Plebiscyt
Najlepsze FILMY SZTUK WALKI. Ranking czytelników
Odkryj NAJLEPSZE FILMY SZTUK WALKI i zanurz się w świat emocjonujących pojedynków oraz majestatycznych wojowników w naszym rankingu!
Czy ktoś potrafi zaproponować lepszą rozrywkę na grudniowy wieczór niż film o wojownikach bądź wojowniczkach majestatycznie okładających się pięściami i kopniakami? Być może, ale po co szukać dalej, skoro kilka najlepszych tytułów kina kopanego potrafi rozgrzać jak mało co.
Klasyczne kino karate, kung fu, chińskie wuxia, amerykańskie superprodukcje – filmy sztuk walki to wyjątkowo różnorodny gatunek. Dlatego wszystko wskazywało na to, że wybór 30 najlepszych tytułów będzie zadaniem karkołomnym. Ku naszemu zdziwieniu głosujący byli ze sobą zgodni jak nigdy – filmy, które wywalczyły sobie miejsca w czołowej dziesiątce, przewyższały resztę ogromną różnicą głosów. Faworyci dali o sobie znać już w pierwszych dniach głosowania, utrzymując wysoką pozycję do samego końca.
Poniżej znajdziecie listę 30 zwycięskich tytułów. Sprawdźcie sami, czy wyniki was zaskoczą!
30. Narodziny legendy: Ip Man (2010)
reż. Herman Yau
Produkcja ta bazuje na tej samej postaci, co trylogia Ip Mana, i występują w niej ci sami aktorzy, których mogliśmy zobaczyć w pozostałych filmach. Tym razem historia koncentruje się na młodzieńczych latach tytułowego mistrza, gdy ten dopiero uczył się charakterystycznego dla siebie stylu walki. Śledzimy jego drogę od szkoły do podróży do Hongkongu, która odmienia jego życie. Nie uświadczymy tu świetnych scen walk znanych ze wspomnianej trylogii, bo reżyser skupił się na mało efektownym realizmie.
Produkcja cierpi na wymuszony melodramatyzm i kompletny brak logiki, jeśli chodzi o niektóre wątki. Dotyczy to w szczególności sposobu, w jaki portretowani są Japończycy. Zamiast tego lepiej sięgnąć po film Wong Kar-waia, który znacznie lepiej przedstawia historię. [Gracja Grzegorczyk]
29. Draka w Bronksie (1995)
reż. Stanley Tong
Choć Jackie Chan już dekadę wcześniej zaistniał na amerykańskim rynku, grając w dwóch częściach Wyścigu Cannonball, to za prawdziwy przełom należy uznać dopiero właśnie Drakę… Udział w produkcji przyniósł mu rozpoznawalność nie tylko w USA, ale też na całym świecie. Nie jest to z pewnością najlepsze dokonanie ani w jego karierze, ani w kinie kopanym w ogóle, niemniej pozostaje efektownym, atrakcyjnym filmem, który nawet po latach ogląda się naprawdę wybornie. W dodatku część trików wykonywanych tu przez Chana weszła do klasyki gatunku. [Jacek Lubiński]
28. Krwawa pięść (1989)
reż. Terence H. Winkless
Jake Raye, ceniony i utytułowany kickboxer, dowiaduje się, że w tajemniczych okolicznościach został zamordowany jego brat (również kickboxer). Wstrząśnięty wyrusza do Manili, aby tam wziąć udział w turnieju, gdyż jest to jedyny sposób na odnalezienie sprawcy śmierci bliskiego. Na miejscu pomaga mu w sprawach techniczno-organizacyjnych nieoceniony Kwong. Pierwszy film z (nie chciałbym nadużywać tego słowa, ale inaczej się nie da) kultowej serii, która celowała w specyficzny gust miłośników i entuzjastów kopanego kina amerykańskiego klasy C, z autentycznym mistrzem świata w kickboxingu.
[…] Samemu filmowi można wiele zarzucić, ale nie to, że nie leją się po mordach. I o to chodzi. Aktorstwo jest na poziomie… na poziomie przedstawień z pierwszych klas podstawówki (które są o wiele bardziej urocze), ale zwinności, szybkości (podrasowanej montażem) i wściekłych oczu można „aktorom” tylko pozazdrościć. Nie można też narzekać na brutalność – jest jej sporo. Sam obraz stał się sporym sukcesem, bo zarobił w samych Stanach Zjednoczonych ponad milion dolarów. [Tomasz Urbański, fragment artykułu]
27. Gra śmierci (1978)
reż. Bruce Lee, Robert Clouse
To film, którego miało nie być. Powstał tylko po to, by wycisnąć z nazwiska Bruce’a Lee ostatnie soki. Aktor pracował nad Grą śmierci, ale jako że zmarł przedwcześnie, nie zdołano nakręcić większości scen. Producenci znaleźli jednak rozwiązanie. Przetworzono fabułę tak, by śmierć aktora dobrze się w nią wpisywała. Bruce’a z kolei zastąpił dubler, któremu w niektórych scenach zakładano na twarz tekturową podobiznę Lee. Efekt? Iście kuriozalny, jak się sami domyślacie. Ale jedno trzeba Grze śmierci oddać.
Finałowe pojedynki, czyli sceny nagrane jeszcze za życia Lee, są po prostu ka-pi-tal-ne. Z kolei żółty dresik, w którym aktor występuje, to chyba najbardziej charakterystyczny strój w karierze Lee. Wydaje się więc, że pazerność producentów była słuszna. [Jakub Piwoński]
25. Obrońca (2005)
reż. Prachya Pinkaew
Obrońca opowiada o młodym chłopaku imieniem Kham, który wraz ze swoim ojcem opiekuje parą słoni. Największym marzeniem i zaszczytem każdego hodowcy jest osobiste przekazanie zwierzęcia królowi Tajlandii. W tym celu bohaterowie udają się na festyn, podczas którego wszystko zaczyna się komplikować. Ojciec Khama zostaje postrzelony, a zwierzęta porwane. […] Chcąc odzyskać słonie oraz wymierzyć sprawiedliwość chłopak postanawia wyruszyć do obcego kraju uzbrojony jedynie we własne umiejętności. Jak widać fabuła produkcji nie jest specjalnie oryginalna, ot kolejna wariacja na temat kina zemsty.
Po dosyć spokojnym wprowadzeniu zostajemy od razu rzuceni w wir akcji. Pościg motorówkami, przelot do Sydney i zastępy wrogów do pokonania. W filmie nie ma ani chwili nudy czy przestojów. Trzeba jednak przyznać, że mimo naiwnej i prostej historii, pod względem technicznym film broni się znakomicie. Walki są szalenie efektowne i bardzo dobrze sfilmowane. Nie jesteśmy męczeni ciągłymi cięciami i chaotycznymi starciami. Wszystko jest czytelne i przejrzyste, zaś absolutną perełką jest scena w restauracji, nakręcona bez ani jednego cięcia. Kham pokonuje kolejne piętra i okłada coraz większe ilości przeciwników, zaś kamera podąża za nim przez ponad 4 minuty! Dyscyplina i perfekcjonizm, którym musieli wykazać się biorący udział w tym fragmencie filmu, jest naprawdę godna podziwu.
[…] Obrońca może poszczycić się także całkiem niezłymi zdjęciami, które zwłaszcza w końcowej fazie filmu zachwycają i wprowadzają odrobinę mistyki (pojedynek w płonącej sali). […] Ostatecznie mimo scenariuszowej prostoty dałem się porwać. Film znakomicie sprawdził się jako kino czysto rozrywkowe i zachęcił mnie do sięgnięcia po drugą część, która ukazała się w 2013 roku. [Szymon Pajdak, fragment artykułu]
25. Bez odwrotu (1986)
reż. Corey Yuen
Scenariusz No Retreat, No Surrender został chyba przed realizacją filmu ostrzelany serią z karabinu maszynowego, bo jest w nim od groma dziur fabularnych oraz zawirowań w ciągłości i rytmie opowieści. Aktorsko też film leży, ale… Ale No Retreat, No Surrender ma też trzy niezaprzeczalne atuty. Pierwszym z nich jest debiutancki występ na dużym ekranie Jeana-Claude’a Van Damme’a, w krótkiej, acz bardzo widowiskowej, negatywnej roli rosyjskiej machiny do zwyciężania. Drugim atutem Bez odwrotu jest widowiskowa choreografia oraz dynamiczna kamera, będąca w centrum finałowej sekwencji walki.
No i atut trzeci; mamy tu bardzo ciekawy przykład dziwnej pary. Otóż młody bohater filmu, który w finale spuści łomot samemu Van Damme’owi, na początku, a właściwie to przez większość filmu, zanim zostanie Karate-Tygrysem, jest Karate-Pierdołą, i to do kwadratu. Do czasu, aż jego modły zostają wysłuchane i pod jego dachem zjawia się duch samego Bruce’a Lee, żeby w kilku szybko zmontowanych scenach nauczyć go być najlepszym. I choć motyw ów jest… odrobinę naciągany, a aktor grający Bruce’a Lee przypomina go tylko, gdy stanie do nas prosto profilem, to nie brakuje temu niecodziennemu szkoleniu sporej dawki klimatu, a wręcz pewnego rodzaju filmowej magii.
Większości scen, w których „Bruce Lee” uczy młodzika podstawowych zasad Jeet Kune Do, towarzyszą budujące nastrój rozpalone świece, a duchowa obecność Małego Smoka wyzwala w widzach duże pokłady nostalgii i tęsknoty za tą ikoniczną postacią. [Rafał Donica, fragment zestawienia]
24. Champion 4: Walka o honor (2016)
reż. Todor Chapkanov
Czwarta odsłona przygód jednego z najlepszych zawodników na świecie – Jurija Bojki, w którego po raz kolejny wciela się znakomity Scott Adkins. Tym razem jednak twórcy zrywają z więzienną scenerią znaną z poprzednich części. Mimo to główny bohater nie przestaje walczyć zawodowo. Stara się odkupić swoje grzechy, przeznaczając wygrane na pomoc miejscowej cerkwi. W końcu akcja filmu przenosi bohatera do Rosji, gdzie Bojka próbuje odnaleźć Almę, żonę jego zmarłego rywala. Czwórka w porównaniu do poprzedniej części wyraźnie skręca w kierunku dramatu. Najważniejsze jednak, że sceny walk utrzymują wciąż imponujący efekciarski poziom.
Seria Champion z tego przecież słynie. W ostatniej części pieczołowicie aranżowane spektakle mordobicia wciąż robią ogromne wrażenie. Do kondycji Adkinsa nie można się przyczepić. [Maja Budka]
23. 36 komnata Shaolin (1978)
reż. Liu Chia-liang
Liu Chia-liang to jeden z najlepszych hongkońskich reżyserów specjalizujących się w filmach sztuk walki. Najbardziej jest znany dzięki Legendzie pijanego mistrza (1994) z Jackiem Chanem. Ale świetny efekt uzyskał także w filmach pokazujących mnichów z klasztoru Shaolin. 36 komnata… to film przemyślany w najdrobniejszych szczegółach, od atrakcyjnego scenariusza łączącego wszystko, co najlepsze w filmach gatunku, poprzez stronę wizualną i dobór aktorów, a kończąc na fenomenalnych scenach walki.
Twórcy nie mieli dostępu do prawdziwego Shaolin (otrzymali go dopiero filmowcy podczas realizacji
Quentin Tarantino w Kill Billu bardzo mało miejsca poświęcił treningowi, skupiając się na walce, ale wątek treningu w klasycznych filmach kung-fu zawsze był istotny. Wiadomo, jak musi się zakończyć finałowa walka – pozytywny bohater musi zwyciężyć – dlatego nierzadko to właśnie trening budził większe emocje niż pojedynek w finale.
O Służyło do obrony, nie do ataku i mimo iż tematem filmów jest najczęściej zemsta i walka, to historia świata nie pokazuje Chińczyków jako agresorów – nie atakowali obcych krajów, jedynie bronili się przed agresją. A przecież sztukę wojenną, strategię i taktykę, opanowali do perfekcji i to z chińskiego podręcznika (
22. Ip Man 3 (2015)
reż. Wilson Yip
Mistrz stylu wushu powraca na ekran po raz trzeci, a towarzyszy mu nie kto inny jak sam Mike Tyson. Podobnie jak w części drugiej, fabuła jest całkowicie fikcyjna, zaś akcja skupia się na konfrontacji pomiędzy ostatnim sprawiedliwym w mieście a mafią. Według mnie to najsłabsza odsłona serii – zgrzyta wątek związany z rodziną tytułowego Ip Mana, która nie dodaje żadnego kontekstu ani nie podnosi stawki w filmie, a okazuje się być niezwykle irytująca. Powrót tego jakże fantastycznego bohatera kina kopanego mógł być jednak nieco lepszy. [Gracja Grzegorczyk]
21. Dawno temu w Chinach (1991)
reż. Tsui Hark
Rozgrywająca się dawno temu, bo w połowie XIX wieku opowieść, przytacza losy autentycznego mistrza kung-fu – Wong Fei-hunga. W filmie wciela się w niego nie kto inny jak sam Jet Li, znajdujący się na początku swej kariery. Po Dawno temu w Chinach gwiazda Li zasłużenie rozbłysła, bo to kawał kapitalnego widowiska spod znaku kina kopanego. Kapitalnego, a jednocześnie, mam wrażenie, nieco zapomnianego. Dynamika akcji, podłożone dźwięki oraz choreografia walk zasługują na najwyższe uznanie. Chińczycy po prostu umieli się w te klocki bawić. Warto wspomnieć, że historia była kontynuowana w szeregu kolejnych odsłon. [Jakub Piwoński]
20. Champion 2 (2006)
reż. Isaac Florentine
Przebywający w Rosji i odcinający kupony od sławy były mistrz świata wagi ciężkiej w boksie George Chambers zostaje wrobiony w posiadanie dużej ilości narkotyków. Czyn kwalifikuje się do osadzenia go w więzieniu o zaostrzonym rygorze. Na miejscu okazuje się, że powodem przekrętu są odbywające się tam walki. Ich organizator zmusza boksera do uczestnictwa. Odmowa skutkuje natychmiastowym przedłużeniem pobytu w placówce. Początkowo niechętny Chambers ulega niewybrednym namowom i zgadza się stoczyć pojedynek z lokalnym mistrzem, Rosjaninem Jurijem Bojką. Zrealizowany na rynek DTV sequel jest klasycznym filmem klasy B.
Przywodzi na myśl produkcje z początku lat 90. Pretekstowa fabuła służy tylko ukazaniu kilku widowiskowych walk. Twórcy rozszerzyli nieco formułę (w porównaniu do pierwszej części) wzbogacając ją o elementy walk MMA. Aktorsko jest tradycyjnie słabo, ale atutem drugiej części jest bez wątpienia niesamowicie zwinny Scott Adkins, imponujący techniką i szybkością. Wespół z dobrą choreografią tworzy momentami ciekawe widowisko, mogące się podobać. [Tomasz Urbański, fragment artykułu]
19. Wściekłe pięści (1972)
reż. Lo Wei
Postać o imieniu Chen Zhen, wymyślona przez scenarzystę Ni Kuanga, stała się bohaterem licznych filmów i seriali, a rolę tę, po Brusie Lee, odgrywali między innymi Jet Li i Donnie Yen. Inicjujący serię film Wściekłe pięści w reżyserii Lo Wei jest już dziś produkcją kultową i wśród miłośników klasycznego kina kung-fu docenianą na równi z hitowym Wejściem smoka. Film inspirowany jest tajemniczą śmiercią Huo Yuanjia (tę postać grał m.
in. Jet Li w
17. Wielki szef (1971)
reż. Lo Wei
Pierwsza główna rola Bruce’a Lee w filmie kinowym i od razu wielki sukces komercyjny, chociaż współcześnie film uważany jest za jeden z najsłabszych w filmografii aktora. Umiejętności reżysera Lo Wei budziły wątpliwości – był to twórca mający problemy z utrzymaniem tempa i Wielki szef nie jest filmem tak interesującym, jak mógłby być przy lepszej reżyserii. Sceny przemocy nie były jedynym wabikiem na widza – aby zwiększyć szansę na powodzenie filmu, kamera pokazuje kobietę w stroju topless. Dużym atutem jest strona wizualna, głównie dzięki plenerom Tajlandii. [Mariusz Czernic]
17. Raid (2011)
reż. Gareth Evans
Nie ma chyba drugiego filmu, który zasłużyłby na tytuł najlepszego kina akcji ostatniej dekady bardziej niż Raid. Jest w nim bowiem wszystko, co widzowie kochają w tego typu produkcjach – mordobicie, indonezyjscy komandosi, bezwzględny przeciwnik i krwawa jatka. Produkcja bez wątpienia nie trzyma się żadnych reguł. Jeżeli łamane są czyjeś kości, to twórcy chcą nie tylko, byśmy to widzieli, ale i słyszeli. Nie należy spodziewać się złożonej fabuły czy skomplikowanych postaci, ale w tym przypadku nie jest to najważniejsze, bowiem akcja w szaleńczym tempie mknie do przodu przy asyście kopniaków, nie pozwalając widzowi nawet na minutę wytchnienia.
Jeżeli chodzi o choreografię walk, jest ona nie tylko pod każdym względem zaskakująca, ale również krwista i żywiołowa. Jestem pełna podziwu dla zawodników sztuk walki, którzy brali udział w tym przedsięwzięciu, sprawiając, że w większości przypadków mamy do czynienia z dużą porcją realizmu, co bez wątpienia przyczyniło się do tego, iż tak wiele osób pokochało ten film. To totalna jazda bez trzymaki, która zadowoli niejednego fana gatunku. [Gracja Grzegorczyk]
16. Champion 3: Odkupienie (2010)
reż. Isaac Florentine
Leczący powoli swoją nogę po przegranej z George’em Chambersem Jurij Bojka pragnie wrócić na szczyt więziennych walk. Dzięki szansy, którą daje mu organizator, gangster Gaga, wygrywa z aktualnym mistrzem. Tym samym zostaje zakwalifikowany do międzynarodowego turnieju, który odbywa się w Gruzji. Tam stoczy bój z więźniami z całego świata – przedstawicielami różnych stylów walki. Zaskakujące, ale trzecia część wydaje się być najlepszą z całej serii. Co prawda scenariusz wciąż jest najsłabszym elementem tego filmu, ale to co stanowi o sile filmu, czyli same walki, zrealizowane są po prostu świetnie.
Większy rozmach (zgodnie z zasadą tworzenia sequeli) i różnorodność stylów jest dodatkową atrakcją. Scott Adkins wciąż zachwyca swoimi umiejętnościami, będąc wyróżniającym się i pierwszoplanowym bohaterem tego filmu. Zmienił się nieco klimat. Stracił na surowości i oszczędności, oferując bardziej kolorowe zdjęcia i nadużywany slow motion. Natomiast fabularnie i w kwestii poświęcenia czasu bohaterom jest dużo lepiej. [Tomasz Urbański, fragment artykułu]
15. Ip Man 2 (2010)
reż. Wilson Yip
Tym razem historia jest luźno oparta na życiu tytułowego mistrza sztuk walki, który w Chinach ma status legendy. Jedyne, co okazuje się być zgodne z prawdą, to fakt, iż w latach 50. postanowił otworzyć własną szkołę walki w Hongkongu, by szkolić kolejne pokolenie uczniów. Niestety na swojej drodze napotyka szereg przeszkód, co jest już całkowitym wymysłem ze strony scenarzystów. Część druga byłaby idealną wręcz kontynuacją, gdyby któryś z twórców nie stwierdził, iż zamiast skupiać się na sztukach walki i historii tytułowego bohatera, trzeba dać widzom finałową walkę w stylu trzeciego Rocky’ego.
Niestety wątek ten jest tak absurdalny, a momentami nawet popadający w groteskową śmieszność, iż byłam wielce zawiedziona. Wszystko to wina karykaturalnego czarnego charakteru numer 2, w którego wcielił się były już ochroniarz gwiazd – Darren Shahlavi. To, co jednak dalej zachwyca, to sceny walki nie z tej ziemi, w których prawo grawitacji nie ima się głównego bohatera. Dla tych momentów warto obejrzeć całość, choć, jak mówiłam, nie jest to twór idealny. [Gracja Grzegorczyk]
14. Legenda pijanego mistrza (1994)
reż. Liu Chia-liang, Jackie Chan
Legenda pijanego mistrza zaczyna się od fatalnej pomyłki w pociągu, w efekcie której główny bohater, Wong Fei-hung (grany przez Jackie Chana), wchodzi w posiadanie cesarskiej pieczęci z jadeitu, skradzionej przez konsula. Doprowadza to do wielu kłopotliwych sytuacji oraz pojedynków, podczas których Wong Fei-hung będzie zmuszony nie raz popisać się swoją imponującą, acz zakazaną przez ojca techniką – „pijanym boksem”. Legenda… to komedia równie sensacyjna, co absurdalna – humor momentami jest tak niedorzeczny i infantylny, że przypomina sitcomowe żarty.
Z czasem jednak wątki komediowe ustępują miejsca porządnej bijatyce oraz wielu imponującym scenom walki. Niektóre z nich są wyjątkowo przesadzone, jak ta, w której główny bohater staje w szranki z „siekierowym gangiem”. Nic jednak dziwnego – filmy takie jak ten ogląda się przede wszystkim dla zwinnego Jackie Chana wirującego w otoczeniu kolejnych przeciwników. Legenda pijanego mistrza to naprawdę udana komedia z wieloma soczystymi nawalankami. [Maja Budka]
13. Klasztor Shaolin (1982)
reż. Chang Hsin-yen
Jeśli masz Buddę w swoim sercu, możesz pić wino, jeść mięso, a nawet zabijać. Chociaż mnisi z Shaolin podkreślają, iż zabijanie żywych stworzeń, nie tylko ludzi, nie jest akceptowalne w murach klasztoru, rozwój fabuły i postaci sugeruje co innego. Pierwszoplanowa postać – niedojrzały chłopak, który trafił pod opiekę mnichów – przypadkowo zabija psa, co powinno go dyskwalifikować jako protagonistę, z którym publiczność ma sympatyzować. Ale ta haniebna wpadka ma na celu pokazanie ogromnej przemiany, jaka zachodzi w tym człowieku. Głupi, stanowiący zagrożenie młodzieniec dzięki naukom buddystów dojrzewa do bycia wojownikiem i obrońcą sprawiedliwości.
Nie brakuje w filmie pięknych wizualnie scen, takich jak samotne ćwiczenia głównego bohatera w otoczeniu zmieniających się pór roku. Tradycyjnie nie mogło zabraknąć efektownej choreografii scen walk. Obok pięści, miecza i włóczni w ruch idzie także trzyczęściowa pałka. Jeśli potrafisz za jej pomocą odbijać strzały wypuszczone z łuku, to znaczy, że osiągnąłeś mistrzostwo. Akcja filmu osadzona jest ściśle w historycznych realiach – podczas niepokojów, buntów i wewnętrznych wojen towarzyszących upadkowi dynastii Sui w pierwszych dekadach VII wieku. Szczęśliwe zakończenie widać nie tylko w losach głównego bohatera, odnajdującego właściwą drogę dzięki kung-fu i religii buddyjskiej, ale też w historycznym przełomie – dojściu do władzy dynastii Tang, której rządy tworzyły najwspanialszy etap w historii Chin.
Klasztor Shaolin nie jest może filmem tak przemyślanym i w swoim gatunku doskonałym jak 36 komnata Shaolin (1978), ale to dziełem przełomowe ze względu na współpracę Hongkongu z Chinami oraz realizację w murach prawdziwego klasztoru Shaolin. I dzięki potężnej chińskiej widowni okazał się jednym z największych hitów kasowych. Tytułowa placówka stała się popularnym miejscem turystycznym, a odtwórca głównej roli, Jet Lee (tak zapisywano wówczas jego nazwisko), zyskał wkrótce międzynarodową sławę.
W 1984 roku produkcja trafiła do polskich kin, ale nie zdobyła tak wielkiego uznania jak
12. Amerykański ninja (1985)
reż. Sam Firstenberg
Rok 1985 to nie tylko premiera znakomitego jak na tamtego czasy Commando, ale i jego wersji kopanej, czyli Amerykańskiego ninja. Tym razem Michael Dudikoff, który lepiej wymierza kolejne kopniaki, niż gra, musi zmierzyć się tajemniczym klanem zamaskowanych ninja, którzy planują ukraść amerykańską broń. Tytułowa rola nie dała mu przepustki do pierwszej ligi gwiazd kina akcji, niemniej wyróżnia się na tle jego pozostałych produkcji, mocno zahaczających o kino klasy B i C.
W Amerykańskim ninja mamy praktycznie wszystko, poczynając od wybuchów, bazooki, a na walkach na miecze kończąc. Oczywiście nie mogło zabraknąć pięknej kobiety, która zostaje uwikłana w całą intrygę. To jedna z tych kultowych pozycji, które za dzieciaka oglądało się na VHS-ie i nie mogło przestać. [Gracja Grzegorczyk]
10. Przyczajony tygrys, ukryty smok (2000)
reż. Ang Lee
Ta chińska produkcja zdecydowanie wykracza poza ramy gatunku „film o sztukach walki”. To bardziej epicki fresk i pełne rozmachu kino kostiumowe. Ale chyba nigdzie indziej walka nie wyglądała równie poetycko i magicznie, jak w Przyczajonym tygrysie, ukrytym smoku. Pojedynki są tutaj bliższe tańca niż bijatyki. Nierealistyczne, baśniowe, jakby z innego świata. Dla niektórych jest to zarzut, dla innych największy atut tego niepowtarzalnego obrazu. [Katarzyna Kebernik]
10. Droga smoka (1972)
reż. Bruce Lee
Debiut reżyserki Bruce’a Lee i jeden z najbardziej dochodowych filmów roku, a także jeden z pierwszych azjatyckich filmów sztuk walki realizowanych na Zachodzie. Prawie całość nakręcono w Rzymie, a finałową scenę walki – w ruinach Koloseum. Potajemnie, bo filmowanie w tym miejscu było zabronione. O wielkim zaangażowaniu Bruce’a Lee w ten projekt świadczy to, że aby uzyskać nad nim pełną kontrolę, utworzył (wraz z Raymondem Chowem, założycielem Golden Harvest) firmę producencką Concord Production.
Napisał scenariusz, zagrał główną rolę, zajął się reżyserią i choreografią scen walk. Wspomniany pojedynek w Koloseum do dziś jest jedną z najlepszych scen walk w historii kina, nie tylko dlatego, że naprzeciwko siebie stoją dwaj mistrzowie (drugi to Chuck Norris), ale też z powodów technicznych. Choreografia, kadrowanie, montaż, dźwięk i użycie światła świadczą o tym, że czuwali nad tym ludzie bardzo świadomi tego, co chcą osiągnąć. Poza tym mamy tu świetną scenę, w której Bruce Lee walczy za pomocą pary nunchaku. Dość wymowny jest przy tym moment, gdy nunchaku trafia w ręce przeciwnika, a ten nie wie, jak go użyć.
Oprócz Chucka Norrisa, znanego wówczas jako siedmiokrotny mistrz karate, wystąpili także karateka Robert Wall (który znalazł się później w obsadzie
Bruce Lee wprowadził do filmu trochę luzu i humoru, co było pewnym novum w złotej erze kina kung-fu (przełom lat 60. i 70.), ale dzisiaj ten humor może być przeszkodą w docenieniu filmu. Wspomnę choćby sceny otwierające film – zmęczony i głodny po podróży główny bohater idzie do restauracji, a po napełnieniu żołądka dręczy go biegunka. Rzecz jasna lepiej prezentuje się wątek sensacyjny – do Rzymu przybywa z Hongkongu chiński bokser, który ma chronić pracowników i klientów restauracji przed bandą chuliganów (bo raczej „mafią” nie można ich nazwać). Droga smoka jest bez wątpienia pozycją obowiązkową dla miłośników gatunku, znajdziemy w niej wiele dobrego, lecz nie powinno dziwić, że Wejście smoka cieszy się po latach większym uznaniem – jest lepsze technicznie, ciekawsze formalnie i bardziej przystępne dla zachodniego odbiorcy. [Mariusz Czernic]
9. Karate Kid (1984)
reż. John G. Avildsen
Historia z gatunku teen movie, albo jak kto woli, coming of age, łączy się tu z kinem kopanym, dając przy tym pozytywnego kopa. To jeden z filmów mojej młodości. I, jak mniemam, nie tylko mojej, bo Karate Kid do dziś cieszy się statusem filmu kultowego. Trzy sequele, jeden remake i jeden serial kontynuujący historię z oryginału dają do zrozumienia, jak ważna to pozycja w historii gatunku. Sympatyczny chłopak dorasta u boku matki i brakuje mu tylko dwóch rzeczy – dziewczyny u boku i męskiego wzorca. Dużo pozytywnej energii wstępuje w niego, gdy w końcu trafia na właściwe osoby, ale czeka go też trudna droga do udowodnienia swojej siły.
Pojedynek będzie trudny, ale dzięki finezji sztuki walki, którą trenuje, oraz zaangażowaniu i dyscyplinie bohater ma realne szanse osiągnąć sukces. Rezultat jego starań zdołał niejednego podnieść na duchu. [Jakub Piwoński]
8. Pijany mistrz (1978)
reż. Yuen Woo-ping
Mam ogromny sentyment do Pijanego mistrza. To jedna z najzabawniejszych opowieści opartych na relacji mistrz–uczeń. Ten film jest dokładnie taki, jak tytułowy bohater – na pierwszy rzut oka niepoważny, a po bliższym poznaniu niezwykle inspirujący. Niech was nie zmyli fakt, że to pierwszorzędna komedia – choreografia scen walki z Pijanego mistrza niczym nie ustępuje tej z „poważnych” filmów o sztukach walki. Brak napinki i bardziej chłopięcy niż męski bohater (świetny, młody Jackie Chan) to kolejne czynniki wyróżniające film na tle innych przedstawicieli gatunku. [Katarzyna Kebernik]
7. Lwie serce (1990)
reż. Sheldon Lettich
Lwie serce to stary film o twardym zbiegu z Legii Cudzoziemskiej, który miał małe marzenie o szczęśliwym, rodzinnym życiu. W czasach świetności kaset VHS taśma wydana przez Prywatną Telewizję Elgaz przynajmniej raz trafiła do niemal każdego domu. Była (podobnie jak większość filmów Van Damme’a) bardzo chodliwym towarem w wypożyczalniach, ale podejrzewam, że widz wychowany na współczesnym kinie akcji miałby problem z wytrwaniem do napisów końcowych. To specyficzny produkt swoich czasów, który cieszy przede wszystkim kontekstem, w jakim docierał do nas w latach 90.
[…] Fabuła, choć prosta, nie jest tu zaledwie wymówką do nakręcenia kilku efektownych potyczek, a utrapiony, wrażliwy Lyon Gaultier to jedna z najbardziej wiarygodnych kreacji Van Damme’a. Aktor nigdy wcześniej nie dostał tak licznych linii dialogowych, jego postacie nie były rozwijane i w opinii wielu stanowił po prostu dodatek do swoich wyjątkowo sprawnych nóg. Lettich odmienił ten wizerunek prostym zabiegiem, na jakim żeruje między innymi seria Szybcy i wściekli – jako wartość nadrzędną wskazał rodzinę.
To za nią walczy Lwie Serce, za nią mógłby umrzeć i jest to na tyle uniwersalna wartość, że niemal każdy widz musi czuć podobnie. [Jarosław Kowal, fragment recenzji]
6. Ong-bak (2003)
reż. Prachya Pinkaew
Pamiętam, że po zobaczeniu trailera nie nastawiałam się na nic szczególnego, zatem pozytywnym zaskoczeniem okazał się mój zachwyt po seansie całości. Wydawać by się mogło, iż kino kopane w wersji made in Thailand nie ma nic do zaoferowania, jednak to całkowicie błędne założenie. Oczywiście sama historia jest prosta jak drut, jednak dodajmy do niej niesamowitą choreografię, popisy kaskaderskie oraz wybuchy, a otrzymamy produkt, który do ostatnich chwil trzyma w napięciu. Człowiek, który wciela się w głównego bohatera, choć aktorem może wielkim nie jest, od 10.
roku życia ćwiczy muay thai, dlatego też sceny z jego udziałem wyglądają tak dobrze i tak realistycznie. Nie należy także zapominać o elementach humorystycznych, takich jak chociażby scena pościgu, która została zrealizowana niczym niejeden smakowity film klasy B, a pretendowała do miana pościgu rodem z Francuskiego łącznika. Co prawda, pierwsza scena walki ma miejsce dopiero w 20. minucie filmu, jednak moim skromnym zdaniem warto wytrwać do tego momentu, gdyż potem jest tylko lepiej i lepiej. I tak aż do samego końca. [Gracja Grzegorczyk]
5. Najlepsi z najlepszych (1989)
reż. Robert Radler
Niezapomniany hit ery VHS i mimo wszystko chyba najlepszy wkład Amerykanów w gatunek. Choć Roger Ebert przyznał mu swego czasu jedną gwiazdkę, publiczność z miejsca pokochała tę turniejową, dorosłą wersję Karate Kida. Efektem tego trzy sequele, pozbawione jednak ekipy i polotu oryginału, który wciąż zajmuje miejsce w sercu każdego faceta. [Jacek Lubiński]
4. Ip Man (2008)
reż. Wilson Yip
Nawet najwięksi mistrzowie sztuk walki musieli mieć swoich trenerów. Na Ip Mana trafił swego czasu sam Bruce Lee i trzeba przyznać – miał się na kim wzorować, miał się kim inspirować. To, co najbardziej ujmuje w pierwszym filmie świetnego cyklu, to podejście do sztuk walki. Kung-fu nie jest wyrazem agresji, a wewnętrznego spokoju. Postawę tę uosabia główny bohater, który, gdyby tylko mógł, podejmowałby pojedynki, popijając jednocześnie herbatę. Taka jest też jego historia – z pozoru sielankowa, wzniosła, prostolinijna, ale nieimająca się też prawdziwych dramatów. Kto jak kto, ale Ip Man przeciwstawia się przeciwnościom losu w sposób mistrzowski. [Jakub Piwoński]
3. Kickboxer (1989)
reż. Mark DiSalle, David Worth
Wychowałem się w kolorowych latach 90., co oznacza, że jako „pochłaniacz” prawie wszystkich dostępnych filmów VHS z lokalnej wypożyczalni nie mogłem ominąć Kickboxera. Kluczowy film w karierze Van Damme’a nie grzeszy wybitnym scenariuszem, aktorstwem ani złożonością psychologiczną bohaterów. Kickboxer jest bardzo prostą opowieścią o zemście, która jednocześnie serwuje wyjątkową ilość porządnej kopaniny oraz kilka charakterystycznych postaci z piszczelami twardszymi od stali. To właśnie z tego względu film Davida Wortha i Marka DiSalle’a pozostaje głęboko w pamięci większości ludzi zbliżonych mi wiekiem.
Symptomatyczną dla tego zjawiska niech będzie poniższa anegdota z moich czasów studenckich. Oto podczas jednego z egzaminów ustnych, gdy wypytywano nas o imię któregoś z chińskich cesarzy, kumpel wypalił pierwsze azjatyckie imię, jakie przyszło mu do głowy. Odpowiedź brzmiała: „Tong Po”. [Przemysław Mudlaff]
2. Krwawy sport (1988)
reż. Newt Arnold
W latach 90. to właśnie z tego filmu uczono się wykonywać ruchy w stylu Jean-Claude’a Van Damme’a. Nie trzeba chyba dodawać, że znaczna część takich prób kończyła się bardzo bolesnym niepowodzeniem przy pierwszej próbie zrobienia szpagatu. Trzeba przyznać, iż sceny treningu Van Damme’a robiły i robią nadal niesamowite wrażenie. Produkcja zrobiła też z niego niewątpliwą gwiazdę kina sztuk walki, zaś smaczku całej sytuacji dodaje fakt, iż została ona oparta na ponoć „prawdziwych wydarzeniach”.
Frank Dux, pierwowzór postaci granej przez Van Damme’a, twierdzi, że będąc chłopcem, okradł mistrza ninjutsu. Ten, zamiast wydać go policji, postanowił chłopca przygarnąć. Wiele lat później Frank odwdzięczył się mu, biorąc udział w nielegalnym turnieju walk. Jak było naprawdę, pewnie się już nigdy nie dowiemy. Krwawy sport już w momencie, gdy pojawił się w Polsce, zyskał status filmu kultowego i nie ma chyba osoby, która nie pamiętałaby finałowej walki na śmierć i życie pomiędzy głównym bohaterem a antagonistą Bolo Yeunga. Choć z perspektywy czasu całość dość mocno się zestarzała, tak naprawdę nie ma to najmniejszego znaczenia. Ponowny seans Krwawego sportu dostarcza tych samych emocji, co kilkanaście lat temu, gdy cały świat opanowania mania na punkcie sztuk walki. [Gracja Grzegorczyk]
1. Wejście smoka (1973)
reż. Robert Clouse
Produkcja z 1973 roku to absolutny klasyk gatunku. Wprawdzie jeżeli spojrzymy na samą fabułę, nie otrzymujemy niczego specjalnego, jednak popisy Bruce’a Lee i słynna już scena w gabinecie luster sprawią, że ten film to istna petarda. Cóż to były za emocje! Chyba żaden ze współczesnych filmów nie zbliżył się chociażby trochę do poziomu widowiskowości, jaki prezentuje właśnie Wejście smoka. Choreografia to przecież istny majstersztyk, który dla niektórych stał się niedoścignionym wzorem.
Produkcja rozpoczęła bowiem wielki boom na kino kopane, zaś sam Bruce Lee stał się wielką gwiazdą i postacią kultową po dzień dzisiejszy. Stało się tak za sprawą tego filmu-legendy oraz śmierci w tajemniczych okolicznościach – „prawdopodobnie” za karę za zdradzenie tajemnic sztuki kung-fu. Również Polska nie uchroniła się w tamtym czasie przed manią na temat wschodnich sztuk walki, która ogarnęła praktycznie cały kraj. Dziś film ten wspomina się nie tylko z nostalgią, ale i szacunkiem. [Gracja Grzegorczyk]
