Publicystyka filmowa
Ten świetny kryminał NEO-NOIR łączy inspiracje CHINATOWN z bohaterem BIG LEBOWSKIEGO
Jedna śmierć otwiera w tym kryminale drzwi do całego miasta, które woli milczeć. Kto zajrzy za nie z Lee Raybonem? Mroki Tulsy.
Dobry bohater czarnego kryminału powinien wiedzieć, kiedy odpuścić, choć zwykle orientuje się w tym dopiero po kolejnym ciosie. Lee Raybon ma temperament w sam raz do tej tradycji i zdecydowanie za mało instynktu samozachowawczego. W tym serialu podejrzana śmierć daje mu pretekst, żeby zajrzeć tam, gdzie wpływowi mieszkańcy miasta najchętniej postawiliby tabliczkę z zakazem wstępu. Serial Sterlina Harjo kusi obietnicą brudnych sekretów, a równie mocno przyciąga towarzystwem człowieka, który z dociekliwości zrobił sobie sposób na życie, choć niespecjalnie mu się to opłaca. Mroki Tulsy.
Mroki Tulsy, czyli antykwariusz na tropie
Lee prowadzi antykwariat, pracuje też jako dziennikarz obywatelski i miejscową korupcję traktuje jak osobistą zniewagę. Kiedy po jego artykule o wpływowej rodzinie Washbergów umiera Dale, jeden z jej członków, oficjalnie mówi się o samobójstwie. Raybon nie wierzy w tę wersję i rusza tropem pozostawionych wskazówek. Taki początek wystarczyłby na sprawny kryminał, ale Harjo od razu daje bohaterowi więcej niż zagadkę do rozwiązania: miasto, w którym trudno oddzielić cudze interesy od własnej odpowiedzialności.

Ethan Hawke gra Raybona bez ochronnej otoczki zawodowego twardziela. Jego bohater jest poobijany, niechlujny i zbyt uparty, żeby rozsądnie ocenić zagrożenie, a przy tym daleki od nieskazitelności. To dobry przewodnik po kryminale: człowiek przekonany, że powinien szukać prawdy, nie musi przecież umieć poradzić sobie z jej skutkami. Hawke pozwala polubić Lee, ale nie wygładza jego kantów, więc kibicowanie bohaterowi nie oznacza aprobaty dla każdej jego decyzji.
Twardziel po przejściach
Z klasycznego noir Harjo wziął przede wszystkim sytuację człowieka, który zaczyna zadawać niewygodne pytania ludziom potężniejszym od siebie. Podejrzana śmierć prowadzi do kolejnych sekretów, przemoc szybko przestaje być abstrakcyjną groźbą, a ten, kto prowadzi dochodzenie, sam miewa kłopoty z moralną prostolinijnością. Żeby rozpoznać tę figurę, nie trzeba kapelusza ani gabinetu prywatnego detektywa. Lee należy do rodziny bohaterów, którzy mają dość wad, by raz po raz wpadać w tarapaty, i dość przyzwoitości, by nie przejść obok nich obojętnie.

Pokrewieństwo z kinowym czarnym kryminałem Harjo wskazał zresztą sam, wymieniając wśród inspiracji Chinatown, a Hawke dorzucił do tego towarzystwa Big Lebowskiego. Oba tropy dobrze oddają przyjemność, jaką daje serial, bo można w nim śledzić niebezpieczne powiązania i jednocześnie cieszyć się obecnością bohatera, który w niczym nie przypomina niezawodnego fachowca. Powaga dochodzenia nie wymaga tu ciągle zaciśniętych zębów, przeciwnie, komiczne potknięcia Lee jeszcze wyraźniej pokazują, jak daleko jego zapałowi do rzeczywistych możliwości.
Brązowa paleta obrazu przywołuje kino Nowego Hollywood, ale Harjo nie zamknął Tulsy w eleganckiej gablocie z pamiątkami po dawnych filmach. Obok przemocy znalazło się tu miejsce na humor, a obok podejrzliwości wobec wpływowych ludzi – na czułość dla lokalnej społeczności. Łatwiej więc zrozumieć, dlaczego Lee jest tak przywiązany do miejsca, które daje mu tyle powodów do gniewu. Gdyby miasto było wyłącznie siedliskiem zła, upór bohatera wyglądałby na karę, Raybon spotyka tu jednak również ludzi wartych uwagi i między kolejnymi podejrzeniami ma do kogo wracać.

Jak pomieścić Tulsę w kryminale
Poczucie epickiej skali bierze się tu z zasięgu podejrzeń. Lee zaczyna od jednej konkretnej śmierci, lecz dochodzenie prowadzi go ku polityce, pieniądzom i przemocy, które dotykają znacznie większej liczby ludzi. Sprawa przestaje więc należeć wyłącznie do uparciucha, który ją prowadzi, i do rodziny zmarłego. Harjo poszerzył opowieść o relacje i interesy mieszkańców, dlatego nawet kameralne spotkania ważą więcej niż kolejna porcja informacji dla widza, a za każdym rozmówcą widać kawałek miasta, do którego Lee nie ma pełnego dostępu.
Dzisiejszych elit nie da się przy tym oderwać od dłuższej historii przemocy i krzywd w Tulsie. Serial spogląda na współczesną intrygę szerzej, niż wymagałoby samo ustalenie, jak zginął Dale, sprawca jest więc tylko jednym z problemów, a obok niego wraca pytanie o ludzi, którzy mogą sobie pozwolić na bezkarność. Noir dobrze pasuje do takiej opowieści, bo bohater szukający jednego wyjaśnienia trafia na zależności, których nie usunie pojedyncze odkrycie. Tulsa ma własną historię i nie zaczęła jej pisać w chwili, gdy Lee wziął się do śledztwa.

Mroki Tulsy zostają dłużej, niż wymaga zagadka
Za tę narracyjną rozpiętość trzeba zapłacić zgodą na dygresje. Sama zagadka łatwo może wydać się mniej zajmująca od ludzi, których Lee spotyka po drodze, a kto spieszy się do rozwiązania, straci część przyjemności z seansu. Serial wypada najlepiej, gdy pozwala pobyć z Raybonem i jego otoczeniem, zamiast rozliczać każdą rozmowę z przydatności dla śledztwa. W zamian poznajemy miasto dokładniej, niż gdyby co chwilę twórcy podsuwali nam nowego podejrzanego i podporządkowywali każde spotkanie kolejnemu zwrotowi akcji.
Mroki Tulsy, które można obecnie obejrzeć w Polsce w Disney+, warto zacząć z ciekawością sięgającą dalej niż pytanie o rozwiązanie sprawy. Lee bywa irytujący, lecz trudno odmówić mu gotowości do nadstawiania karku tam, gdzie inni wolą milczeć. Jego upór pokazuje też, że poznać prawdę to jeszcze nie znaczy cokolwiek naprawić. Można przecież ustalić, co wydarzyło się w jednej rodzinie, i dopiero wtedy zobaczyć, jak mało wie się o jej sąsiadach. Kiedy śledztwo dobiega końca, widz nie ma ochoty odkładać mapy, bo za rogiem czeka jeszcze ulica, do której Lee nie zdążył zajrzeć.

