Na skrzydłach marzeń (2013) - recenzja | FILM.ORG.PL

Na skrzydłach marzeń








Filip Jalowski
25.10.2013


Marzenie o tym, aby ekran kinowy stał się czymś więcej, aniżeli sporych rozmiarów prostokątem znajdującym się przed oczami widza towarzyszyło kinematografii właściwie od zawsze. W latach dwudziestych Abel Gance wyświetlał swojego monumentalnego „Napoleona” na kilku ekranach, aby wywołać w widzu efekt uczestnictwa w wydarzeniach mających miejsce w filmie. Niedługo po nim pierwsze próby kina 3D przeprowadzono na terenie Niemiec oraz ZSRR. Dziś, kiedy 3D jest już na porządku dziennym, ciężko przesunąć efekt „wejścia w ekran kinowy” o krok dalej. Nie jest to jednak niemożliwe, umożliwia to technika fulldome.

1

Właśnie w takiej technologii zrealizowano film „Na skrzydłach marzeń”, który od dziś można obejrzeć w Centrum Nauki Kopernik. Główną różnicą pomiędzy klasyczną projekcją kinową, czy też odwiedzinami sieci IMAX a obejrzeniem filmu w Koperniku jest fakt, że w trakcie planetaryjnego seansu kinowy ekran ma kształt przeciętej na pół kuli. Dzięki temu wyświetlany obraz dosłownie otacza widza. Zastosowanie takiej techniki jest wyjątkowo atrakcyjne dla oglądającego, lecz wprowadza wiele utrudnień dla filmowców. Kompozycją kadru filmowego fulldome jest koło, które należy skomponować ze zrealizowanych oddzielnie elementów. Każda klatka jest zatem połączeniem niezależnych obrazów, które muszą pasować do siebie w najdrobniejszym szczególe. Studio Niebo Kopernika, odpowiedzialne za realizacje filmu, pracowało nad nim trzy lata (mimo tego, że projekcja trwa niespełna pół godziny).

„Na skrzydłach marzeń” to krótka opowieść o historii lotnictwa. Zrealizowano ją w konwencji, która ma przypaść do gustu głównie najmłodszym widzom planetarium. Nie mamy zatem do czynienia z poważnym dokumentem, który wylicza techniczne specyfikacje kolejnych samolotowych projektów, ale z opowieścią o ludzkiej pasji, która – po serii niezwykłych historii – doprowadziła do ery lotów międzykontynentalnych i pozaziemskich. Narracja tworzona z myślą o młodszych widzach nie przekreśla jednak filmu dla starszej widowni. Dla tej główną atrakcją stanie się właśnie technologia fulldome i możliwości jakie niesie ze sobą ten typ projekcji. Osobiście, mimo delikatnej infantylności samego dokumentu, wyszedłem z planetarium z uśmiechem na ustach.

2

Narratorką opowieści jest Danuta Stenka, która z powierzonym zadaniem radzi sobie więcej niż dobrze, choć – znów należy to podkreślić – jest to „czytanie” charakterystyczne dla filmów przeznaczonych dla młodszej widowni. Oddzielną jakość stanowi natomiast muzyka, która jest zdecydowanie jednym z najmocniejszych elementów filmu. Ścieżka dźwiękowa skomponowana przez Michała Lorenca idealnie podkreśla pasję wynalazców, którzy niejednokrotnie ryzykowali, a nawet tracili życie tylko po to, aby wzbić się w powietrze i spełnić odwieczne marzenie o lataniu. Główną atrakcją jest jednak ekran, na którym „Na skrzydłach marzeń” zostanie wyświetlone. Seans w planetarium to zupełne inne doświadczenie niż wizyta w kinie 3D. Obraz otaczający nas z każdej strony robi wrażenie i znacząco wpływa na odbiór filmu. Po wyjściu z kina od razu pomyślałem, że „Odyseja kosmiczna” czy też inne klasyki kina science fiction musiałyby wyglądać w fulldome po prostu obłędnie.

Wizytę w Koperniku polecam wszystkim, a w szczególności tym, którzy na seans wybiorą się z dziećmi. „Na skrzydłach marzeń” to prosta, ale i poruszająca historia o sile ludzkiej pasji i wyobraźni, która doprowadziła do tego, że wzbiliśmy się w powietrze, a dzięki technologii fulldome będziemy mogli polecieć nie odrywając się od ziemi.







  • Mefisto

    To żadna nowość. Amerykanie już w latach 50 forsowali podobne rozwiązania – tak nakręcono m.in. How the West Was Won, w tzw. cineramie (smileboxie – nazwa mówi wszystko). Nie przyjęło się to, bo było zwyczajnie drogie przedsięwzięcie, zarówno w produkcji, jak i dystrybucji. Tu sobie można poczytać: http://en.wikipedia.org/wiki/Cinerama

    • Fidel

      Nigdzie nie piszę, że to absolutna nowość. Różne próby zabawy z ekranem są obecne już od epoki kina niemego, co zaznaczam we wstępie. Nie da się jednak ukryć, że w dzisiejszych czasach takich filmów za wiele nie powstaje, dlatego zobaczyć warto. Taki typ kina na zawsze pozostanie ciekawostką, ale fajnie od czasu do czasu obejrzeć coś innego ;)

      ps.
      Tego, że „Odyseja” w cinemaramie była wyświetlana nie wiedziałem. Jestem ciekaw efektu, ale na własne oczy pewnie i tak nigdy nie zobaczę.

      • fcia

        tak, to nie nowość, ale nowością jest to , że jest to PIERWSZY POLSKI film w tej technologii , który już zdobywa najważniejsze nagrody podczas festiwali fulldome.

  • Adi

    Taki ekran to nie pół kuli, ale raczej pół sfery. Pół kuli widać z zewnątrz.






Poprzedni tekst

Carrie

Następny tekst

Mój biegun



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE