Recenzje
ŻYCIE ZA ŚMIERĆ. Mezalians J i FOLK horroru, który zrodził prawdziwego MUTANTA
Życie za śmierć to luźna adaptacja powieści Sheep Simona Maginna. Jej ekranizacji podjął się John Fawcett – współtwórca serialu Orphan Black.
Życie za śmierć Johna Fawcetta z 2005 roku usiłuje łączyć dwa dość odległe porządki filmowe. Z jakim skutkiem?
Adelle i jej córka Sara podróżują z Ameryki do Wielkiej Brytanii, żeby odwiedzić Jamesa – ojca dziewczynki, który remontuje starą farmę na odległym walijskim wybrzeżu. Sara wkrótce znika bez śladu, zrozpaczeni rodzice sądzą, że spadła z klifu i utonęła w morzu. Niedługo później w okolicy pojawia się tajemnicza dziewczynka imieniem Ebrill, zaś Adelle i James dowiadują się, że pół wieku wcześniej opodal farmy guru pewnej sekty doprowadził do zbiorowego samobójstwa swoich poddanych w celu ich wymiany na swoją zmarłą córkę uwięzioną w zaświatach. Adelle wierzy, że przebywa tam także czekająca na ratunek Sarah.

Życie za śmierć (w oryginale The Dark) to luźna adaptacja powieści Sheep (1994) Simona Maginna. Jej ekranizacji podjął się John Fawcett – współtwórca horroru Zdjęcia Ginger (2000) oraz serialu Orphan Black (2013-2017), a także reżyser kilku odcinków Człowieka z Wysokiego Zamku (2016-2019). Stephen Massicotte, scenarzysta Życia za śmierć, dość swobodnie potraktował literacki pierwowzór: w powieści James, Adelle i ich synek przenoszą się na walijską wieś po tragicznej śmierci córki, gdzie James odkopuje dziwny szkielet (czyżby inspiracja dla późniejszego horroru ludowego Starve Acre [2023] Daniela Kokotajlo?).
Twórcy pomieszali dwa porządki: w tamtym czasie zapomniany i jeszcze czekający na swój renesans w kolejnej dekadzie folk horror, oraz japońskie kino grozy – wówczas bardzo modne. O powiązaniach z tym pierwszym nurtem przekonuje eksploracja motywów wziętych z walijskich wierzeń ludowych, z kolei na drugi trop wskazuje postać długowłosego, upiornego dziecka-widma i symbolika wody. To nie przypadek, że w tym samym roku swoją premierę miał Dark Water (2005) Waltera Sallesa – przeróbka starszego o trzy lata japońskiego przeboju Hideo Nakaty, z którym film Fawcetta łączy również łudząco podobny tytuł oryginalny.

Tego rodzaju krzyżówka teoretycznie mogłaby być płodna, tymczasem w praktyce okazała się mezaliansem, który zrodził mutanta pozszywanego z fragmentów innych filmów, klisz gatunkowych i jump scare’ów. Pierwsze trzydzieści minut Życia za śmierć składa widzom obietnicę niepokojącego horroru z gęstą atmosferą, której nie spełnia pozostała godzina – pełna chaosu, dziur fabularnych i niewykorzystanych szans. Gdyby nie solidna obsada w osobach Marii Bello (Adelle) i Seana Beana (James) oraz zapierające dech w piersi zdjęcia wyspy Man w obiektywie Christiana Sebaldta, nie byłoby na czym oka zawiesić.

