Publicystyka filmowa
Ten serial SCI-FI dla wielbicieli FIREFLY absolutnie zasługuje na reboot
Łowcy nagród, niewielki statek i świat, który nie pozwala zostać z boku. Czy ta kosmiczna formuła zasługuje na drugą szansę? Killjoys.
Kosmos najlepiej ogląda się czasem z pokładu niewielkiego statku, którego załoga ma więcej problemów niż pieniędzy. W takich historiach kolejna robota obiecuje chwilę spokoju, a przeszłość zawsze potrafi znaleźć drogę do śluzy. Killjoys dobrze zna ten rytm — i siedem lat po finale wciąż zachęca, żeby sprawdzić, co zostało pod warstwą kosmicznej strzelaniny.
Killjoys, czyli łowcy nagród z Quad
Stworzony przez Michelle Lovrettę kanadyjski serial przygodowy science fiction stacje Space i Syfy emitowały w latach 2015–2019; powstało pięć sezonów, łącznie 50 odcinków. Hannah John-Kamen gra Dutch, a Aaron Ashmore i Luke Macfarlane wcielają się w Johna i D’Avina Jaqobisów, tworzących z nią zespół łowców nagród. Finał pokazano 20 września 2019 roku, a dwa ostatnie sezony zamówiono z wyprzedzeniem, dając twórcom przestrzeń na zaplanowanie zakończenia. W Polsce Killjoys emitował kanał Sci-Fi.

Dutch, John i D’Avin realizują zlecenia w Quad, gdzie podziały klasowe wystawiają zawodową neutralność na coraz trudniejsze próby. To świetny punkt startu: bohaterowie mają wykonywać konkretną pracę, ale świat uparcie komplikuje im regulamin. Na tej sprzeczności można zbudować zarówno szybką przygodę, jak i opowieść o cenie wygodnego przekonania, że cudza polityka nas nie dotyczy.
Właśnie dlatego Killjoys zasługuje na reboot. Najcenniejszy jest tu mechanizm opowieści: niewielki zespół, kolejne zadanie i rzeczywistość, która nie pozwala po prostu odebrać zapłaty. Nowe otwarcie mogłoby odzyskać tę bezpośredniość, zamiast zaczynać od obowiązkowej encyklopedii świata. Do wejścia na pokład powinny wystarczyć ciekawość bohaterów i obietnica kłopotów.

Między Firefly a Kowbojem Bebopem
Najporęczniejszy opis? Firefly spotyka Kowboja Bebopa. Pierwszy serial opowiada o niezależnej załodze niewielkiego statku po wojnie domowej; anime z 1998 roku śledzi łowców nagród podróżujących po Układzie Słonecznym i obciążonych przeszłością. Killjoys można czytać jako połączenie przyjemności przebywania z załogą i zawodowego cynizmu ludzi, dla których cudze kłopoty są źródłem utrzymania.
Michelle Lovretta sama przywoływała Firefly w rozmowie o swoim serialu w 2015 roku. Pokrewieństwo dobrze oddaje pomysł statku jako zastępczego domu: w Killjoys tę rolę można przypisać Lucy. Najważniejsze jest poczucie, że w wielkim, niezbyt przyjaznym kosmosie najwięcej ważą relacje między ludźmi znajdującymi się na wyciągnięcie ręki. Od nich zależy, czy kolejna awantura będzie czymś więcej niż wymianą ognia.

Legalne zlecenia i rejestrowani łowcy nagród pozwalają spojrzeć na kosmiczną przygodę jak na ryzykowny zawód, a gatunkowy eklektyzm anime rodem z Kowboja podsuwa ciekawy kierunek dla reboota. Nowa wersja Killjoys mogłaby swobodnie zmieniać ton między humorem, napięciem i melancholią. Warunek jest prosty: styl ma wynikać z bohaterów, nie zastępować ich efektowną pozą.
Neutralność na usługach nierówności
Świat serialu daje takiej przygodzie solidny opór. RAC jest niezależną organizacją łowców, a The Company — osobnym podmiotem kontrolowanym przez bogate rodziny. Konflikt klasowy w Quad sprawia, że wykonywanie zleceń nie odbywa się w społecznej próżni. To rozróżnienie ma znaczenie: bohaterowie mogą powoływać się na zawodowe zasady, ale pracują w rzeczywistości, w której władza i pieniądze są rozłożone nierówno.

Reboot miałby tu temat, który nie potrzebuje długiego wykładu. Kto ustala warunki zlecenia? Kogo stać na egzekwowanie swoich roszczeń? Kiedy bezstronność staje się wygodną usługą dla silniejszych? Takie pytania najlepiej zadawać przez decyzje postaci. Killjoys zyskałoby na historii, w której moralny koszt zadania narasta równie szybko jak zagrożenie. Społeczny konkret mógłby dodawać przygodzie ciężaru, nie odbierając jej lekkości.
Killjoys – nowy start bez starego balastu
Warto przy tym zachować proporcje. Krytycy chwalili tempo Killjoys, chemię zespołu i pomysłowość świata, lecz początkowi wytykali ciężką ekspozycję, niezgrabne dialogi oraz schematyczne postacie. W opiniach widzów wracają pochwały więzi bohaterów i serialowej mitologii. To czytelna wskazówka dla nowej wersji: zaufać relacjom, ograniczyć objaśnianie i dać postaciom więcej okazji do pokazania charakteru w działaniu.

Obok monumentalnej opowieści o upadku galaktycznego imperium w Fundacji jest przecież miejsce na piracką zabawę, jaką proponują Gwiezdne wojny: Załoga rozbitków. Killjoys mogłoby dołożyć do tej różnorodności przygodę o dorosłej, niewielkiej ekipie, bez konieczności podpinania jej pod ogromną franczyzę. Taki serial powinien umieć zainteresować jednym zadaniem i jednym trudnym wyborem, zanim poprosi o emocje związane z losem całego kosmosu.
Lovretta po finale w 2019 roku deklarowała otwartość na powrót do tego świata; nie była to zapowiedź nowej produkcji. Najlepszym argumentem za rebootem pozostaje jednak sama formuła. Wystarczy zachować energię zespołu, zawodową dwuznaczność łowców i świat, który utrudnia pozostawanie z boku. Jeśli nowe Killjoys potrafiłoby sprawić, że widz chce wrócić na Lucy jeszcze przed następnym zleceniem, miałoby już najważniejszy silnik.

