Nowości kinowe

PIOTRUŚ KRÓLIK. Futrzak po liftingu

To mógł być film na miarę "Babe - świnka z klasą". Niestety, zabrakło najważniejszego składnika - fabuły.

Autor: Karol Barzowski
opublikowano

Gdy byłem mały, książki Beatrix Potter o króliczku Piotrusiu na pewno nie należały do moich ulubionych. Podobały mi się, zwłaszcza, jeśli chodzi o ilustracje (miało się wrażenie, jakby zwierzęta wychodziły z kartek!), ale dziś nie traktuję tych pozycji jako czegoś w stylu nostalgicznego wspomnienia. Do kinowej wersji podchodziłem z otwartym umysłem i dostałem całkiem przyjemny seans. Ci, którzy tę postać otaczają pewnym kultem, będą jednak mocno zawiedzeni.

Królik Piotruś przeszedł lifting – to mocno unowocześniona wersja. Literacki pierwowzór charakteryzował się spokojem, pewnym sentymentalnym podejściem. Tutaj od pierwszej sceny jest ostra jazda bez trzymanki. Główny bohater jest szalony, zadziorny, pewny siebie, można powiedzieć, że wręcz agresywny. Szczyci się tym, że zabił (!!!) sąsiada, który wyganiał ze swojego ogródka króliki wyjadające mu warzywa. Gwoli ścisłości – grany przez Sama Neilla stary McGregor nie był ofiarą jakiejś króliczej masakry, ale po prostu miał zawał, co zostało udowodnione w bardzo zabawnym montażu. Widok małych futrzaków skaczących z radości na widok leżącego na grządce, nieoddychającego mężczyzny, jest jednak kontrowersyjny.

Fabuła opiera się na próbach znęcenia się królika nad nowym lokatorem

Z tym mam chyba największy problem. W filmie sugeruje się, że zwierzęta mają prawo zjadać uprawiane przez innych warzywa, niszczyć ogrody, itd., tylko dlatego, że “były tam pierwsze”. Fabuła opiera się na tym, że do domu po zmarłym McGregorze wprowadza się jego daleki krewny, który jest maniakiem porządku i również uważa króliki za “wiejski odpowiednik szczurów”. Piotruś oraz jego przyjaciele starają się zrobić wszystko, aby pokazać mu, kto tam rządzi. Mówiąc krótko, znęcają się nad nim, a później wręcz próbują zabić, wrzucając mu do ust jagody, na które jest uczulony. Powód? Mieszkająca niedaleko Bea (bardzo fajne nawiązanie do autorki książek, zresztą nie tylko o imię tu chodzi), będąca pod urokiem nowego sąsiada, coraz mniej czasu poświęca Piotrusiowi i królik jest po prostu zazdrosny. W tej historii nie ma właściwie nic więcej – ciągła walka, kolejne próby wyeliminowania przeciwnika. Końcówka, w której główny bohater wreszcie zaczyna rozumieć swój błąd (ale tylko w kontekście tego, że Bea może przecież kochać ich obu; niszczenie cudzego mienia wciąż jest OK), to jednak trochę za mało, trochę za późno.

Nie pamiętam, kiedy ostatnio tak często śmiałem się na filmie przeznaczonym stricte dla dzieci

Ta fabuła jest… żadna. W dodatku puryści oczekujący wiernej, czyli sympatycznej, słodkiej, mysiowato-puchatej ekranizacji, podobnie jak stary McGregor mogą dostać zawału. A jednak te 90 minut seansu upływa całkiem przyjemnie. Świetny jest przede wszystkim humor. Nie pamiętam, kiedy ostatnio tak często śmiałem się na filmie przeznaczonym stricte dla dzieci. Są tu zarówno przemyślane żarty sytuacyjne, jak i przezabawne dialogi. Na ekranie oglądamy całą galerię postaci i właściwie każda z nich dostaje choć jedną scenę, w której może zabłysnąć. Moim faworytem był przede wszystkim funkcjonujący na zasadzie epizodu kogut – w końcu dowiedziałem się, co oznacza poranne pianie. Gdyby patrzeć na Piotrusia Królika jako zbiór gagów, wystawiłbym tej produkcji naprawdę wysoką ocenę, z dodatkowym punktem za kilka żartów zrozumiałych tylko dla dorosłych. Ale film to jednak coś więcej.

Szkoda, że pod względem fabularnym zaprezentowano aż taką mizerię. To mógł być film na miarę Babe – świnka z klasą. Tutaj co prawda zwierzęta są w całości animowane, ale wykonane to zostało naprawdę znakomicie. Rose Byrne oraz pofarbowany na czarno Domhnall Gleeson dobrze spisują się w tej konwencji i widać między nimi chemię. A nad całością unosi się dość urokliwy klimat – choć z klimatem z książek rzeczywiście nie ma on nic wspólnego. Były tu składniki na udany film, jednak tego podstawowego zabrakło.

Nie ukrywam też, że wolałbym zobaczyć Piotrusia Królika w wersji oryginalnej, choć po tym, jak Marię Magdalenę wypuszczono do polskich kin jedynie z dubbingiem, oczywiście na to nie liczyłem. James Corden użyczający głosu Piotrusiowi nadaje tej postaci innego, bardziej przemawiającego do mnie rysu, a w pozostałe zwierzaki wcielają się między innymi Margot Robbie, Daisy Ridley, Elizabeth Debicki oraz Sia. No i znowu to napiszę – szkoda.

Ostatnio dodane