Wilgotne miejsca - recenzja | FILM.ORG.PL

Wilgotne miejsca

Całość daje wrażenie fajerwerkowego show, po którego wybuchu nic nie zostaje. Ewentualnie wspomnienie pojedynczych rozbłysków.




Helen i jej wydzieliny




Ewelina Świeca
06.06.2014


WILGOCHelen, główna bohaterka „Wilgotnych miejsc”, wkracza z impetem w świat dorosłych. Kluczową kwestią dla całej historii jest fakt, że bohaterka nosi w sobie traumę z dzieciństwa. Rodzina, której materialnie niczego nie brakuje, której życie wygląda na wygodne i kolorowe, jednak nie zapewnia dzieciom pełni szczęścia. Nie do końca sprawne metody wychowawcze rodziców, rozwód oraz to, że nie stanowili i nie stanowią dla Helen wystarczającego wsparcia, dręczy ją i wpływa na nietypowość zachowania dziewczyny.

Ale to wszystko nie czyni z niej nieudacznicy, wstydzioszka czy zahukanej dziewczynki. Główna bohaterka „Wilgotnych miejsc” jest silną, odważną i niczym nieskrępowaną osobowością, która uwielbia swoje ciało oraz wszelkie używki, rozrywki, zajęcia, które temu ciału przyjemność sprawiają. Nie brzydka, nie głupia i nie do zniesienia – przez otoczenie – bliskich oraz napotykanych ludzi. Oczywiście trafiają się wyjątki, które osoba Helen fascynuje. I co najważniejsze – sposobem głównej bohaterki na przetrwanie w świecie (rodzinie) jest kpina i żart. Taki też punkt widzenia oraz styl swojej filmowej historii przyjmuje reżyser, David F. Wnendt.

Chcąc określić adresata tej niemieckiej komedii na podstawie tego, o kim opowiada film, można powiedzieć, że to komedia dla młodzieży, ale uwzględniając obowiązujące normy – młodzieży pełnoletniej. Natomiast nie sugerując się bohaterką i jej rozterkami, to w zasadzie film dla każdego, kto szuka nieskomplikowanej, odważnej i dziwacznej komedii, która naszym oczom (i nie tylko) zapewni wrażenia z pogranicza erotyki i biologii ludzkiego ciała. Młodego ciała. Helen zagrała Carla Juri, debiutująca jako odtwórczyni pierwszoplanowej roli. Z wypowiedzi reżysera możemy się dowiedzieć, że: Aktorka wiedziała, że wymagamy od niej nagości, ale zapewniłem ją, że nie będzie prawdziwego seksu i zbliżeń na jej genitalia. (…) W tym filmie znacznie więcej dzieje się w wyobraźni widza aniżeli na ekranie. Wyobraźnia wyobraźnią, ale przyznać trzeba, że debiut aktorski odważny.

feuchtgebiete-bild-02

Reżyser chce rozśmieszyć oraz poruszyć widzów przedstawiając historię traumy oraz samotności Helen opierając się na przerysowaniu, kpinie i obrzydliwości. Na dodatek Helen śmiało kroczy erotyczno-używkowym szlakiem uświadamiając nas, jak istotne, ale niestety zepchnięte na margines i zdeprecjonowane są ludzkie wydzieliny. Im bardziej Helen nie wstydzi się swojej biologii (zabawy ciałem, fantazji erotycznych, chorób), tym bardziej zawstydza otoczenie, również widzów. W całym tym zawstydzającym otoczenie trybie życia Helen przytrafia się niefortunny, również zawstydzający pozostałych, wypadek, który będzie szansą na spełnienie marzeń bohaterki. I za tym wszystkim nieudolnie schowano przesłanie. Nieudolnie, bo czuć, i można wyczytać z wywiadów, że reżyser chce przekazać „coś” głębokiego za pomocą lekkiej, acz szokującej komedii. Jednak jego przekaz nie jest wcale głęboki i w dodatku podano go na dosyć płytkim talerzu. Reżyser próbował nakręcić film odważny, szokujący, który wywoła gorzki śmiech i będzie miał to „coś”, co sprawi, że obraz staje się kultowy. Jednak „Wilgotne miejsca” nie dorównają takiej konkurencji, jak chociażby „Trainspotting”, do którego w opisie niemiecka komedia jest porównywana. Można odnieść wrażenie, że reżyser próbował stworzyć przełomowy film, ale z przełomem się minął. Wizje i wspomnienia Helen mają śmieszyć, choć pokazują przerażające, tragiczne sytuacje. Z kolei biologia i erotyka unicestwiają wszelkie romantyczne wizje miłości i kobiecego ciała, za to mają nieść prowyzwoleńcze przesłanie. Kolorystka, rysunkowe wstawki, podział ekranu, punkt widzenia deskorolki, muzyka buntowników zderzona z klasyką, śmiałe ujęcia erotyczne i dużo nagości, traumatyczne wspomnienia, groteskowe i drastyczne wizje wypadków – całość daje wrażenie fajerwerkowego show, po którego wybuchu nic nie zostaje. Ewentualnie wspomnienie pojedynczych rozbłysków.

a4c5d518f50382a38d29728bee057347

Banalna fabuła, oczywistość przesłania i zakończenia są najsłabszą stroną filmu. Nawet jeśli zamierzona prostota komedii zdecydowała o nie komplikowaniu historii, to nie oznacza, że oczywistość i banał mają przytłoczyć film. Odtwórczyni głównej roli w wywiadzie mówi, że: dla mnie najważniejszą rzeczą jest w tym filmie to, co znajduje się pomiędzy wierszami. Tu właśnie można w największym stopniu odnaleźć postać Helen. Ale szkopuł w tym, że wszystko jest wprost pokazane i powiedziane, a żadnego między wierszami nie ma. Scenarzyści filmu wyszli z założenia, że już na początku bohaterka-narratorka w łopatologiczny sposób powie nam, co jej przeszkadza, dlaczego i jak z tym walczy. Sytuacja z tłumaczeniem nam, o co rozchodzi się w historii Helen, powtarza się kilka razy, a że znów o tak dużo się nie rozchodzi i zbyt wiele się nie dzieje, zaczyna być nudno. W takiej sytuacji pozostają wspomniane fajerwerki: teledyskowa, kolażowa forma filmu, groteska i szyderstwo komedii oraz erotyczno-biologiczna sfera życia Helen. Tu można postawić pytanie: czy trauma, z której się śmiejemy i bohaterka, która babra się w swoich oraz nie swoich wydzielinach, są tym, co nas śmieszy i zawiera jakieś przesłanie? Kwestia gustu, potrzeb i granic (wytrzymałości).

Podchodząc do filmu liberalnie, z dużym dystansem, będzie nam łatwiej zrozumieć intencje reżysera i główną bohaterkę, chociaż przyznam, że wymienianie się zużytymi tamponami czy wycieranie sobą miejskiego klozetu podchodzi bardziej pod obrzydliwość niż liberalizm. Jeśli na film trafi ktoś bardziej konserwatywny o guście filmowo-obyczajowym trzymającym się norm savoir-vivre’u, wtedy nie pomoże tłumaczenie, że bohaterka ma traumę z dzieciństwa, jest wrażliwa i ucieleśnia wyzwolenie.

„Wilgotne miejsca” powstały na podstawie książki Charlotte Roche, autorki również hitu „Modlitwy waginy”.







  • golem14

    Filmu nie widziałem, czytałem książkę, którę można zaliczyć do książek obscenicznych. Nagromadzenie przeróżnych fekalno – wydalniczych opisów jest w niej zbyt duże aby zaliczyć ją do literatury wysokiej. Obscena aby miała sens musi być wpisana w szerszy kontekst, vide „Malowany Ptak” Kosińskiego. Oczywiście zdarzają się pozycje „wielkich” autorów (Apollinaire i „Jedenaście tysięcy pałek…”), które wydaja się nie pasować do „portfolio” autora, jednakże za nimi stoi cała masa innych pozycji broniących twórcę. W przypadku pani Roche nie mam pierwszego; bo owa trauma (słabo zarysowana w powieści*) nie jest uzasadnieniem dla wyliczania ludzkich wydzielin i sposobów ich „kons… używania”. Nie posiada też drugiego, bo to jej debiutancka powieść (pierwsza z dwóch). Mam więc poważnie uzasadnione przekonanie, że dla Pani Roche był to sposób na wypromowanie się, komercyjna zagrywa, która pozwoliła zarobić na książce parę eurasów, a jak widać pewnie też i na filmie.

    * Po przeczytaniu książki zapamiętałem, że główna bohaterka to bardziej egotyczka gotowa rozharatać sobie świeżo zoperowany odbyt, w jakimś absurdalnym celu, niźli ofiara traumatycznych przeżyć. Być może ta sztuczność przesłania psychologicznego sprawia, że i film trudno odczytywać w ten sposób. Jesli dzieło wymaga tłumaczenia czym jest, to nie jest to Dzieło.

  • Andriej

    Komiksowo-bajkowe nerdy wśród recenzentów mnie irytują, ale teraz ty dziewczyno zaczynasz mnie przerażać…

    • be

      Ale jakie komiksy, jakie bajki…?

      • Тарко́вский :)

        Andriej, popatrz na to z innej strony.
        jak wiele o autorze i targecie kmf dowiesz się z tego krótkiego zlepku słów. to jak wywiad środowiskowy albo sesja z terapeutą. zresztą polscy publicyści od dłuższego czasu starają się leczyć siebie i sobie podobnych przez regularne wylewy.

        od siebie… kmf ogarnijcie się trochę. niedługo przyjdzie wam publikować dziełka uciekinierek z zakonów żeńskich południowej rumunii pisanych w staro-cerkiewno-słowiańskim.

  • Syto

    Popcorn, dobrze posolony.






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Rewolwerowe kołysanki Sergio Leone - ZA GARŚĆ DOLARÓW

Następny tekst

Rewolwerowe kołysanki Sergio Leone - ZA KILKA DOLARÓW WIĘCEJ



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE