Connect with us

Felietony - Cykle

Dlaczego OBCY: ZIEMIA tak dobrze zachodzi za skórę

W jednej ze scen serialu Obcy: Ziemia pada dialog, w którym słyszymy, że w korporacji mówi się zawsze „tak”, bo „nie” oznacza brak rozwoju.

Published

on

OBCY: ZIEMIA. Kosmici i technokraci [RECENZJA, sezon 1]

Istnieją tylko dwa sposoby, by człowiek zrozumiał, czym jest zło: poprzez obserwację albo poprzez własne doświadczenie. To pierwsze uosabiają zwykle potwory – zewnętrzne, namacalne symbole strachu. Drugie odsłania się wtedy, gdy to my sami stajemy się potworami. I wtedy najczulszymi, a zarazem najuczciwszymi recenzentami naszych poczynań okazują się… dzieci. W jednej ze scen serialu Obcy: Ziemia pada dialog, w którym słyszymy, że w korporacji mówi się zawsze „tak”, bo „nie” oznacza brak rozwoju. To zgrabne podsumowanie filozofii wszelkich inżynierów przyszłości okazuje się równie trafne w odniesieniu do samej serii Obcy.

Twórcy musieli powiedzieć sobie zdecydowane „tak”, by sięgnąć po pióra i stworzyć pierwszy serial w uniwersum. Cokolwiek można powiedzieć o tym projekcie, jedno jest pewne – odwagi mu nie brakuje.

Advertisement

Przez lata w świecie Obcego zamiast kreatywnego krzyku panowała cisza, zapadła po premierze ekstrawaganckiego Przebudzenia z 1997 roku, ostatniego z udziałem Sigourney Weaver. Wielu uznało, że Jean-Pierre Jeunet wyczerpał limit pomysłów, a producenci stracili odwagę na długie lata. Cisza trwała do 2012 roku, gdy Ridley Scott powrócił z Prometeuszem inspirowanym Dänikenem i Przymierzem nawiązującym do Raju utraconego. Oba filmy mówiły „tak”, lecz strach coraz bardziej ustępował miejsca egzystencjalizmowi.

Noah Hawley, twórca serialu Obcy: Ziemia, otrzymał jednak od Disneya kredyt zaufania i postanowił zaryzykować. Najnowsza odsłona, balansująca między hołdem a reinterpretacją, zaskakuje przede wszystkim tym, że w miejsce klaustrofobii wprowadza przestrzeń i świeże powietrze. Tym właśnie rażąco różni się od niedawnego Romulusa – produkcji bezpiecznej, złożonej z najlepszych praktyk serii – bo Ziemia idzie dokładnie w przeciwnym kierunku: szerzej i wbrew konwencji.

Advertisement
OBCY: ZIEMIA. Ksenomorf w Nibylandii [RECENZJA, odc. 1-2]

Obcy: Ziemia to odsłona, która w dźwiękach, obrazach i stylistycznych detalach gra bardzo sprawnie. Serial rezygnuje z budowania napięcia na rzecz szybkiej ekspozycji, bo – jak zauważa Hawley – nie ma sensu stopniować grozy przed czymś, co wszyscy dobrze znają, jest już pozbawione klatki. Jednocześnie robi wszystko, by widzowie poczuli się jak w „domu”. Muzyka, retrofuturyzm i scenografia pełnią rolę hołdu dla serii, tworząc pomost do Ósmego pasażera Nostromo. Powrót do tego „looku” był nieunikniony, zwłaszcza że akcja toczy się na kilka lat przed pierwszym filmem.

Dynamiczniej robi się w warstwie kulturowych odniesień, z których najważniejszym okazuje się Piotruś Pan. To właśnie ta opowieść stanowi fundament scenariusza: krokodyl nabiera cech Obcego, a wątek rodzeństwa wysuwa się na pierwszy plan (jak wcześniej w Romulusie). Jednocześnie Hawley nadaje potworowi nowy cel, redefiniując jego symbolikę. Dotąd ksenomorf był figurą seksualnych lęków – falliczny kształt, starcie kobiety z opresją męskiej siły, freudowskie koszmary zakorzenione w ciele. W Obcym: Ziemi miejsce erotycznych napięć zajmuje dzieciństwo, czyli okres wolności i beztroski, nagle skonfrontowany z nieuchronnością śmierci. W tym ujęciu potwór staje się nie tyle koszmarem pożądania, ile brutalnym przypomnieniem, że żadna niewinność nie trwa wiecznie.

Advertisement
Serial science fiction OBCY: ZIEMIA z kolejną klimatyczną zapowiedzią

Choć zapewniano, że Obcy: Ziemia nie ma nic wspólnego z historią Davida, trudno nie dostrzec podobieństw do tropów z Prometeusza i Przymierza. Serial stawia pytanie o tożsamość: czy określa ją ciało, czy świadomość? Odwołanie do legendy Johna Henry’ego w jednym z finałów podkreśla, że starcie człowieka z technologią nie daje prostych odpowiedzi – zwłaszcza gdy maszyny bywają bardziej ludzkie niż ludzie, a ludzie bardziej mechaniczni niż androidy. Sydney Chandler nie budzi się do siły jak Ripley, lecz dojrzewa, odkrywając, że kontrola jest częścią dorastania. Olyphant i Ceesay przypominają zaś, że najciekawszy konflikt to ten między samymi maszynami, tak jak i potwory doczekały się własnych modyfikacji.

Obcy od zawsze kryje w sobie paradoks: wszystko, co w tych filmach najlepsze, opiera się na spotkaniu człowieka z tajemniczą istotą z kosmosu, a jednocześnie motyw ten został wyczerpany już w pierwszych trzech częściach. Próby odejścia od tej reguły budzą opór – choć wszyscy wiedzą, że nie da się w nieskończoność powtarzać historii statku jako mrocznego zamczyska, w którego korytarzach czai się wampir z innej planety, właśnie tego od serii oczekują. Potwór przestaje być potworem, gdy zapalimy światło, które go karmiło.

Advertisement

Obcy: Ziemia zmienia jednak optykę – zamiast enigmy i koszmaru mamy drapieżnika w rękach maszyn, skierowanego przeciwko ludziom. Czy to znaczy, że jest mniej zły? A może zło jest po prostu częścią natury? W scenie, gdy kreatura przechadza się lasem, metafora może wydawać się zbyt dosłowna, ale skutecznie uświadamia, że zło zależy od interpretacji. Hawley niewątpliwie szukał nowego języka dla serii i nie jest bezradny – wie, co chce powiedzieć. Pytanie tylko, czy widzowie są gotowi to usłyszeć.

Advertisement

Kulturoznawca, pasjonat kultury popularnej, w szczególności filmów, seriali, gier komputerowych i komiksów. Lubi odlatywać w nieznane, fantastyczne rejony, za sprawą fascynacji science fiction. Zawodowo jednak częściej spogląda w przeszłość, dzięki pracy jako specjalista od promocji w muzeum, badający tajemnice początków kinematografii. Jego ulubiony film to "Matrix", bo łączy dwie dziedziny bliskie jego sercu – religię i sztuki walki.

Advertisement
1 Comment

1 Comment

  1. Mr. ??

    26 grudnia, 2025 at 13:29

    Po słabych woke dei filmach AvP, Prometeusz, Przymierze, Romulus
    Kolejny twór z silną kobietą która tym razem obcina głowę Obcemu jakimś nożem i to nie ostrzami jakie mają Yautja sam Obcy głównie zabija i nie porywa ludzi na nosicieli by się rozmnożyć jak w Aliens i komiksie AvP chociaż są jaja, słabymi mężczyznami który nie potrafią zabijać obcego mimo że mają broń jak Marines z Aliens.
    W Badlands się szarpnęli na młodego Yautja mężczyznę który potrafi walczyć.
    W Marvelu jest Frank / Punisher którego dodali do przeciętnego DD Born Again ma być w SM Brand
    nie ma Blade, Franka Drake, H. Kinga, Solo, Deathloks, Bishopa, Cabla, Logana, X-Men, Moon Knighta, tylko parodia i przydupasy dziecinnego Deadpoola. WB DC z pedo Gunnem poziom afro ameryki i pedo woke Hollywood

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *