Publicystyka filmowa
Notowania serii WIEDŹMIN spadły do katastrofalnych 20%. Czy FINAŁ ma jakiekolwiek szanse?
Wiedźmin stoi dziś przed ostatnim egzaminem. Czwarty sezon miał być początkiem nowego etapu po odejściu Henry’ego Cavilla.
Wiedźmin stoi dziś przed ostatnim egzaminem. Czwarty sezon miał być początkiem nowego etapu po odejściu Henry’ego Cavilla i przejęciu roli Geralta przez Liama Hemswortha. Zamiast odbudować zaufanie widzów, przyniósł jednak najniżej oceniany sezon w historii serialu. Na Rotten Tomatoes czwarta seria ma obecnie zaledwie 20 proc. pozytywnych ocen widzów. Problem Wiedźmina nie sprowadza się wyłącznie do zmiany aktora.
Skąd więc tak gwałtowny spadek? W przypadku czwartego sezonu nałożyło się kilka rzeczy. Najbardziej oczywista jest zmiana Geralta. Cavill przez trzy sezony był dla wielu widzów najważniejszym elementem serialu i uosobieniem postaci, dlatego jego zastąpienie Hemsworthem wymagało pokonania pewnej krzywej uczenia się. Do tego doszło ponad dwuletnie oczekiwanie na kolejny sezon oraz narastające już wcześniej niezadowolenie części fanów z odejścia od książek Andrzeja Sapkowskiego. Nie można jednak sprowadzać wyniku RT wyłącznie do tzw. review bombingu. Czwarty sezon rzeczywiście spotkał się z bardzo chłodnym przyjęciem, a krytycy również uznali, że serial zaczyna tracić świeżość.

Warto przy tym oddzielić fakty od internetowych teorii dotyczących Henry’ego Cavilla. Aktor ogłosił w październiku 2022 roku, że odchodzi z serii Wiedźmin, a Liam Hemsworth przejmie rolę Geralta od czwartego sezonu. W swoim komunikacie Cavill nie podał konkretnego powodu. Napisał jedynie, że pożegna się z postacią i przekazuje pałeczkę Hemsworthowi. Niedługo wcześniej ogłosił swój powrót jako Superman, co naturalnie uruchomiło spekulacje dotyczące jego grafiku. Później jednak powrót do Supermana został anulowany po zmianie kierownictwa DC.
W 2025 roku showrunnerka, Lauren Schmidt Hissrich powiedziała, że Cavill miał plany dotyczące innych ról, którym chciał się poświęcić. Jednocześnie podkreśliła, że jego odejście było efektem rozmów prowadzonych przez pewien czas i miało charakter wzajemnego, pełnego szacunku rozstania.

Niby nie ma więc podstaw, żeby z całą pewnością potwierdzić konflikt Cavilla z twórcami, ale atmosfera, którą podsycają od czasu jego odejścia newsy o wejściu do zespołu kreatywnego (nie tylko jako główny aktor) Warhammer 40k sugerują, że nie chce powtarzać błędów popełnionych przy Wiedźminie. Jego upór przy zachowaniu tkanki Warhammera wskazuje, że praca nad serialem Wiedźmin pozostawiła jednak nieprzyjemne ślady, które fani wiążą ze zgubieniem charakteru serii Sapkowskiego.
Najważniejsze pytanie brzmi teraz: co musi zrobić piąty, ostatni sezon? Przede wszystkim powinien przestać próbować być czymś więcej, niż musi. Netflix oficjalnie zapowiedział, że sezony czwarty i piąty będą ekranizować trzy pozostałe powieści Sapkowskiego: Chrzest ognia, Wieżę Jaskółki i Panią Jeziora. To oznacza, że materiał źródłowy jest już jasno określony, a finał powinien przede wszystkim doprowadzić historię Geralta, Yennefer i Ciri do końca.

To także szansa na zmianę priorytetów. Zamiast nieustannie rozszerzać świat kolejnymi pobocznymi wątkami, serial powinien skoncentrować się na trójce głównych bohaterów i ich kompanii, co – trzeba uczciwie przyznać – widać było do pewnego stopnia w sezonie czwartym, w którym Chrzest ognia był wyraźnie widoczny. Czwarty sezon rozdzielił Geralta, Ciri i Yennefer, ale jednocześnie przygotował ich historie do finałowego etapu. Geralt wyruszył na poszukiwanie Ciri z grupą nowych towarzyszy, Yennefer próbuje odbudować środowisko czarodziejek, a Ciri, funkcjonująca pod imieniem Falka, znalazła się wśród Szczurów. To właśnie konsekwencje tych wyborów powinny stać się sercem finału.
W sposób naturalny nasuwa się pytanie czy po fatalnie ocenionym sezonie czwartym fani powinni więc całkowicie skreślić piąty? Niekoniecznie. Jest kilka powodów, by przynajmniej dać mu szansę. Po pierwsze, czwarty i piąty sezon były planowane i realizowane jako jeden większy etap produkcji. Piąta seria nie powstaje więc jako nerwowa reakcja na słabe wyniki czwartej. Po drugie, Liam Hemsworth miał już okazję oswoić się z rolą Geralta. Po trzecie, historia wkracza w najbardziej dramatyczny fragment sagi, a materiał Sapkowskiego daje twórcom możliwość skoncentrowania się na relacjach, wojnie i konsekwencjach decyzji podjętych przez bohaterów.

Znów oddając sprawiedliwość serialowi: czwarty sezon nie okazał się taką katastrofą według wszystkich. Jego 61 proc. od krytyków na RT to wynik słabszy od poprzednich sezonów, ale daleki od katastrofy. Drugi sezon ma tam 95%, trzeci 79%, a pierwszy 68%. Problem polega więc bardziej na utracie entuzjazmu niż na jednogłośnym uznaniu serialu za nieudany.
Piąty sezon ma być finałem i właśnie to może okazać się jego największą zaletą. Nie musi już budować marki, rozwodzić się na poboczne wątki, przygotowywać następnych spin-offów (nigdy więcej Szczuro-podobnych historii) ani przekonywać widzów, że Wiedźmin dopiero się rozkręca. Ma zakończyć historię. Jeśli twórcy wykorzystają ten fakt, ograniczą niepotrzebne dygresje, mocniej oprą się na Sapkowskim i pozwolą nowemu Geraltowi na własną interpretację bohatera, finał może przynajmniej częściowo odzyskać zaufanie, a może nawet do pewnego stopnia zrehabilitować serię w oczach fanów.

Dla wielu, może nawet większości, widzów Wiedźmin na zawsze pozostanie serialem z Henrym Cavillem, ale przed premierą ostatniego sezonu chyba jeszcze nie warto pisać jego nekrologu (serialu, nie Cavilla).


Mr. ??
30 sierpnia, 2026 at 09:43
Książki, komiksy, gry a serial padł ofiarą lewackiej poprawności politycznej tak jak DC, Marvel, uniwersum z Obcymi, WY, Yautja … uniwersum Terminatora