Connect with us

Zestawienie

NOC SZALEŃCA. Brudne, agresywne, trzymające za gardło KINO AKCJI

Noc szaleńca to jeden z bardziej szalonych, bezkompromisowych i zwyczajnie ekscytujących nowojorskich thrillerów swojej epoki.

Published

on

Two men crawl through an underground tunnel toward the viewer; one brandishes a knife in his teeth as a city skyline glows in the night behind them.

Dzisiaj mało kto pamięta o filmie Noc szaleńca. Film Roberta Butlera nie obrósł kultem porównywalnym z Francuskim łącznikiem, nie jest wymieniany jednym tchem z Taksówkarzem, Życzeniem śmierci czy Wojownikami, a nazwisko reżysera raczej nie wywołuje szybszego bicia serca wśród miłośników amerykańskiego kina lat 70. i 80. Trochę niesłusznie, bo mamy tutaj do czynienia z jednym z bardziej szalonych, bezkompromisowych i zwyczajnie ekscytujących nowojorskich thrillerów swojej epoki.

Advertisement

Sama historia jest prosta jak budowa cepa. Gus Soltic porywa nastoletnią córkę byłego policjanta Seana Boyda, biorąc ją omyłkowo za dziecko bogatego dewelopera, który w jego mniemaniu zniszczył mu życie. Boyd rusza jej śladem i przez kolejne półtorej godziny przedziera się przez Nowy Jork, próbując dotrzeć do porywacza, zanim będzie za późno. 

James Brolin

Sam film miał dość burzliwą drogę na ekran. Scenariusz powstał na podstawie wydanej w 1975 roku powieści Williama P. McGiverna. Prawa do książki zakupiono jeszcze przed jej publikacją, a reżyserią miał początkowo zająć się będący wtedy na fali John Frankenheimer. Preprodukcja przeciągała się jednak przez kilka lat i kiedy w 1978 roku ostatecznie ruszyły zdjęcia, za kamerą stał już Sidney J. Furie.

Advertisement

Produkcję dodatkowo skomplikowała kontuzja wcielającego się w Boyda Jamesa Brolina, który złamał stopę podczas realizacji jednej ze scen. Zdjęcia kilkukrotnie wstrzymywano, a niedługo później Furie odszedł z projektu. Jego miejsce zajął ostatecznie Robert Butler. Co najważniejsze jednak, po filmie zupełnie nie widać produkcyjnego chaosu. Wręcz przeciwnie: Noc szaleńca sprawia wrażenie konsekwentnej wizji, której podstawowe założenie brzmi: nie zatrzymywać się ani na chwilę.

James Brolin

Film praktycznie od początku rzuca widza w wir wydarzeń. Po porwaniu rozpoczyna się długa, znakomicie zrealizowana sekwencja pościgu, podczas której zmieniają się samochody, środki transportu i lokacje, a bohater dosłownie przelatuje przez kolejne fragmenty miasta. W zasadzie cała Noc szaleńca skonstruowana jest według podobnej zasady, bohater praktycznie cały czas pozostaje w ruchu, a każda przeszkoda rodzi kolejną. Boyd nie prowadzi śledztwa w klasycznym rozumieniu tego słowa, nie siedzi nad dokumentami, nie analizuje poszlak przy tablicy. Biegnie. Wpada w jedno miejsce, wyciąga z niego strzęp informacji i rusza dalej.

Advertisement

Czasami samochodem, czasami metrem, czasami na piechotę. Co chwilę ktoś próbuje go zatrzymać, zastrzelić, pobić albo aresztować. Nieustanny ruch staje się podstawowym językiem filmu. James Brolin pasuje do tej konwencji znakomicie. Jego Boyd to bohater bardzo charakterystyczny dla ówczesnego amerykańskiego kina – twardy, małomówny, funkcjonujący trochę obok oficjalnych struktur, wyposażony w instynkt pozwalający mu odnaleźć się w miejscach, do których nawet policjanci niekoniecznie chcieliby zaglądać. Scenariusz nie próbuje przy tym robić z niego nadczłowieka. Boyd dostaje po mordzie, przewraca się, jest wyczerpany, momentami działa niemal wyłącznie dzięki adrenalinie.

Noc szaleńca

Po drugiej stronie mamy Gusa Soltica, granego przez Cliffa Gormana. Soltic nie jest eleganckim filmowym psychopatą obdarzonym genialnym planem. To sfrustrowany, odpychający typ, który własne niepowodzenia przetworzył w mieszaninę rasizmu, paranoi, kompleksów i obsesyjnej nienawiści wobec ludzi, których uważa za odpowiedzialnych za degradację swojego świata. Jego motywacja związana jest z działalnością bogatego dewelopera, ale film nie próbuje nadawać jego działaniom jakiejkolwiek szlachetności. Gorman tworzy postać żałosną i przerażającą jednocześnie, nieprzewidywalną właśnie dlatego, że trudno znaleźć w jej zachowaniu jakąkolwiek stabilność czy konsekwencję.

Advertisement

Największą gwiazdą Nocy szaleńca pozostaje jednak sam Nowy Jork. Nie jest to miasto pocztówkowe. Nie ma tutaj romantycznych spacerów po Manhattanie, lśniących wieżowców ani panoram skąpanych w świetle zachodzącego słońca. Kamera Victora J. Kempera (autora zdjęć do takich klasyków jak Pieskie popołudnie czy Przyjaciele Eddiego) pokazuje miasto zatłoczone, hałaśliwe, pokryte brudem, pełne śmieci, podejrzanych lokali, rozpadających się budynków i ludzi funkcjonujących na marginesie społeczeństwa. Miasto nie jest tutaj tłem dla pościgu. Ono jest jego integralną częścią.

Noc szaleńca

Boyd musi przepychać się przez tłumy, wpada do metra, przechodzi przez obskurne lokale, trafia między prostytutki, alfonsów, drobnych przestępców, bezdomnych i policjantów. Każdy kolejny fragment miasta wydaje się funkcjonować według własnych zasad. Kamera często znajduje się bardzo blisko ludzi, samochodów i ulicznego chaosu, przez co Nowy Jork sprawia wrażenie namacalnego, z ekranu niemal przebija się zapach spalin, potu i rozgrzanego asfaltu.

Advertisement

Nie jest to przy tym wyłącznie filmowa stylizacja. Zdjęcia powstawały zaledwie kilka lat po wielkim kryzysie fiskalnym Nowego Jorku, kiedy masowe cięcia dotknęły miejskie służby, a związki policjantów i strażaków rozdawały turystom słynną broszurę Welcome to Fear City, przedstawiającą metropolię niemal jak strefę wojny. Noc szaleńca chwilami wygląda jak fabularne rozwinięcie tej wizji miasta. 

Noc szaleńca

Butler nie próbuje także upiększać ekranowej przemocy. Starcia są chaotyczne, brutalne i mało eleganckie. Ludzie rzucają się na siebie, przewracają na meble, tłuką pięściami, wykorzystują wszystko, co akurat znajdą pod ręką. Reżyseria jest bardzo fizyczna, podobnie jak inscenizacja pościgów samochodowych, w których czuć ciężar rozpędzonych pojazdów i prawdziwe zagrożenie wynikające z obecności ludzi oraz maszyn w tej samej przestrzeni. Dzisiaj szczególne wrażenie robi to, jak niewiele jest tutaj ekranowej sterylności.

Advertisement

Nawet najbardziej widowiskowe sceny pozostają odpowiednio brudne i nieprzewidywalne. Pod tym względem Noc szaleńca wpisuje się w  nurt amerykańskiego kina, które w latach 70. i na początku 80. uczyniło z Nowego Jorku niemal osobny gatunek filmowy. Miasto Friedkina, Lumeta, Scorsesego czy Abla Ferrary było miejscem, w którym instytucje przestawały działać, przemoc mogła wybuchnąć w każdej chwili, a granica pomiędzy policjantem a przestępcą bywała bardzo cienka.

Noc szaleńca

Film ma momenty mocno zakorzenione w swojej epoce, zarówno jeśli chodzi o sposób przedstawiania mniejszości, jak i kobiet. Niektóre sceny oglądane dzisiaj pewnie u niejednego widza mogą wywołwać konsternację. Zwraca uwagę bezkompromisowe podejście do kwestii rasowych i obyczajowych. Tyle że trudno mieć o to do twórców większe pretensje. Film od początku mówi bardzo jasno, czym chce być. Nie interesuje go subtelność, nie próbuje udawać dramatu psychologicznego. Jest prosty, brutalny i niesamowicie skuteczny.

Advertisement

Bierze fabułę, którą można streścić w dwóch zdaniach, a następnie wyciska z niej niemal maksimum ekranowej energii. I chyba właśnie to jest w nim najbardziej imponujące. W czasach, kiedy kino akcji często próbuje przekonać widza o swojej intensywności za pomocą coraz większej liczby cięć, komputerowymi efektami i skalą destrukcji otoczenia, Noc szaleńca przypomina, jak wiele można osiągnąć, mając kamerę, kilka samochodów, odpowiednio dobrane lokacje i aktora biegnącego środkiem prawdziwej, zatłoczonej ulicy.

Noc szaleńca

To kino spocone, brudne i agresywne. Momentami prymitywne, momentami wręcz niedorzeczne, ale obdarzone czymś, czego nie sposób podrobić – poczuciem autentycznego zagrożenia i absolutnej nieprzewidywalności otaczającego bohaterów świata.

Advertisement

Po latach Noc szaleńca pozostaje więc nie tylko znakomitym, niemal bezustannie trzymającym za gardło kinem akcji, ale również fascynującym zapisem Nowego Jorku, którego już nie ma. Miasta brudnego, niebezpiecznego i znajdującego się w stanie permanentnego rozkładu, ale jednocześnie niesamowicie filmowego. Trudno o lepszy pomnik dla miasta, które wyglądało tak, jakby za chwilę miało się rozpaść, a jednocześnie nigdy nie prezentowało się na ekranie równie dobrze.

Noc szaleńca
Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *