Publicystyka filmowa
SZACUN dla tego serialu SCI-FI, że co sezon nie bał się zaczynać OD POCZĄTKU
Hargreevesowie ratowali świat, a najtrudniej szło im przy rodzinnym stole. Jak serial radził sobie z kolejnymi nowymi początkami? The Umbrella Academy.
Rodzinne spotkania bywają trudne, ale u Hargreevesów nawet koniec świata nie wystarcza, żeby odłożyć pretensje na bok. Pod superbohaterską przygodą stale buzuje coś mniej efektownego: potrzeba uznania, pamięć upokorzeń i zazdrość o rodzeństwo. Jak długo taka rodzina może ratować rzeczywistość, skoro z trudem wytrzymuje we własnym towarzystwie? The Umbrella Academy.
Najpierw trzeba wrócić do domu
Amerykańskie The Umbrella Academy, prowadzone przez showrunnera Steve’a Blackmana, przez cztery sezony w latach 2019–2024 łączyło na Netflixie fantastykę, akcję i dramat rodzinny. Punktem wyjścia był komiks Umbrella Academy Gerarda Waya i Gabriela Bá, ale adaptacja swobodnie przestawiała jego elementy, nie traktując kolejnych tomów jak instrukcji obsługi.

Ta swoboda okazała się największym atutem serialu. Każdy sezon zmieniał warunki rodzinnego eksperymentu: scenerię, układ sił, tempo i rodzaj zagrożenia. Hargreevesowie pozostawali sobą, lecz opowieść nie pozwalała im wygodnie osiąść w jednej formule. Nawet gdy ponownie trzeba było powstrzymać apokalipsę, zmieniał się emocjonalny sens tego zadania. Ratowanie świata było obowiązkiem; ciekawsze pozostawało pytanie, z kim tym razem trzeba się dogadać.
Pierwszy sezon zaczyna się od śmierci Reginalda Hargreevesa i powrotu rodzeństwa do rodzinnego domu. Piątka, grany przez Aidana Gallaghera, przynosi ostrzeżenie przed końcem świata, ale atmosfera przypomina raczej spotkanie dorosłych dzieci, które nadal czekają na pochwałę ojca. Luther Toma Hoppera także tkwi w tym emocjonalnym potrzasku. Rezydencja jest centrum przyciągania dawnych urazów, a supermoce nie dają nikomu przewagi w rozmowie o dzieciństwie.

Właśnie tu serial najcelniej rozbraja superbohaterską fantazję: niezwykłe zdolności nie oznaczają dojrzałości. Zagrożenie apokalipsą splata się z krzywdą, której rodzina nie umie nazwać ani naprawić. Ponury dramat domowy nadaje widowisku ciężar, bo katastrofa przestaje być wyłącznie wielkim zadaniem do wykonania. Wyrasta z relacji. Dzięki temu pod efektami specjalnymi czuć ludzi, którzy od dawna nie potrafią się usłyszeć.
Dallas: rodzina The Umbrella Academy wypada z własnej orbity
Drugi sezon rozrzuca bohaterów po Dallas lat 60., w dodatku w różnych momentach. Muszą się odnaleźć, a kolejna apokalipsa splata się z zamachem na Johna F. Kennedy’ego. Zamiast wspólnego dachu dostają osobne życia. Blackman tłumaczył, że zależało mu na rozdzieleniu rodzeństwa i sprawdzeniu nowych konfiguracji między postaciami. To znakomity ruch: rodzinny rytuał zostaje przerwany, więc każdy musi przez chwilę istnieć bez swojego stałego miejsca przy stole.

Retroestetyka i sensacyjny pośpiech dodają opowieści lekkości, lecz Dallas stawia też bohaterów wobec segregacji rasowej i walki o prawa obywatelskie. Blackman podkreślał, że nie chciał omijać problematyki rasowej w historii osadzonej w 1963 roku. Przeszłość nie jest więc tylko atrakcyjnym kostiumem. Zmusza rodzeństwo do reakcji na świat, którego reguł nie da się sprowadzić do rodzinnych pretensji. To najbardziej udane poszerzenie perspektywy serialu.
Drugi sezon spotkał się z bardzo dobrym przyjęciem zarówno krytyków, jak i widzów. Jego przewaga polega na tym, że energia przygody nie zagłusza bohaterów. Rozdzielenie daje im miejsce na samodzielność, a ponowne spotkania odzyskują temperaturę. Serial potrafi przyspieszyć bez porzucania tego, co wcześniej zbudował. Zmiana dekoracji służy tu zmianie relacji, zamiast jedynie zapewniać świeże tło do znajomych kłótni.

Hotel pełen cudzych wersji życia
Trzeci sezon sprowadza Hargreevesów do alternatywnego 2019 roku, w którym ich dom zajmuje Akademia Sparrow. Rodzeństwo znajduje schronienie w Hotelu Obsidian, a nad rzeczywistością wisi kugelblitz związany z paradoksem czasowym. Ta odsłona zamienia rozmach podróży w czasie w duszny teatr rodzinnych porównań. Pojawienie się innej akademii uderza w czuły punkt: nawet własne miejsce w rodzinnej historii okazuje się czymś, co można stracić.
Hotelowa kameralność miała także przyczynę produkcyjną. Blackman przyznał, że pandemiczne trudności ze zdjęciami w Toronto skłoniły go do przerobienia scenariusza tak, by więcej działo się we wnętrzach. Ograniczenie sprzyja absurdowi i zderzaniu charakterów, ale uwydatnia też momenty dreptania w miejscu. Krytycy pozostali wobec sezonu przychylni, widownia była znacznie bardziej podzielona. Zagmatwanie i nadmiar wątków zaczęły przesłaniać przyjemność obcowania z rodziną.

Ostatni reset The Umbrella Academy ma swoją cenę
Czwarty sezon otwiera następna zmiana warunków: po resecie rzeczywistości rozproszone rodzeństwo próbuje życia bez mocy. To celny punkt wyjścia dla historii o tożsamości ludzi wychowanych do wyjątkowości. Finał dostał jednak sześć odcinków zamiast wcześniejszych dziesięciu; cały serial zamknął się w 36. Blackman mówił, że początkowo planowano więcej odcinków, po czym uzgodniono z Netflixem krótszy sezon. Na spokojne rozwinięcie nowej sytuacji zostało niewiele miejsca.
Krytycy zarzucali finałowi nierówne tempo i niedostateczne domknięcie części postaci, a wśród widzów mocno wybrzmiało rozczarowanie pośpiechem oraz lukami w opowieści. To trafia w słabość całego przedsięwzięcia: każdy nowy początek potrzebuje czasu, żeby nabrać znaczenia. Gdy serial zbyt szybko przechodzi do następnego pomysłu, emocje nie nadążają za fabułą. Odwaga zmiany zasługuje na uznanie, ale nie zastępuje cierpliwości w opowiadaniu.

WandaVision zmieniało sitcomowe epoki, a Doom Patrol równie swobodnie łączyło gatunkowe szaleństwo z rodzinną traumą. Siłą The Umbrella Academy jest własny sposób podtrzymywania tej więzi mimo kolejnych resetów. Nie wszystkie próby się udały, lecz serial pozwalał rodzinie zmieniać otoczenie, role i wyobrażenie o sobie. Wszystkie cztery sezony są obecnie dostępne na Netfliksie. Warto do nich wrócić dla bohaterów, którzy zmieniają światy łatwiej niż rodzinne przyzwyczajenia.

