News
TRUE DETECTIVE: nie horror, a thriller, ale rodem z H.P. Lovecrafta
To nie horror, ale w mistrzowski sposób oddaje esencję grozy charakterystycznej dla twórczości H.P. Lovecrafta. To pierwszym sezon True Detective.
Nie ma wielu seriali, które dobrze oddają lovecraftiański klimat grozy. Pisaliśmy o kilku z nich, między innymi o Archiwum 81 i nadchodzącej adaptacji Mgły Stephena Kinga. Niemniej jest wśród nich produkcja, która jakością zaskoczyła wszystkich – kryminalny thriller, perfekcyjnie łączący procedural z motywami iście kosmicznego horroru. To nie typowy horror, ale w mistrzowski sposób oddaje esencję grozy charakterystycznej dla twórczości H.P. Lovecrafta, na co zwraca uwagę ScreenRant. Mowa oczywiście o pierwszym sezonie True Detective.
Matthew McConaughey jako Rust Cohle i Woody Harrelson wcielający się w Marty’ego Harta prowadzą śledztwo w sprawie rytualnych morderstw. Początkowo widz może przypuszczać, że to typowy thriller kryminalny, w którym zbrodnie okażą się powiązane z religijnym fanatyzmem. Wraz z rozwojem akcji serial subtelnie sugeruje jednak istnienie sił wykraczających poza ludzkie pojmowanie. Sam Rust zdaje się miewać wizje z drugiej strony, prowadzące go do nowych tropów. Show nigdy nie potwierdza ich nadprzyrodzonego charakteru, maskując je jako halucynacje zranionego umysłu. Podobnie jak bohaterowie lovecraftiańskich opowieści, Rust ma dostęp do zakazanej wiedzy, która doprowadza go na skraj szaleństwa.

Widzowie, podobnie jak Rust, czują obecność czegoś mrocznego i niewytłumaczalnego. To poczucie izolacji i kosmicznej obojętności potęguje reżyseria Cary’ego Joji Fukunagi, podkreślająca ludzką znikomość wobec potężnych sił zła. Choć Rust i Marty ostatecznie odnoszą sukces, nigdy nie docierają do sedna spraw, które rozwiązują – eliminują tylko sprawców, podczas gdy my mamy cały czas wrażenie, że głębsza strukura pozostaje nienaruszona. Serial zmusza widzów do zakwestionowania ich postrzegania czasu i rzeczywistości. Odniesienia do Króla w Żółci, którego sam Samotnik z Providence uważał za jedną z najlepszych opowieści grozy wszech czasów, i Carcosy dopełniają lovecraftiański charakter serii.
W True Detective Rust i Marty ledwie dotykają powierzchni nadrzędnego zła. Na łamach film.org.pl pisaliśmy już dokładnie o tym zagadnieniu słowami Adriana Jaworka: Zło ma tutaj bardzo specyficzny wymiar, nie tylko jest związane z obecnością sił nieczystych, ale także ze sposobem, w jaki traktowane są ofiary. Przede wszystkim wymaga ono powtarzalności z uwzględnieniem określonych elementów. W tym przypadku będzie to: symbol spirali oraz wszechobecne pułapki na demony. To otoczenie symbolami sprawia, że miejsce, w którym detektywi znajdują ofiarę, nabiera szczególnego znaczenia.

