nowości kinowe

WIECZÓR GIER. Porywająco zabawna farsa

Pogrywanie z oczekiwaniami widza, ożywcza pomysłowość i chemia między aktorami - w efekcie otrzymujemy świetną komedię.

Autor: Mikołaj Lewalski
opublikowano

Komediowy duet Daley-Goldstein nie zawsze jest gwarantem dobrej rozrywki. Obaj panowie dali się poznać światu jako nieźli scenarzyści (Szefowie wrogowieSpider-Man: Homecoming), ale ich reżyserski debiut (W nowym zwierciadle: Wakacje) został przyjęty bardzo chłodno, a następnie kompletnie zapomniany. Tym razem jednak udało im się trafić bez pudła. Wieczór gier bywa nieco przewidywalny, a niektóre zwroty akcji nie mają zbyt wiele sensu, ale to bez znaczenia. Oglądając przezabawne perypetie ciekawych i dających się lubić bohaterów nie myślimy o rozkładaniu intrygi na czynniki pierwsze. Zamiast tego śmiejemy się z udanych żartów i świetnych popisów aktorskich.

Max i Annie współzawodnictwo mają we krwi. W wolnym czasie preferują rozrywkę, która zapewni im możliwość rywalizacji z innymi. To dzięki temu wpadają na siebie podczas pubowego quizu, zakochują się i rozpoczynają wspólne życie. Tytułowy wieczór gier to zwyczaj kultywowany przez nich od lat. Regularnie zapraszają do siebie znajomych, z którymi spędzają czas przy planszówkach, kalamburach i innych grach towarzyskich. Pewnego razu do stałego składu dołącza uwielbiający demonstrować swoją wyższość brat Maxa. Ku irytacji protagonisty jego krewniak, zainspirowany wspólnym wieczorem, postanawia podbić stawkę i zorganizować prawdziwie szaloną noc. Tym razem gra będzie polegać na porwaniu jednego z uczestników zabawy, a zadaniem reszty stanie się podążanie za wskazówkami i odnalezienie nieszczęśnika. Naturalnie nic nie przebiega zgodnie z planem, a w zamierzeniu wesoła noc zmienia się w farsę z udziałem bardzo szemranego towarzystwa.

Historia co rusz zmienia swój kierunek, nierzadko w prawdziwie szalonym stylu. Absurdalność sytuacji, w których znajdują się bohaterowie, ich kłótnie, dylematy i głupota niektórych to podstawowe źródła komizmu. Nie brakuje tu także nawiązań popkulturowych i popularnych współcześnie samoświadomych żartów z konwencji. Poczucie humoru bywa okrutne i nieprzyzwoite, ale pozostaje przy tym odpowiednio wyważone, nie żeruje na najniższych instynktach.

Umiejętność nieprzekraczania granicy dobrego smaku to niemała sztuka, która przerasta wielu twórców komedii dla dorosłych.

Duetowi reżyserów i scenarzyście udaje się to osiągnąć, jednocześnie bezbłędnie wyważając tempo akcji, która nigdy się nie dłuży, ale zarazem pozwala widzowi na chwile wytchnienia. Podobnie wygląda kwestia natężenia żartów, które serwowane zbyt często mogłyby zmęczyć i stracić swoją siłę oddziaływania, a tutaj zostają odpowiednio zrównoważone poważniejszymi wątkami i momentami.

Wszystko to łączy się w zgrabną całość w dużej mierze dzięki aktorom, którzy są autentycznie zabawni i zdają się świetnie czuć w swoim towarzystwie. Rachel McAdams i Jason Bateman współtworzą przeuroczą i niezwykle wiarygodną parę, którą ogląda się z uśmiechem na twarzy. Ich znajomi siłą rzeczy pozostają nieco w cieniu, ale i na nich twórcy mieli pomysł, który zaowocował barwnym i odpowiednio komicznym tłem dla głównych bohaterów. Sporą część całego show kradnie Jesse Plemons w kapitalnej roli zdruzgotanego rozwodem i nieporadnego towarzysko policjanta. Jego niedorzecznie oficjalny styl wypowiedzi i wprawiające w zakłopotanie przeciągłe spojrzenia wywoływały salwy śmiechu na sali kinowej. Szkoda, że przesłodki psiak z plakatu nie zagościł na ekranie na dłużej – tyle dobrego, że scena z jego udziałem należy do najzabawniejszych w całym filmie.

Wieczór gier okazał się dla mnie niemałym zaskoczeniem. Oprócz intrygującej historii, świetnego humoru i interesujących bohaterów na pochwałę zasługuje klimatyczna muzyka (sporo elektronicznych dźwięków) oraz ciekawe pomysły wizualne. Szczególnie interesujące wydały mi się niektóre ujęciach z lotu ptaka, które przedstawiały miasto jak planszę jakiejś gry, razem z miniaturkami domów i pojazdów. Nieczęsto mamy okazję obejrzeć komedię o tak przemyślanej i nie stroniącej od wyzwań (np. gonitwa-sztafeta w willi przedstawiona w formie jednego ujęcia) reżyserii. Zabawa oczekiwaniami widza oraz inteligentne wprowadzanie do akcji zamiłowania bohaterów do gier czynią całość jeszcze bardziej zmyślną i dowcipną. Kiedy film dobiega końca, pomimo dużej satysfakcji i dobrego humoru pozostaje także ochota na więcej. Kontynuacje komedii często okazują się wymuszone i nietrafione, ale w tym morzu niepotrzebnych sequeli Wieczór gier 2 przywitałbym z wielką radością.

Ostatnio dodane