Recenzje

MCQUEEN. Mroczne piękno

Poruszający i zachwycający wizualnie dokument o genialnym buntowniku.

Autor: Katarzyna Kebernik
opublikowano

Kiedy pasja staje się przekleństwem

Dla kinomanów McQueen to Steve. Dla znawców mody – Alexander. Brytyjski projektant odebrał sobie życie na miesiąc przed 41. urodzinami, w przeddzień pogrzebu ukochanej matki. Był zdeterminowany. Przyjął dużą ilość leków, podciął sobie nadgarstki, a kiedy i to nie pomogło, powiesił się w szafie na pasku od spodni. Zostawił po sobie krótki list, bez określonego adresata, o treści: „Karm moje psy. Przepraszam. Kocham Cię, Lee”. To swoim psom zapisał w testamencie 16 mln funtów. Dokument biograficzny o Lee Alexandrze McQueenie pokazuje cienie i blaski artysty, ale pozwala zachować mu tajemnice, których nie chciał zdradzać za życia.

Pierwsze oblicze McQueena: Lee, prosty chłopak z prowincjonalnego Stratford, syn taksówkarza, najmłodszy z szóstki rodzeństwa. Misiowaty, z nadwagą, w źle dobranej kraciastej koszuli, wesołek, dusza towarzystwa. Szybko odkrywa powołanie do krawiectwa, w wieku 16 lat rzuca szkołę, uczy się mody w prestiżowym Central St. Martins, gdzie odstaje od koleżanek i kolegów z bogatych paryskich domów. Pierwszą kolekcję finansuje z zasiłku dla bezrobotnych, więc na pokazie musi zasłaniać twarz, bo ówcześnie w Anglii nie można zarabiać, korzystając jednocześnie z pomocy społecznej.

Tytan pracy, perfekcjonista, bywa toksyczny dla otoczenia, wyzywa asystentów, potrafi z dnia na dzień zerwać kontakt z bliską wcześniej osobą.

Druga twarz McQueena: Alexander, imię, którym posługuje się w świecie mody, ponieważ brzmi bardziej arystokratycznie. Tytuł projektanta roku i stanowisko dyrektora kreatywnego Givenchy oznaczają coraz więcej pracy. Ratunkiem ma być kokaina, a gdy ta nie pomaga: psychotropy. Robi sobie liposukcję, by lepiej dopasować się do środowiska z branży. Tytan pracy, perfekcjonista, bywa toksyczny dla otoczenia, wyzywa asystentów, potrafi z dnia na dzień zerwać kontakt z bliską wcześniej osobą. Słyszy głosy, w głowie pojawiają się też paranoidalne myśli.

I kolejne kolekcje. W tej debiutanckiej inspirował się Kubą Rozpruwaczem i wiktoriańską Anglią. W szokującym pokazie Highland Rape kazał modelkom zataczać się i płakać, zamiast zwyczajnie chodzić po wybiegu, ubrał je też w poplamione i poszarpane stroje – chciał, żeby wyglądały jak ofiary gwałtu. Opowiedział w ten sposób dwie ważne dla siebie historie: jako Szkot symbolicznie wykrzyczał prawdę o przemilczanych krzywdach, wielokrotnie zadawanych jego narodowi przez Anglików, a jako molestowany przez całe dzieciństwo chłopiec w zawoalowany sposób podzielił się ze światem swoją traumą. Inny modowy pokaz, Voss, zainspirowały Odyseja kosmiczna, ćmy i wnętrza szpitali psychiatrycznych. Nieprzemijająca fascynacja – przemijanie. Śmierć, rozkład, choroba, szaleństwo.

Choćby po to, aby zobaczyć te pokazy na dużym ekranie, warto wybrać się do kina. Barokowe, gotyckie i punkowe zarazem kreacje McQueena przy takiej rozdzielczości stają się egzystencjalnym wręcz przeżyciem. Fantazyjność i piękno świata wielkiej mody zostają skontrastowane z archiwalnymi, prywatnymi nagraniami projektanta, na których widzimy jego prostoduszną, prozaiczną twarz w otoczeniu rodziny i przyjaciół. Reżysera bardziej interesuje uchwycenie esencji jego twórczości niż drobiazgowe przytaczanie faktów. To dokument środka, który mogą obejrzeć także ci, który nie mają o Alexandrze McQueenie pojęcia. Pomimo tego nie ma się wrażenia obcowania z „brykiem” czy też wpisem w Wikipedii, ponieważ każda informacja zostaje podana w sposób osobisty. Wyczuwamy autentyczne zaangażowanie twórców oraz ich podziw dla dzieł bohatera filmu.

Wyjątkowego klimatu całości dodaje wspaniała ścieżka dźwiękowa skomponowana przez Michaela Nymana, wybitnego kompozytora, odpowiedzialnego m.in. za muzykę do Fortepianu. Tworząc podkład muzyczny do McQueena, wykazał się moim zdaniem genialną intuicją, jego utwory brzmią chwilami nowocześnie, a chwilami jak zaginiona kompozycja jakiegoś barokowego mistrza, zawsze punktując nastrój danej sceny. Barokowe nawiązania w muzyce zostają wzmocnione równie barokowym, przewijającym się przez cały film motywem czaszki – symbolem zarówno marności, jak i domu mody McQueen. Odwołania do wielkiej sztuki nie są przypadkowe – Lee za takową uważał modę i zgodnie z tym przekonaniem ją tworzył.

To dokument tak dojrzały, wyważony, pozbawiony zbędnych informacji czy scen, że trudno uwierzyć, że stworzyła go dwójka ludzi o bardzo skromnym dorobku – praktycznie anonimowi Peter Ettedgui i Ian Bonhôte. W ich subtelnym, utrzymującym dystans ujęciu historia McQueena zamienia się w historię każdego artysty. Jego marzenia i lęki osiągają wymiar uniwersalny – dlatego przemówią nie tylko do tych, których fascynuje haute couture. A zamiast trailera:

Ostatnio dodane