Publicystyka filmowa
Stanley Kubrick powiedział o nim: „przy tym filmie LŚNIENIE to dziecinna zabawa”
Reżyser, chcąc zażartować, zapytał go, czy widział Lśnienie. Kubrick odpowiedział, że Lśnienie jest dziecinną zabawą w porównaniu z jego filmem.
W tym filmie nie ma krwi ani szokujących efektów. Zamiast tego reżyser buduje historię, która zmusza widza do zastanowienia się, co zrobiłby, gdyby jego partner lub partnerka pewnego dnia zniknęli bez śladu. Jak daleko posunęlibyśmy się, by poznać prawdę? Siła filmu zrobiła gigantyczne wrażenie nawet na Stanleyu Kubricku, który po obejrzeniu go wielokrotnie dzwonił do reżysera George’a Sluizera mówiąc, że to najbardziej przerażający film, jaki widział. Oryginalny tytuł filmu brzmi Spoorloos, co oznacza bez śladu, a w Polsce znany jest jako Zniknięcie.
Rex i Saskia podróżują po Francji. Kiedy zatrzymują się na stacji benzynowej, Saskia wchodzi do środka po napój i już nie wraca. Wcześniej oboje rozmawiali o strachu przed porzuceniem… W przeciwieństwie do typowych filmów o porwaniach widz bardzo szybko dowiaduje się, kto stoi za zaginięciem. Raymond, pozornie zwyczajny mężczyzna, od dawna przygotowywał się do porwania kobiety. Udawał rannego, by zwabić Saskię w pułapkę. Trzy lata później Rex wciąż nie potrafi pogodzić się z jej zniknięciem. Publicznie apeluje o informacje, czym zwraca na siebie uwagę Raymonda. Porywacz proponuje mu układ: opowie, co stało się z Saskią, jeśli Rex sam przeżyje to, co spotkało jego ukochaną. Rex zgadza się…

W wywiadzie dla Criterion Sluizer wspominał, że Kubrick był wielkim fanem filmu i obejrzał go około dziesięciu razy. Obaj reżyserzy rozmawiali przez telefon, analizując Zniknięcie ujęcie po ujęciu, a Kubrick zakończył rozmowę, mówiąc, że był to najbardziej przerażający film, jaki kiedykolwiek widział. Sluizer, chcąc zażartować, zapytał go, czy widział Lśnienie. Kubrick odpowiedział, że Lśnienie, jeden z najbardziej wpływowych horrorów w historii kina, wydaje się dziecinną zabawą w porównaniu z jego filmem.
Co czyni film tak przerażającym to brak tajemnicy. Wiemy, kim jest Raymond i czego dokonał, a mimo to napięcie nie znika. Przeciwnie – obserwowanie jego działań staje się coraz bardziej niepokojące. Raymond nie jest szaleńcem kierowanym gniewem. To opanowany nauczyciel, mąż i ojciec, który chce po prostu sprawdzić, czy potrafi popełnić zbrodnię. Zniknięcie pokazuje więc najbardziej przerażającą możliwość: że potwór może być z pozoru zupełnie normalnym człowiekiem.

To również opowieść o obsesji. Rex mógłby pozwolić, by sprawą zajęła się policja, ale bardziej niż sprawiedliwości pragnie wiedzieć, co wydarzyło się Saskii. Trauma sprawia, że poznanie prawdy staje się dla niego ważniejsze niż własne życie. To właśnie dlatego finał jest tak bezlitosny.
Zniknięcie doczekało się amerykańskiego remake’u w 1993 roku z Sandrą Bullock, Jeffem Bridgesem i Kieferem Sutherlandem, jednak nowa wersja złagodziła najbardziej ponury aspekt oryginału. Jego wpływ można dostrzec między innymi w znakomitym Labiryncie Denisa Villeneuve’a, który również opowiada o desperackich poszukiwaniach zaginionego dziecka i o tym, jak daleko człowiek jest gotów się posunąć, by odzyskać bliską osobę. Oba filmy prowadzą swoich bohaterów w miejsce, w którym pragnienie poznania prawdy staje się silniejsze od instynktu samozachowawczego.

O filmie Zniknięcie pisaliśmy wielokrotnie przy okazji najróżniejszych zestawień, ale najlepszym podsumowaniem niech będzie cytat z recenzji Krzysztofa Waleckiego zamieszczonej naszych łamach pod wiele znaczącym tytułem Jeden z najbardziej przerażających filmów w historii kina:
Film Sluizera łatwo nazwać horrorem, gdyż prezentuje sytuację tylko pozornie logiczną, w rzeczywistości rażącą w nasze rozumienie zasad rządzących światem. Koszmar, który jest udziałem trójki bohaterów, razi z jednej strony przygodnością, z drugiej niezwykłym okrucieństwem, tym silniej, im wyraźniej widzimy momenty, w których można było uciec od chorej fantazji Lemorne’a.[…]

[…] Przerażenie zaś bierze się ze zwyczajności sytuacji, banalności kata, człowieka ciekawego własnych granic, a przez to szalenie niebezpiecznego. Nie ma w nim nic niezwykłego, fascynującego, przyciągającego; jest tylko próba udowodnienia samemu sobie, że jest się zdolnym do popełnienia największej potworności. […] Sluizer zamyka nas, widzów, w złotym jaju i wypuszcza w kosmos, bez żadnych szans na jakikolwiek ratunek. Rzadko który film ma równie wstrząsający finał.

