Recenzje
BEZPIECZNE MIEJSCE. Folk horror od autora KODU ZŁA
Pewnego dnia mąż wyjeżdża do miasta, tymczasem Liz na własną rękę usiłuje rozwiązać mroczną tajemnicę, jaką skrywa domostwo. Bezpieczne miejsce.
Malcolm i Liz świętują pierwszą rocznicę swojego związku. Z tej okazji mężczyzna zabiera kobietę na weekendowy wypad do odludnego domu w lesie. Idyllę przerywa pojawienie się mieszkającego w sąsiedztwie natrętnego krewnego Malcolma i jego małomównej dziewczyny. Po zjedzeniu ciasta od opiekunki domu Liz doznaje wizji przemocy dokonywanej na nieznanych kobietach, a w okolicy zaczynają zachodzić niepokojące, trudne do wytłumaczenia zjawiska. Pewnego dnia Malcolm wyjeżdża do miasta w sprawach zawodowych, tymczasem Liz na własną rękę usiłuje rozwiązać mroczną tajemnicę, jaką skrywa domostwo. Bezpieczne miejsce.
Osgooda Perkinsa nie trzeba chyba przedstawiać fanom współczesnego kina grozy, wystarczą tytuły jego głośnych w fandomie filmów, takich jak Zło we mnie (2015), I Am The Pretty Thing That Lives In The House (2016) i najlepszy w tym zestawie Kod zła (2024), który chyba jednak nieco zepsuł amerykańskiego reżysera. Oto bowiem Perkins, uskrzydlony kasowym sukcesem i bardzo dobrym odbiorem tamtego filmu, zamiast zrobić sobie przerwę i odetchnąć, poszedł za ciosem, realizując od razu aż dwa obrazy: Małpę i Bezpieczne miejsce (obydwa z 2025). Niestety żaden z nich nie dorasta do pięt swojemu świetnemu poprzednikowi.

Bezpieczne miejsce powstało niejako na boku, to jest w przerwach pomiędzy zdjęciami do Małpy, której produkcję wstrzymano z powodu półrocznych strajków SAG-AFTRA oraz Writers Guild of America w 2023 roku. Perkins i jego ekipa znaleźli sposób na kontynuowanie pracy, zatrudniając niezwiązanych z hollywoodzkim przemysłem filmowym Kanadyjczyków (albo związanych na tyle luźno, że mogli pracować): aktorkę Tatianę Maslany (Liz), aktorów Rossifa Sutherlanda (Malcolm) i Ketta Turtona (Darren), scenarzystę Nicka Leparda, operatora Jeremy’ego Coxa, kompozytora Edo Van Breemena i innych współpracowników.
Twórcy powoływali się na Kobietę pod presją (1974) Johna Cassavetesa i Lśnienie (1980) Stanleya Kubricka jako punkty odniesienia dla Bezpiecznego miejsca, a do tych wpływów można też dodać przeżywający ostatnio renesans horror folklorystyczny (vide Fréwaka Aislinn Clarke z 2024 roku) – nie chodzi o żaden konkretny tytuł, raczej o estetykę i wykorzystanie typowych dla tego gatunku motywów zaczerpniętych z ludowych wierzeń i zaprzęgniętych w służbie opowieści o tym, co sam Perkins nazwał horrorem o związkach, toksycznej męskości i patriarchacie, (…) w którym potwór jest jedynie ucieleśnieniem większego problemu.

A zatem film z tezą, którą zresztą uważny i doświadczony widz może odgadnąć mniej więcej kwadrans po rozpoczęciu seansu. Problem w tym, że sama teza, jakkolwiek podyktowana szlachetnymi (być może) pobudkami, nie przekłada się od razu na dobry film. Bezpieczne miejsce nie jest tak katastrofalnym gniotem, jak tematycznie zbliżony Amulet (2020) Romoli Garai, bo Perkins jest doświadczonym filmowcem, który potrafi odpowiednio ustawić kamerę, wykreować gęstą, niepokojącą atmosferę i powstrzymać się przed jump scare’ami w chwilach, w których inni reżyserzy bez namysłu zastosowaliby tę technikę, i to kilka razy.
Nie potrafi jednak Perkins przeskoczyć poprzeczki, którą sam sobie wysoko zawiesił Kodem zła. Fakt, że Bezpieczne miejsce zrodziło się jako projekt poboczny, jest wyraźnie odczuwalny, tak jakby twórca sercem i duchem był nadal przy Małpie, a temu filmowi poświęcił zaledwie niewielką część swojej uwagi. Bezpieczne miejsce nie jest utworem złym, ma interesujące momenty i zapadające w pamięć sceny, jednak przez większość czasu sprawia wrażenie niedoszlifowanego i bazującego na schematach. Całość rozkręca się dopiero w finale, ale droga do niego jest długa i nużąca.

