingu – największego cyrku Ameryki. Nie będę się tutaj teraz rozwodził nad moją w pełni heteroseksualną, ale niezaprzeczalnie namiętną miłością do tego magicznego kloca o gołębim sercu, bo na to przyjdzie czas w większym tekście, ale warto za każdym razem nadmieniać, jak bardzo pozytywna jest to postać.

Bo nawet w tym krótkim materiale, gdzie komentuje swoją pierwszą oficjalną walkę z 1996 roku, widać magię Johnsona. Nic dziwnego, że to jego charyzma dodała rozrywkę do serii G.I. Joe (walka z Rayem Stevensonem to zresztą najlepsza sekwencja w cyklu), ale przysłużył się wymiernie do tego, że Szybcy i wściekli zostali jedną z najbardziej kasowym marek filmowych w historii kina. Ma oczywiście na koncie sporo zakalców, ale nie da się ukryć, że nawet Dobra wróżka jest zjadliwa, gdy widzi się w filmie ten poczciwy uśmiech.

Advertisement

Fajnie, że artysta dawniej znany jako Rocky Maivia, oficjalnie Dwayne Johnson, a dla wszystkich już na zawsze po prostu The Rock jest na tym świecie i dodaje kolorytu jankeskiej popkulturze. Może i nigdy nie dostanie Oscara (chociaż trzymam kciuki), ale na pewno napiłbym się z nim piwa.

No i to jemu Arnold Schwarzenegger oficjalnie przekazał w Witajcie w dżungli (2003) pałeczkę zaklinacza kina akcji:

Advertisement

Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *