nowości kinowe

Excentrycy, czyli po słonecznej stronie ulicy

Majewski bez problemu oczarowuje widzów w rytm swingu.

Autor: Dawid Gawałkiewicz
opublikowano

Spełniony sen melomana

Szedłem na Excentryków z naprawdę mieszanymi uczuciami. Polskie kino to rzecz zdecydowanie nie w moim guście, mimo wszystko postanowiłem, że nie będę się z góry uprzedzał i podejdę do tego obrazu na świeżo, okiem osoby nieuprzedzonej.

„I trąbką, i pałką można przypierdolić” – mówi w jednej z pierwszych scen postać milicjanta grana przez Wiktora Zborowskiego. Ten cytat doskonale opisuje Excentryków, czyli po słonecznej stronie ulicy. Film ogłusza raz za razem, uderzając w nas zarówno świetną muzyką, jak i doskonałymi dialogami.

Zanim nasze spojrzenie zostanie zaciemnione przez metaforyczne ciosy trąbki i milicyjnej pałki, musi minąć dobre pół godziny filmu. Fakt, nie jest to długo, jednak ma się wrażenie pociągu, który powoli, ale metodycznie się rozpędza. To, co dzieje się po nabraniu prędkości, to już czysta poezja!

fot-m-makowski-wfdif-0036_7c1a25c04e

Jednakże nie zaczynajmy obiadu od deseru. Na początku musimy sięgnąć po przystawkę, zorientować się, o co w ogóle chodzi, jak to danie smakuje. Fabian Apanowicz (Maciej Stuhr) to młody muzyk, były żołnierz, który wraca do Polski z emigracji i wprowadza się do pensjonatu u Bayerowej (świetna mała rola Anny Dymnej), gdzie mieszka również jego siostra Wanda (Sonia Bohosiewicz), cierpiąca na silne bóle brzucha. Czemu wspominam o tychże bólach brzucha? Jest to oczywiście istotne fabularnie i bardzo wiarygodnie zagrane! Fabian, pełen energii, zakłada swingowy big band, do którego dołączają między innymi milicjant Stypa (Wiktor Zborowski), tropiący pederastię wśród polskich literatów Zuppe (kolejna znakomicie napisana postać w tym filmie, zagrana przez Wojciecha Pszoniaka) i tajemnicza femme fatale Modesta Nowak (Natalia Rybicka). Razem szturmem zdobywają serca zarówno młodzieży, jak i twardogłowych komunistów…

Apetyt rozbudzony? Sięgnijmy po zupę, którą będziemy raczeni przez cały film, czyli dialogi. Są w sam raz! Szczególnie utkwił mi ten, który odbył Fabian zaraz po wprowadzeniu się do Bayerowej, parafrazując:

– O, ruskie wystrzeliły drugiego Sputnika.

– Naprawdę?

– Z psem! W trzeci będą musieli zapakować hycla.

7653d621327b7e8d04b36272f1

Bluzgi, wystrzeliwane z prędkością karabinu maszynowego z ust Bayerowej, są łagodzone przez klasę Anny Dymnej.

Wspomniany wcześniej Felicjan Zuppe i jego monologowe analizy utworów literackich najróżniejszych polskich poetów to majstersztyk, który pozostanie w pamięci na długo po zakończeniu seansu. Oczywiście jest to komedia, więc na głębokie przemyślenia rodem z Młodości nie mamy co liczyć. Ale rozmowy między bohaterami nie zgrzytają, ba, słucha się ich z przyjemnością, wzbudzają śmiech zarówno wśród takich gołowąsów jak ja, jak i u znacznie starszego audytorium, które przeważało na seansie.

Tyle w kwestii milicyjnej pałki tudzież zupy. Jak się sprawa ma z daniem drugim, z trąbką, to jest z muzyką? Dostajemy tony swingu, do którego mam słabość, bo kojarzy mi się z Zakazanym Imperium i II Rzeczpospolitą. Satin Doll, American Patrol, I’m Beginning to See the Light to klasyczne kawałki, które, zdaje się, nie tylko u mnie spowodują, że łza wzruszenia się w oku zakręci.

Gdy skonsumujemy pierwsze i drugie danie, przyjdzie pora na deser. Pod tym pojęciem rozumiem to, jak pięknie i harmonijnie wszystko w Excentrykach współgra. Uspokajam – jest w porządku, swing opowiada całą historię, jednak nie robi onz filmu teledysku, tak jak było chociażby w Wielkim Gatsbym; dialogi mu dzielnie sekundują. No i te wspaniałe kostiumy! To już moja osobista słabość. Stuhr i Rybicka świetnie wyglądają w przedwojennych kreacjach, które mają w sobie wiele zapomnianej elegancji. Ile ja bym dał, żeby faceci ponownie zaczęli gustować w kapeluszach…

Niestety! Po wyjściu z kina przyjaciel pracujący na kuchni mówi nam, że kelner nam napluł do zupy, a jesiotr, którego jedliśmy, nie był pierwszej świeżości. Co przez to rozumiem? Po pierwsze, już po zakończeniu seansu dowiedziałem się, że większość kawałków leciała z playbacku. Nieładnie, na szczęście jest to tak ukryte, że dla mojego wprawnego ucha było to niezauważalne.

Prócz tego ta nieszczęsna fabuła! Zdawała się niepotrzebnym dodatkiem do ostrych jak brzytwa dialogach przeplatanych występami big bandu Apanowicza. Była ona nieco zbyt wydumana, a punkt kulminacyjny i rozwiązanie akcji pozostawiły pewien niesmak.

fot._Marcin_Makowski_WFDiF_NEXT_FILM_5

Warto dodać, że film nieco trywializuje mroki wczesnego PRL-u, zaledwie raz czy dwa rzucając aluzje do tego, jak straszne były to czasy. Nie jest to duża wada, gdyż w założeniu miała być to lekka komedia, jednak nastoletniemu widzowi może wpajać błędne przekonania, że tamte czasy do zasadniczo była taka trzecia Rzeczpospolita, tylko może trochę biedniejsza?

„W tym kraju nic nie jest na serio” – słyszy w jednej z ostatnich scen główny bohater. I to chyba najlepsze podsumowanie Excentryków, czyli po słonecznej stronie ulicy. Obraz bardzo lekki, uwodzący, puszczający oko do widza, bawiący widzów niezależnie od wieku. Zdecydowanie warto się wybrać. Nie będzie to wgniatające w fotel doświadczenie, ale z pewnością wyjdziecie z kina zrelaksowani.

korekta: Kornelia Farynowska

Ostatnio dodane