Connect with us

Recenzje

JEDYNA. Samotna Kim Wexler [RECENZJA, sezon 1]

„Jedyna” to jedna z najciekawszych serialowych premier ostatnich lat.

Published

on

JEDYNA: showrunner o tym co po ATOMOWYM wręcz cliffhangerze sezonu 1 serii SCI-FI

Raczej nie będzie przesadą stwierdzenie, że Pluribus (dość niefortunnie spolszczony jako Jedyna) był jednym z najbardziej wyczekiwanych seriali ostatnich lat. Za sterami – Vince Gilligan, twórca wybitnego Breaking Bad i jeszcze lepszego Zadzwoń do Saula. W głównej roli – Rhea Seehorn, pamiętna Kim Wexler z drugiego ze wspomnianych tytułów. Do tego doszły enigmatyczne opisy fabuły i nic niemówiąca kampania promocyjna – trudno było się nie ekscytować.

Advertisement

Kto oglądał przygody Waltera White’a i Jimmy’ego McGilla, ten od pierwszych kadrów poczuje się jak w domu. Gilligan ponownie osadza akcję w Albuquerque w Nowym Meksyku, gdzie żyje Carol Sturka (Seehorn), autorka poczytnych romansideł fantasy. Spokojną egzystencję u boku żony Helen (Miriam Shor) przerywa nagła inwazja kosmicznego wirusa, przemieniający niemal całą ludzkość w ogarnięty permanentnym szczęściem hive mind. Carol okazuje się jedną z dwunastu osób odpornych na działanie wirusa – wie jednak, że zainfekowani znajdą w końcu sposób, aby włączyć ją w swoje szeregi.

jedyna pluribus

Fabułę rodem z Inwazji porywaczy ciał Gilligan opowiada w swoim stylu. Po względnie dynamicznym pierwszym odcinku akcja znacząco zwalnia, a my mamy możliwość, aby wraz z Carol w pełni doświadczyć nowej rzeczywistości. Cały serial to popis najwyższej próby wizualnego storytellingu – nawet najdrobniejszy szczegół mówi coś o bohaterce czy świecie przedstawionym. W tych warunkach Rhea Seehorn ma szansę w pełni wykazać się aktorskim kunsztem. Grana przez nią Carol, skrywająca frustrację za kamienną twarzą i zawsze mająca ciętą ripostę na podorędziu, jest idealnym sparingpartnerem dla zainfekowanych, których jedynym celem – jak sami przekonują – jest szczęście i dobrobyt ludzkości.

Advertisement

Seehorn samym spojrzeniem potrafi pokazać całą złość, zagubienie i samotność swojej bohaterki. I chociaż nie zawsze łatwo lubić Carol, to jednocześnie nie sposób jej nie kibicować, gdy prowadzi kolejne dysputy z zainfekowanymi lub gdy próbuje przekonać pozostałych ocalałych o powadze sytuacji. Zgrabnym kontrapunktem dla Seehorn jest Karolina Wydra w roli Zosi, jednej z zainfekowanych, której przypada rola „anioła stróża” Carol. To głównie dzięki tej postaci poznajemy motywacje i sposób działania kosmicznego wirusa, a Wydra jest w stanie wzbudzić jednocześnie naszą sympatię, zaufanie i niepokój.

jedyna pluribus

Gilligan nieustannie podkreśla bowiem ambiwalentny charakter ekranowych wydarzeń. Wiadomo niby, że nasza sympatia od początku leży po stronie Carol, walczącej o przywrócenie świata na dawne tory. Swoje pięć minut dostają też jednak pozostali ocaleni, którym nie spieszy się do naprawiania świata. Jedni wykorzystują zainfekowanych, ochoczo spełniających wszystkie zachcianki, do zrealizowania swoich najbardziej szalonych fantazji; inni nie potrafią przyjąć do wiadomości, że ich najbliżsi nie są już tymi samymi osobami, co dawniej. Jedynym sojusznikiem Carol wydaje się być Manousos (Carlos-Manuel Vesga), odmawiający kontaktu zarówno z ocalałymi, jak i zainfekowanymi.

Advertisement

Kiedy po całym sezonie oczekiwania dochodzi wreszcie do spotkania dwójki bohaterów, Gilligan komplikuje jednak sytuację. Spodziewamy się wspólnego planowania dalszych kroków na następne sezony, dostajemy tymczasem konflikt postaw – o ile Manousos chce przywrócić status quo wszelkimi możliwymi środkami, o tyle Carol, po miesiącach wszechogarniającej samotności i bezskutecznych próbach zatrzymania wirusa, próbuje po prostu ułożyć sobie życie na nowo.

jedyna pluribus

Sądząc po niektórych komentarzach, tempo serialu okazało się dla części widzów zbyt wolne. Dla mnie to pozorne „niedzianie się” jest jednak jednym z jego największych plusów. Gilligan wyostrza naszą czujność na najdrobniejsze elementy świata przedstawionego, przekazuje nam tony informacji bez użycia dialogów, do tego świetnie operuje wizualnym humorem (nie spodziewałem się, że obraz drona zaplątującego się w uliczną latarnię będzie jedną z zabawniejszych rzeczy, jakie widziałem w tym roku). Najlepiej widać to w odcinku siódmym, w którym oglądamy egzystencję Carol w opuszczonym mieście i samotną wędrówkę Manousosa z Paragwaju do Nowego Meksyku. Twórcy wyciskają tu maksimum humoru, suspensu i wzruszenia z najprostszych obrazów – puszczania fajerwerków pośrodku opustoszałej ulicy czy przedzierania się przez dżunglę.

Advertisement

Nie da się ukryć, że po dziewięciu odcinkach wciąż mamy do czynienia dopiero z rozbudowanym prologiem. Już można jednak śmiało powiedzieć, że Pluribus to jedna z najciekawszych telewizyjnych premier ostatnich lat. Serial Gilligana ładnie wpisuje się w dyskurs na temat sztucznej inteligencji (każdy odcinek kończy się zresztą planszą o treści: „Ten serial został stworzony przez ludzi”), przywołuje też wspomnienia z okresu lockdownu, nie idzie jednak przy tym w tanią publicystykę. Nawet jeśli w kolejnych sezonach akcja utrzyma dotychczasowe, niespieszne tempo, wciąż chętnie do tego świata wrócę.

Advertisement
Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *