Recenzje
WYSOKA DZIEWCZYNA. Netflix niskich lotów
WYSOKA DZIEWCZYNA to historia o nastolatce z problemem, który staje się jej największym wyzwaniem. Czy akceptacja siebie to klucz do szczęścia?
Nie jestem na bieżąco z filmami młodzieżowymi, ale wydaje mi się, że nie powinny być aż tak płytkie i banalne. Mam przynajmniej taką nadzieję. Wysoka dziewczyna zapowiadała się nieźle, jak niezbyt wymyślna, ale przyjemna produkcja o nastolatkach i ich problemach. Seriale Euforia i Stranger Things udowodniły ostatnio, że każda konwencja jest dobra, jeśli ma się pomysł i scenariusz.
Wysoka dziewczyna to tylko około stu minut, a nie kilka godzin, więc tym bardziej był potencjał, by zabrać się za jeden problem i przedstawić go w skondensowanej, angażującej formie. Nie tym razem. Netflix zrobił to tak źle, że aż przykro patrzeć.
Tytułowa dziewczyna to Jodi (Ava Michelle). Wszystko z nią w porządku – jest zdrowa, sympatyczna i zdolna. Ma też dwójkę przyjaciół, z których jeden z nich jest w nią zapatrzony jak w obrazek. Niestety przez swój wysoki wzrost Jodi regularnie pada ofiarą żartów. Robi więc wszystko, żeby nie rzucać się w oczy – chodzi w płaskich butach, garbi się, unika spojrzeń innych. Od pierwszych scen jest przedstawiana jak dziwoląg i tak się czuje. Szansą na normalność może być nowy, bardzo wysoki uczeń ze Szwecji. Z czasem okazuje się, że nie wszystko idzie zgodnie z planem.
Albo inaczej: wszystko idzie według schematu. Od linijki. Wysoka dziewczyna to ścisła czołówka najbardziej sztampowych produkcji na planecie. Od pierwszych scen wiadomo, jak się kończy, a odhaczanie kolejnych wydarzeń jest ekscytujące jak czytanie listy obecności na matematyce w poniedziałkowy poranek. Z tym że obowiązek szkolny musiał zostać spełniony, a oglądania Wysokiej dziewczyny można uniknąć. Argumenty przeciw są dwa, za to mocne.
Pierwsza sprawa: niesamowite, że w czasach, kiedy celebruje się ludzką różnorodność, mógł powstać film bazujący na wyśmiewaniu kogoś, bo jest wysoki. W dodatku wygląda to tak, jakby twórcy chcieli zrobić pouczający film o tym, że nikogo nie wolno dyskryminować, ale w taki sposób, żeby przy tym nie urazić żadnej grupy społecznej. Trochę za dużo tej asekuracji. Gdyby Jodi była: czarnoskóra/Żydówką/muzułmanką/chrześcijanką/aseksualna, temat dyskryminacji wiązałby się przynajmniej z rzeczywistymi, poważnymi problemami i mógłby zaangażować widza. Robiąc ze wzrostu bohaterki główny problem, twórcy zachowali się jak rodzice Jodi, którzy nieświadomie (i, rzecz jasna, w dobrej wierze) traktują ją jak dziwadło, a nie jak normalną dziewczynę. Poza tym – kto powyżej podstawówki wyśmiewa się z wysokich ludzi? Rozumiem, że film jest dla młodzieży, ale, do diabła, dlaczego bohaterowie muszą być aż tak stereotypowi? Klasowy błazen, szkolna piękność z wianuszkiem przydupasów, lokalne dziwadło, zagraniczny chłopak marzeń – naprawdę? Już Miłość pod jednym dachem była żenująco banalna, ale po Wysokiej dziewczynie zaczynam się zastanawiać, czy tych filmów nie generuje jakiś algorytm.
