Wenecja2017

WENECJA 2017. Loving Pablo, reż. Fernando León de Aranoa

Loving Pablo to film, który w przyspieszony sposób stara się opowiedzieć to, co Netflixowi zajęło dwa sezony.

Autor: Dawid Myśliwiec
opublikowano

Granica pomiędzy aktorską brawurą a przerysowaniem jest niezwykle cienka. Wcielając się w postać powszechnie znaną, osoba kreująca ją musi uważać, by nie dać się zbytnio ponieść nowemu wcieleniu, co często zarzucano Dawidowi Ogrodnikowi przy okazji Ostatniej rodziny. Ci, którzy owe zarzuty formułowali, powinni jednak obejrzeć Loving Pablo Fernando Leóna de Aranoi, by przekonać się, że młody polski aktor nawet nie zbliżył się do definicji aktorskiej przesady.

Dzieło Aranoi traci swoją biograficzną wiarygodność głównie dlatego, że kreowany przez Javiera Pablo jawi się tu jako postać karykaturalna, wręcz kreskówkową.

Tego bowiem, co w kolejnym filmie o życiu Pablo Escobara robi ze swoją rolą Javier Bardem, nie można nazwać zaledwie brawurą – to przerysowanie gargantuicznych wręcz rozmiarów, szalona szarża, w której nie ma aktorskiej odwagi, a jedynie groteska i bełkot (w tym przypadku także dosłowny). Loving Pablo to opowieść z perspektywy Virginii Vallejo (Penélope Cruz), kolumbijskiej prezenterki telewizyjnej i celebrytki, która w latach 80. była kochanką narkotykowego bossa. Ta kobieca perspektywa – film rozpoczyna narracja z offu prowadzona przez Cruz – to jeden z niewielu godnych pochwały pomysłów wykorzystanych w tej produkcji. Spoglądamy na Escobara najpierw jako partnera i kochanka, a dopiero potem jako lidera kolumbijskiego kartelu narkotykowego. Dzieło Aranoi traci swoją biograficzną wiarygodność głównie dlatego, że kreowany przez Javiera Pablo jawi się tu jako postać karykaturalna, wręcz kreskówkowa. I choć nie brakuje scen, w których szef narcos, jak nazywani byli członkowie karteli, wykazuje się swym okrucieństwem, nabiera ono bardzo umownego znaczenia właśnie ze względu na charakter kreowania tej postaci.

Sceny wspomnianego okrucieństwa należą jednak do najlepszych w Loving Pablo – pokazują bowiem, że Escobar nigdy tak naprawdę nie brudził sobie rąk. Potrafił zmobilizować przestępców w całym kraju (pieniędzmi, a jakże), by polowali i zabijali przedstawicieli prawa, a swych wrogów wykańczał bestialskimi metodami, ale wyroki wykonywali jego ludzie. To jedynie pomysły rodziły się w głowie bossa – pomysły na to, jak skutecznie pozbyć się konkurencji i zadbać o długotrwale rozwijający się biznes. Film Aranoi wyraźnie pokazuje, że początkiem końca Escobara była polityka – zarówno wówczas, gdy był poza nią, jak i wtedy, gdy zdecydował się wejść między wrony. To właśnie wtedy Virginia zrozumiała, że „kochała Pablo, a nienawidziła Escobara” – kiedy to, w jaki sposób boss zdobywa wpływy w kraju zaczęło ciążyć na reputacji dziennikarki i zagrażać jej życiu, Vallejo zrozumiała, że jej czysto interesowne podejście nie ma już racji bytu. Że trzeba brać nogi za pas i ratować to, co się da. Właśnie wtedy rozpoczęła współpracę z amerykańskim wywiadem i od tego wydarzenia rozpoczyna swoją opowieść de Aranoa.

Nie miałem dotąd okazji obejrzeć serialu Narcos, ale jestem pewien, że lepiej wykorzystuje on potencjał drzemiący w tej historii. Loving Pablo to film, który w przyspieszony sposób stara się opowiedzieć to, co Netflixowi zajęło dwa sezony. Karykaturalny Escobar działa jak gdyby ktoś wcisnął „fast forward” na pilocie odtwarzacza, a jego przedsięwzięcia mnożą się w zastraszającym tempie. Reżyser nie znajduje czasu, by pogłębić rys psychologiczny swojego bohatera, a również pozostałe relacje – m.in. z szefami innych karteli, które byłyby szczególnie interesujące – zostały nakreślone naprędce. Zastanawia tak nieuważne potraktowanie tematu – w czasach, gdy mit Pablo Escobara zaczyna ponownie intrygować ludzi na całym świecie, Loving Pablo jawi się nie jako pełna interesujących historii ekranizacja pewnej części życia słynnego bossa narkotykowego, lecz notka biograficzna, w której zawarto co najwyżej kilka ciekawych anegdot.

Ostatnio dodane