Recenzje
SIGNAL ONE. Science fiction na tropach „Kontaktu” i „Nowego początku”
Signal One Jonathana Sobola z 2026 roku bierze na warsztat temat komunikacji z obcymi cywilizacjami i hipotezę ciemnego lasu.
Signal One Jonathana Sobola z 2026 roku bierze na warsztat temat komunikacji z obcymi cywilizacjami i hipotezę ciemnego lasu w ramach niskobudżetowego kina idei.
Technologiczny potentat Sam Houston organizuje na odległej wysepce tajną placówkę badawczą celującą w kontakt z pozaziemskimi cywilizacjami. Do udziału w projekcie Houston werbuje znaną z przełomowych odkryć w dziedzinie astrofizyki informatyczkę Annikę Kask, wybitnego inżyniera Charliego Kaminksy’ego i Perry’ego Glassnera, genialnego fizyka, który zaprojektował urządzenie do komunikacji z obcymi. Gdy naukowcy odbierają sygnały świadczące o istnieniu inteligentnego życia w kosmosie, stają przed dylematem: czy kontaktować się z nadawcami, którzy mogą mieć wrogie zamiary wobec ludzkości?

Kanadyjski reżyser i scenarzysta Jonathan Sobol ma na koncie komedie kryminalne w duchu Guya Ritchiego (A Beginner’s Guide to Endings [2010] i Sztuka kradzieży [2013]), współczesny western (Padre [2018]) oraz film akcji (Piekarz [2022]). Signal One to pierwsza wycieczka Sobola w rejony fantastyki naukowej. Prace nad obrazem pod roboczym tytułem Littlemouth ruszyły przed czterema laty, jednak do dystrybucji trafił w czerwcu 2026 roku – tydzień przed premierą Dnia objawienia. Dystrybutorzy chcieli zapewne wykorzystać szum wokół produkcji Stevena Spielberga do podbicia zainteresowania tematycznie zbliżonym Signal One.
O ile jednak Dzień objawienia to polityczny thriller science fiction, o tyle Signal One jest kameralnym, niskobudżetowym filmem pełnym naukowych i pseudonaukowych dialogów toczonych przez naukowców w laboratoriach, kwaterach prywatnych i na plażach urokliwej wyspy. Jest to kino idei, z których na pierwszy plan wysuwa się hipoteza ciemnego lasu. Brzmi ona mniej więcej tak: wszechświat pęcznieje od inteligentnych form życia, ale dobrowolnie pozostają one w ukryciu z obawy przed eksterminacją przez bardziej zaawansowane cywilizacje w ramach inwazji, ataku prewencyjnego, grabieży zasobów i tak dalej.

Teoria jest interesująca i skłania do refleksji – w przeciwieństwie do samego filmu Sobola. Główny problem Signal One stanowi deficyt oryginalnych pomysłów, to po prostu kolejna wariacja na temat Kontaktu (1997) Roberta Zemeckisa oraz Nowego początku (2016) Dennisa Villeneuve’a, tyle że zrealizowana w stylu tanich produkcyjniaków dla telewizji Sci-Fi Channel. Zarazem jest to film znacznie lepszy niż Dzień objawienia, bo przynajmniej nie obraża inteligencji widzów absurdalnymi zwrotami akcji i leniwymi strategiami fabularnymi. Twórcy szczęśliwie zrezygnowali też z ukazania kosmitów, co rzadko bywa satysfakcjonujące.
Signal One broni się przede wszystkim aktorstwem. Annika przeżyła w młodości rodzinną tragedię, co jest raczej kliszą, ale wcielająca się w nią Isabelle Fuhrman potrafi nadać jej jakąś głębię. Dennis Quaid jako Houston, połączenie Richarda Bransona oraz Elona Muska, emanuje charyzmą niezbędną do przekonania Anniki do swoich racji. Najbardziej błyszczy tutaj David Thewlis w roli straumatyzowanego Glassnera – kojarzy się on zarówno z Edwardem Douglasem, który pozostał na wyspie doktora Moreau i popadł w szaleństwo, jak i z Johnnym z Nagich (1993) Mike’a Leigh. Choćby dla niego warto sięgnąć po Signal One.

