Sztuczne światy

Sztuczne światy – SZUM MORZA

W kameralnym Szumie morza najbardziej urzeka to, co między wierszami, niekoniecznie to, co prezentowane wprost.

Autor: Maja Budka
opublikowano

Szum morza w jednym szeregu z Moim sąsiadem Totoro, Grobowcem świetlików czy Spirited Away: W krainie bogów wypada wyjątkowo skromnie i blado. Ale, co ciekawe, obraca to w atut. Osobiście jestem ogromną miłośniczką tych mniej adorowanych filmów słynnego studia Ghibli. Tych, które zamiast o bajkowych, fantastycznych światach opowiadają o subtelnym uroku prozaicznego życia. Do takich należy między innymi Powrót do marzeń, który jest bez wątpienia moim numerem jeden japońskiego studia. I choć Szum morza dzieli z nim tę samą nostalgiczną stylistykę portretowania codzienności, wciąż czegoś tu brakuje. Szum morza to piękna miniatura dojrzewania, ale z kilkoma wyraźnymi zarysowaniami na czystej, wypolerowanej powierzchni. 

Film Tomomiego Mochizukiego to subtelny, nienachalny melodramat opowiadający o czasach burzliwej młodości trójki nastoletnich Japończyków. Film otwiera sekwencja na dworcu kolejowym. Główny bohater, Taku Morisaki, dostrzega na przeciwległym peronie znaną twarz kobiety, która zostaje jednak zmazana z pola widzenia przez nadjeżdżający pociąg. Czy była to dawna szkolna miłość Morisakiego? W tym momencie opowieść zostaje zdominowany przez retrospekcje chłopaka. Film cofa się o dwa lata, aby opowiedzieć o początkach długoletniej przyjaźni Morisakiego i Yutaki Matsuno. Przyjaźni, którą rozpoczął osamotniony bunt przeciw szkolnej niesprawiedliwości. Wszystko jednak ulega zmianie, gdy do szkoły dwójki bohaterów przeniesiona zostaje młoda tokijka Rikako Muto. Intrygująca, twardo stąpająca po ziemi dziewczyna wprowadzi wiele zamieszania w życie bohaterów, rozpalając w nich obu niejednoznaczne uczucia. 

Nostalgia i uczuciowość przebijają przez każdy, nawet najbardziej prozaiczny kadr.

Znakiem rozpoznawczym filmów studia Ghibli – i Szum morza nie jest tego wyjątkiem – jest ujmująca kreacja świata przedstawionego. W proste obrazki domów, ludzi, przedmiotów i natury wkrada się ostentacyjnie poetyckość. Jako że ogromna większość filmu składa się z retrospekcji, pojedyncze kadry są jak zastygłe w czasie i pamięci klisze, przyozdobione przez samego reżysera białą ramką. To wszystko prezentuje się tak, jakby film był ekranizacją spisanych wierszem zapisków z pamiętnika Morisakiego. Nostalgia i uczuciowość przebijają się przez każdy, nawet najbardziej prozaiczny kadr. Ale tematem Szumu morza nie jest eksploracja krajobrazów, ale dokładna jak pod mikroskopem obserwacja kiełkującej młodzieńczej miłości. Miłości niepewnej i krnąbrnej. Rosnącego, zagadkowego, pełnego zaprzeczenia uczucia oraz niezauważalnego na pierwszy rzut oka uroku, które je okala. Jeśli o to chodzi, Szum morza ma w sobie wiele lirycznego piękna. Nie wszystko jednak wydaje się być zgodne i harmonijne. 

Wraz z subtelną, poetycką stylistyką kroczy zubożała, spękana w kilku miejscach treść.

Oglądając animację, nie sposób oprzeć się wrażeniu, że jest to film nieco przestarzały i w pewnych momentach irytujący. Dotyka problemu nastoletniej miłości, trudno więc oczekiwać od niego dojrzałości i rozsądnego podejścia do tematu. Niemniej z czasem niektóre elementy zaczynają wprowadzać do harmonijnej produkcji nieprzyjemne zgrzyty. Takie jak infantylnie marzycielski, dominujący charakter Rikako, której zachowanie często prowokuje do przewracania oczami. W efekcie Szum morza wydaje się być dobrą pozycją dla młodzieży. Dla kogoś, kto domaga się dojrzalszej i bardziej wiarygodnej historii, animacja Tomomiego Mochizukiego może w nielicznych momentach rozbudzić irytację. Ponadto historia, choć urzekająca, nie ma potencjału na to, by zapaść na dłużej w pamięć. Nie uderza widza z dużą intensywnością. Fabuła Szumu morza momentami przypomina skondensowaną do najmniejszych rozmiarów opowieść. Wraz z subtelną, poetycką stylistyką kroczy zubożała, spękana w kilku miejscach treść. 

W kameralnym Szumie morza najbardziej urzeka to, co między wierszami, niekoniecznie to, co prezentowane wprost. Marzycielska nastrojowość filmu dużo rekompensuje, ale nie niweluje poczucia niedosytu oraz kilkukrotnych porywów irytacji spowodowanych trudnymi do zrozumienia posunięciami bohaterów. Niemniej animacja Mochizukiego to wciąż urzekający film w najczystszej, nieskazitelnej stylistyce kultowego studia Ghibli. 

Ostatnio dodane