Wenecja2017

WENECJA 2017. The Leisure Seeker/Ella and John, reż. Paolo Virzì

„The Leisure Seeker” sprawił, że setki zebranych na porannym pokazie widzów bardzo przyjemnie rozpoczęły dzień.

Autor: Dawid Myśliwiec
opublikowano

Jeśli Europejczyk jedzie do Stanów Zjednoczonych robić swój pierwszy film anglojęzyczny, jest bardzo duża szansa, że będzie to kino drogi. Zasada ta sprawdza się w przypadku Paola Virzìego, włoskiego reżysera, który od kilku lat należy do czołówki filmowców z Italii. Ze swoim The Leisure Seeker pojawił się w konkursie głównym 74. edycji festiwalu w Wenecji i sprawił, że setki zebranych na porannym pokazie widzów bardzo przyjemnie rozpoczęły dzień.

Amerykański debiut Włocha to niemal powtórka schematu wyjściowego z jego poprzedniego filmu.

Możecie mnie nazwać naiwniakiem, ale ciągle daję się nabierać reżyserom feel-good movies, zwłaszcza zrealizowanych tak brawurowo, jak The Leisure Seeker. Już swoim poprzednim filmem, nagrodzonym statuetką Davida di Donatello Zwariować ze szczęścia (2016), Virzì udowodnił, że konwencja kina drogi nie jest mu obca, a jej dynamiczny i otwarty charakter pozwala mu na wydobycie ze swoich bohaterów całego spektrum emocji. Amerykański debiut Włocha to niemal powtórka schematu wyjściowego z jego poprzedniego filmu – tym razem także mamy dwójkę bohaterów, która ucieka przed pewnym zniewoleniem. W Zwariować ze szczęścia chodziło o szpital psychiatryczny, w The Leisure Seeker ucieczka ma wymiar bardziej metaforyczny – Ella (Helen Mirren) i John (Donald Sutherland) Spencerowie chcą po raz ostatni wyjechać na wspólne wakacje, zostawiając za sobą jej chemioterapię i nadopiekuńcze dzieci. Ona ma zaawansowane stadium raka, on coraz wyraźniej przegrywa z Alzheimerem. Wsiadają jednak w nieużywanego od lat rodzinnego kampera, by spędzić ze sobą ostatnie świadome chwile. Nie informując o niczym dzieci ani sąsiadów, wyruszają na Florydę, by nacieszyć się słońcem i jeszcze bardziej się do siebie zbliżyć.

To prawda, od samego opisu może zrobić się niedobrze, bo podobnie słodkich i inspirujących filmów mamy już na pęczki. Ale jest w The Leisure Seeker coś, co każe traktować film Virzìego nieco inaczej niż, nie przymierzając, Choć goni nas czas (2007) – normalność, dzięki której czujemy się nieco bliżej bohaterów. Nie ma to oczywiście nic wspólnego z wiarygodnością, bo przecież według Hollywood Alzheimer i rak to dolegliwości, z którymi do ostatnich chwil można funkcjonować na pełnych obrotach, ale jest w The Leisure Seeker pewna zwyczajna, pełna słabości postawa wobec obezwładniających chorób. To paradoksalne, ponieważ z jednej strony mamy tu bohatera, który mimo zaawansowanego stadium Alzheimera jest w pełni świadom swojej choroby (a świadomość jest tym, co przede wszystkim zabiera ta przypadłość), z drugiej jednak jego żona nie sili się na heroizm wobec słabości męża – denerwuje się na niego, strofuje go, czasem prosi go o przypomnienie sobie imion dzieci, by za chwilę płakać z bezradności. Sama zmaga się z bólem i trawiącym jej organizm nowotworem, ale stara się czerpać jak najwięcej z ostatniego wspólnego wyjazdu z ukochanym.

W trakcie tej podróży bohaterka sporo dowiaduje się nie tylko o sobie samej, ale też o swej rodzinie i relacji z mężem. Na jaw wychodzą tajemnice, a małżeńska wierność i zaufanie zostają wystawione na próbę. Wszystko to jednak odbywa się w mocno humorystycznym tonie i nawet dowcipy gastryczne nie wprawiają w zażenowanie – zdajemy sobie bowiem sprawę, że bohaterami są ludzie w mocno zaawansowanym wieku, trochę nieporadni i bardzo nieprzewidywalni. Ich relacja polega na wzajemnym uzupełnianiu się, a Ella – mimo coraz częstszych zaników pamięci męża – wciąż na nim polega, szukając oparcia w jego wyznaniach miłości i komplementach. Państwo Spencerowie są naprawdę zgranym duetem, a liczne przygody, które napotykają podczas swojej podróży na Florydę, rozwiązują z gracją i godnością. Ona zagaduje na śmierć nowo poznanych na kempingach ludzi, on pasjami dyskutuje z kelnerkami o Hemingwayu, którego jest znawcą – jedna z nich okaże się nawet równie wielką miłośniczką Papy. W tej ostatniej podróży Ella i John są tak blisko siebie, jak blisko mogą być ze sobą małżonkowie z kilkudziesięcioletnim stażem.

Słodka naiwność The Leisure Seeker nie jest przeszkodą w oglądaniu filmu Paola Virzìego – przeciwnie, jest jego największą zaletą. Bo choć zapewne nikomu z nas nie uda się dokonać żywota w równie spektakularny i spełniony sposób, to emocje, które pozwala przeżywać nam reżyser, sprawiają, że chcemy wierzyć, iż właśnie tak będą wyglądać nasze ostatnie dni.

korekta: Kornelia Farynowska

Ostatnio dodane