nowości kinowe

Zaginiona dziewczyna

Fincher oszukuje tym filmem, że aż miło – nie tylko opowiada historię inną niż można się początkowo spodziewać, ale i bawi go gatunkowe szaleństwo całości.

Autor: Krzysztof Walecki
opublikowano

Idealne małżeństwo

gone girlMotyw uwięzionych w świecie mężczyzn kobiet przewija się przez praktycznie całą twórczość Davida Finchera, począwszy od „Obcego 3”, na niedawnej „Dziewczynie z tatuażem” kończąc. Jego bohaterki są silne, inteligentne i wojownicze, lecz równocześnie poniewierane, bite, gwałcone, a w paru przypadkach zabijane. W „Siedem” jedna z nich traci głowę, w „Ciekawym przypadku Benjamina Buttona” postać grana przez Cate Blanchett zmuszona jest patrzeć, jak jej ukochany młodnieje, gdy ona się starzeje, zaś Podziemny Krąg to klub tylko dla panów. Płeć piękna nie ma łatwo u Finchera.

Nie dziwi zatem punkt wyjścia jego nowego filmu, w którym żona głównego bohatera początkowo jest uznana za zaginioną, a wkrótce za zamordowaną. Mizoginizm, nieważne, na planie pierwszym czy dalszym, wydaje się niejako wpisany w DNA filmów reżysera „Zodiaka”, nawet jeżeli kobieta jest ostatecznie górą w walce z mężczyzną. Ale „Zaginiona dziewczyna” stanowi szczególny przypadek – odwraca role, nie raz, nie dwa, ale nieustannie. Nick Dunn może zabił, może nie zabił żony, jednak dla wielu to on będzie największą ofiarą całej sytuacji.

W dzień piątej rocznicy ślubu Nicka i Amy mąż odkrywa niepokojące sygnały sugerujące, że z jego małżonką stało się coś złego. Roztrzaskany stolik, ślady krwi w kuchni, a przede wszystkim brak Amy szybko każą policji rozpocząć rozległe poszukiwania, w które włączają się nie tylko najbliżsi rodziny, ale i cała społeczność małego miasteczka w Missouri. Niepokoi zachowanie Nicka, z jednej strony skrytego i wyraźnie coś ukrywającego, z drugiej zbyt uśmiechniętego i ożywionego. Nie pomaga również fakt, że na pytania dotyczące żony, nie potrafi udzielić żadnej odpowiedzi – ani czym się zajmuje, gdy siedzi sama w domu, ani z kim się przyjaźni. Kolejne wydarzenia stawiają go w coraz gorszym świetle, sugerując, że ze zniknięciem Amy ma więcej wspólnego, niż początkowo myślano.

1035x682-20140717-gone-girl-1800-1405626402

Wątek poszukiwań przeplata się z licznymi retrospekcjami ukazującymi związek głównych bohaterów z jej perspektywy. Kolejne wpisy z pamiętnika Amy wyraźnie obciążają męża, ale i tłumaczą, w jaki sposób to idealne małżeństwo osiągnęło punkt krytyczny. Recesja, utrata pracy, przeprowadzka z Nowego Jorku, choroba i śmierć matki Nicka – w krótkim odstępie czasu cała magia i namiętność ich związku znika, choć Fincher oraz scenarzystka Gillian Flynn, której książka posłużyła za podstawę filmu, używają zapisków Amy nie tylko jako tła dla jej zniknięcia. Dzięki niemu dają szansę na niejako korespondencyjny pojedynek między mężem a żoną, których wersje wydarzeń nie zawsze się pokrywają. Nickowi mówić źle o zaginionej nie wypada, natomiast słowo pisane Amy nie ma takich ograniczeń, bezpośrednio wskazując winnego palcem.

Podobnie jak w przypadku Klausa von Bülowa opinię publiczną bardziej mierzi nieprzystające do sytuacji zachowanie Nicka niż prawda o zniknięciu jego żony. Czy rzeczywiście jest tak bardzo niepoprawny, aby być napiętnowanym? Media nazywają go „mordercą”, sąsiedzi i rodzice Amy odwracają się od niego, a policja coraz bardziej utwierdza się w przekonaniu, że to on jest winny. Wydaje się, że nieprzypadkowo za całą nagonką stoją kobiety, solidarnie zorganizowane przeciwko męskiej przemocy, lecz ich obraz dyskwalifikuje je już na starcie. Prezenterka programu telewizyjnego atakującego Nicka posługuje się żenującymi argumentami, matka Amy od początku jawi się jako osoba kontrolująca swojego męża, córkę i całe otoczenie, sąsiadka, rzekomo najlepsza przyjaciółka zaginionej, jest wścibska i mało wiarygodna, a i śledztwo prowadzi kobieta, choć wyjątkowo bezstronna, nie tylko ze względu na swoje stanowisko. Poważny i zimny thriller Finchera nabiera kolorów, bo reżysera przestaje interesować tajemnica. Na wierzch wypływa cynizm skrywający się za naszym pociągiem do tragedii, zwłaszcza tych medialnych, zaś bohaterowie starają się osiągnąć swój cel przez różne formy manipulacji.

carrie coon

Oszukuje również sam Fincher. „Zaginiona dziewczyna” to film pełen niespodzianek, zwłaszcza tych fabularnych, lecz na mnie największe wrażenie zrobiło to, z jaką łatwością twórca „Gry” bawi się gatunkowością swojego dzieła. Dreszczowiec nie tylko zmienia się w satyrę na media i ich oddziaływanie, ale i w najczarniejszą z czarnych komedii. Od pewnego momentu tragedie i nowe rewelacje budzą mniej niepokój, a bardziej zdrowy śmiech, sugerując ambicje wykraczające ponad standardowy thriller. Ton filmu nadal pozostaje wyjątkowo siermiężny, typowo fincherowski, ale nie przeszkadza to reżyserowi, a zwłaszcza samej Flynn, w tworzeniu sytuacji – w innym filmie, z góry skazanych na porażkę – tutaj zaś dopełniających obraz małżeńskiego szaleństwa i koszmaru.

Bo od pewnego momentu ekranem rządzą niedorzeczności i logika chorego umysłu. Proszę tego nie traktować jako zarzut. Absurd nie bierze góry nad wywodem, lecz nad bohaterami, czyniąc z nich bardziej bezsilnych, pozbawionych oparcia w rzeczywistym świecie. Służy temu dwutorowa (lepszym słowem byłaby chyba „rozszczepiona”) narracja, ale i aktorzy, powściągliwi, jakby niedający zgody na cały ten obłęd. Ben Affleck jako Nick próbuje być tak normalny, jak to tylko możliwe, ale pod tą powłoką kryje się wieczne rozedrganie. Jest świetny, zwłaszcza we wspólnych scenach ze swoją filmową siostrą, rewelacyjnie zagraną przez Carrie Coon, jego bratnią duszą i spowiednikiem. Wierzymy również w jego związek z Amy, choć Rosamund Pike w tej roli ma przed sobą dużo trudniejsze zadanie. Jej nieobecność sprawia, że wszystko czego dowiadujemy się o tytułowej bohaterce można odczytywać na wiele sposobów. Jest enigmą, wielką niewiadomą, jednocześnie typową kobietą z filmów Finchera, która próbuje się wyzwolić spod wpływu i dominacji mężczyzn. Inne postacie to tylko drugie plany, często znakomite (zwłaszcza Kim Dickens jako dociekliwa pani detektyw oraz Tyler Perry grający dowcipnego adwokata Nicka), ale mało znaczące w dramacie, jaki reżyser serwuje w finale.

gone_girl_review_1.0

Czy „Zaginiona dziewczyna” jest filmem udanym? Bez dwóch zdań, choć wstrzymałbym się z nazwaniem go najlepszym w karierze Finchera. Ale czy jest to również dzieło mądre, mówiące prawdę o trudach i pułapkach małżeństwa? Z pewnością jest kinem zręcznie nakręconym i napisanym, dającym do myślenia jako ostrzeżenie przed poświęceniem się drugiej osobie, bezwarunkowym poddaniem się jej, odrzuceniem własnych aspiracji i marzeń na rzecz wspólnego życia. Jednak wymyślona przez Flynn historia lepiej się sprawdza jako posępna rozrywka niż głęboka analiza toksycznego związku. Skrajności są tu podane w sposób subtelny i elegancki, lecz nadal pozostają skrajnościami. Krew ślicznie wygląda na białej pościeli, jak również na kobiecym ciele, ale czy dlatego ma nie budzić w widzu odrazy, niepokoju, a nawet strachu? Styl Finchera zbyt mocno wszystko wygładza; zrównuje dramat, humor i grozę, nie pozwalając, aby jedno górowało nad resztą.

Na szczęście zakończenie jest mocne i ostateczne, nie dające się sprowadzić do poziomu okrutnego żartu. Zniszczenia, jakie obserwujemy w czasie całego śledztwa, są niczym w porównaniu ze spokojem ostatnich scen. Reżyser ucina swój film w momencie, który dla wielu byłbym wymarzony jako początek końca, preludium do wielkiego finału. Ale po dwóch i pół godzinach spędzonych z Nickiem i Amy, dobrym pomysłem jest, aby dać im odpocząć. Flynn i Fincher doskonale wiedzą, że pewne problemy należy rozwiązać za zamkniętymi drzwiami.

Ostatnio dodane