Recenzje

JAK ROZMAWIAĆ Z DZIEWCZYNAMI NA PRYWATKACH. Jak dziwak z dziwakiem

Film ogląda się tak, jak kosmiczna sekta studiuje Ziemian – chłodnym okiem, bez emocji i zaangażowania.

Autor: Jan Dąbrowski
opublikowano

Zafascynowany punkiem dorastający Enn (Alex Sharp), włócząc się z kolegami po klubach i ulicach w poszukiwaniu dziewczyn i imprez, trafia do kamienicy zamieszkanej przez dziwną komunę. Noszą kolorowe stroje, które przydzielają ich do jednej z sześciu kast, ćwiczą akrobacje, śpiew i retorykę. Choć wygląda to chaotycznie, wydaje się, jakby wszyscy byli elementami jednej świadomości. Wyjątkiem jest Zan (Elle Fanning), która zdradza cechy indywidualne i widać po niej, że desperacko chce się wyrwać z sekciarskiej zbiorowości. Enn proponuje dziewczynie wyjście z kamienicy i wspólne spacerowanie po mieście. Młody punk staje się dla Zan przewodnikiem po obrzeżach Londynu – zupełnie obcym dla niej świecie. On jest zachwycony dziewczyną, która chce spędzać z nim czas i uczyć się od niego, a ona sprawia wrażenie, jakby wszystko było dla niej nowe, niezrozumiałe, wręcz egzotyczne. Im bardziej się poznają, tym bardziej poszerzają im się horyzonty, choć nie zawsze jest to przyjemne doświadczenie.

W pewnym sensie taki jest też sam film. Proza Neila Gaimana, choć przesiąknięta czarnym humorem i błyskotliwa, nie zawsze sprawdza się na ekranie. To, co udało się przy Gwiezdnym pyle i Amerykańskich bogach – wizja świata przedstawionego, historie postaci, klimat mrocznej baśni lub mitu – w przypadku Jak rozmawiać z dziewczynami na prywatkach wyszło tak sobie. Przesiąknięte punkowym klimatem obskurne kluby na przedmieściach Londynu AD 1977 i adekwatnie ubrana młodzież to jedna rzeczywistość. Drugą stanowi wnętrze kamienicy zamieszkałe przez pstrokatych kosmitów robiących dziwne rzeczy. Oba te światy są wewnętrznie spójne i widać, że jest w nich bogactwo pomysłów. Niestety niewykorzystanych, bo im bardziej poznajemy bohaterów po obu stronach, tym mniej mają do zaoferowania. Znajomość Enna i Zan jest zwykłą historią pierwszego zauroczenia i wzajemnej akceptacji. Jedyne, co ją wyróżnia, to zmyślny kostium.

W dodatku film ogląda się tak, jak kosmiczna sekta studiuje Ziemian – chłodnym okiem, bez emocji i zaangażowania. Nie dość, że robi się coraz bardziej prozaicznie i przewidywalnie, to jeszcze pozostaje rosnący niedosyt, bo niejeden poboczny wątek (np. seksualności kosmitów) można było rozwinąć. O ile pierwsze pół godziny jest intensywne, zaskakujące i wygląda bardzo obiecująco, to ostatnie trzydzieści minut rozczarowuje brakiem pomysłu na zakończenie równie efektowne jak rozpoczęcie. Okazuje się, że kolorowi przybysze równie dobrze mogliby być obcokrajowcami na wycieczce, a punkowy bohater pracownikiem McDonalda. Zarówno egzotyczność kosmitów, jak i nastoletni bunt nie mają większego znaczenia dla rozwoju akcji i bohaterów.

A skoro o nich mowa – w filmie jest kilka naprawdę udanych aktorskich występów, zwłaszcza na drugim planie. Wśród członków sekty z kosmosu (poza Elle Fanning) można zauważyć Ruth Wilson i Matta Lucasa, choć wszystkich zjada na śniadanie Nicole Kidman jako punkowa liderka / szefowa klubu Boadicea. Aktorka w 2017 roku zagrała – poza Jak rozmawiać z dziewczynami na prywatkach – w Zabiciu świętego jelenia Yorgosa Lanthimosa, w Na pokuszenie Sofii Coppoli i w serialu Wielkie kłamstewka Davida E. Kelley’a. Do tego skończyła pięćdziesiąt lat, a we wszystkich tych produkcjach nie tylko znakomicie zagrała, lecz także wyglądała zniewalająco, choć za każdym razem inaczej. Jako Boadicea jest charyzmatyczna i – jak na punkową królową przystało – głośna, wulgarna i władcza. Zdecydowanie lepiej by było, gdyby to ona była główną bohaterką, bo ma w sobie więcej ikry niż reszta ekipy razem wzięta. I jako jedyna w całym filmie robi się coraz bardziej interesująca.

Ostatnio dodane