Felietony

Czarnoskóra syrenka Disneya NIE ZEPSUJE ci dzieciństwa!

Autor: Filip Pęziński
opublikowano

A zatem aktorska Mała Syrenka została wybrana. Już jakiś czas temu mówiono, że do roli typowana jest Zendaya, co sugerowało chęć zmiany koloru skóry tej postaci (lub po prostu, że Zendaya jest wspaniałą młodą osobą, która z łatwością pociągnęłaby swoją charyzmą ten projekt). Ostatecznie rola trafiła do Halle Bailey, zaledwie dziewiętnastoletniej, czarnoskórej aktorki i piosenkarki o względnie małej rozpoznawalności (a przynajmniej dla takich starych pryków ja ja).

Oczywiście wybór musiał natychmiastowo wzbudzić kontrowersje.

Oczywiście wybór musiał natychmiastowo wzbudzić kontrowersje, bo oto trzydzieści lat od premiery oryginalnej animacji Ariel przestała być ruda i jasnoskóra. Wśród licznych, znajdujących się pod newsami komentarzy znaleźć możemy typowe dla tego typu informacji „żarty” (cudzysłów powinien być tu dodatkowo pogrubiony) jak „słabo, powinni transa czarnego dać”, narzekanie („ale poj*bana akcja”), widmo apokalipsy („szaleństwo trwa”), zapowiedzi traumy („chcą mi zniszczyć dzieciństwo”), deklaracje („na pewno nie zobaczę tego filmu ani ja, ani moje dzieci”) oraz wizje („coś mi mówi, że kiedyś Mieszka I zagra Will Smith”).

Uporządkujmy zatem trochę wiedzę.

Po pierwsze, pisząc, że „powinni transa czarnego dać”, nie tylko nie jesteś zabawny, ale nawet oryginalny. Takich komentarzy napisano już tysiące (czasami dodaje się tam jeszcze do zestawu Żyda), a częściej czytamy tylko to, że jakąś postać powinien zagrać Tomasz Karolak.

Ameryka się zmieniła. Dlatego zmienia się też jego popkultura.

Po drugie, w ciągu kilkudziesięciu lat Ameryka (przynajmniej prawnie i w teorii) wyrównała prawa swoich obywateli wszystkich ras. Doczekała się pierwszego czarnoskórego prezydenta. Wyrównała także prawo małżeńskie we wszystkich Stanach. Ten kraj po prostu się zmienił. Dlatego zmienia się też jego popkultura (tak, trendy popkultury dyktują Stany Zjednoczone, a nie ty, przed swoim komputerem w Europie Wschodniej), która – jak sama nazwa wskazuje – jest kulturą popularną, a zatem chce dotrzeć do jak największej liczby odbiorców. Nie tylko do białych hetero, jak bywało to wcześniej.

Po trzecie, nikt nie chce ci zniszczyć dzieciństwa. Aktorska Mała Syrenka powstaje głównie dla współczesnych dzieci, a nie dla smutnych mężczyzn, którzy oglądali oryginał trzydzieści lat temu i warunkują jakość swojego dzieciństwa od koloru skóry aktorki w remake’u swojego ulubionego filmu.

Po czwarte, nie, z dużym prawdopodobieństwem Will Smith nie zagra nigdy Mieszka I, bo a) nikt w Hollywood nie zainteresuje się historią pierwszego władcy Polski b) Mieszko I – w przeciwieństwie do ŻYJĄCEJ W PODWODNYM KRÓLESTWIE PÓŁ DZIEWCZYNKI, PÓŁ RYBY ROZMAWIAJĄCEJ Z KRABAMI – jest postacią historyczną i według ogólnej wiedzy był białoskórym mężczyzną.

(Na marginesie – w przypadku postaci historycznych Hollywood ma raczej niechlubną tradycję zatrudniania białych aktorów do ról postaci innych ras niż na odwrót – John Wayne jako Czyngis-chan to tylko jeden z licznych przykładów.)

Po piąte, zwróć uwagę, że Disney zmienia kolor skóry SYRENY lub DŻINA. Są to postacie, których kolor nijak nie wpływa na opowiadaną historię i ukazywane realia. Aladyn dalej jest wizualnie Aladynem, którego pamiętasz z animacji, podobnie będzie z Mulan, a było tak też z Bellą w aktorskiej Pięknej i Bestii.

W końcu po szóste, The Walt Disney Company kieruje się głównie zyskiem. Wprowadza do swoich filmów dywersyfikację bohaterów, bo wie, że trafia to do widzów produkowanych przez niego filmów. Musi być to zatem zdecydowanie większa grupa niż ta, którą stanowią smutni-biali-hetero-mężczyźni, którym zobaczenie na ekranie postaci czarnoskórej lub homoseksualnej psuje nie tylko seans, ale i życie.

PS Wszystkie cytaty z drugiego akapitu są niestety prawdziwe.

mała-syrenka

Ostatnio dodane