Recenzje

WALC Z BASZIREM. Wojna (nie)malowana

Autor: Karol Kućmierz
opublikowano

Aby zabrać się do filmu Walc z Bashirem, przeciętny polski widz musi przezwyciężyć dwa błędne przyzwyczajenia. Pierwsze z nich, bardzo u nas niestety ugruntowane, to przekonanie, że cokolwiek jest animowane, musi być przeznaczone dla młodszej widowni. Potem zdziwieni rodzice zmuszeni są pikietować, bulwersując się wulgarnością danej „kreskówki” i wygrażają swoimi pięściami nad niemoralnością twórców. Może przy filmie Ariego Folmana trudno się pomylić w tym względzie, ale z widzami nigdy nie wiadomo. Drugie przyzwyczajenie, to traktowanie kina dokumentalnego jako obiektywnego, wypełnionego faktami i wypowiedziami ekspertów, mało emocjonującego, spełniającego przede wszystkim rolę informacyjną. Jednak powinno być oczywiste, że za pozornie niewinną formą, zawsze kryje się jakaś ideologia i obiektywność jest jedynie pewnym ideałem niemożliwym do osiągnięcia.

Obrazy, jakie oglądamy w Walcu z Bashirem same w sobie są małymi dziełami sztuki.

Dzieło izraelskiego reżysera łamie te wszystkie przyzwyczajenia, i przybiera formę „animowanego dokumentu”. Może to brzmieć niecodziennie, ale tak naprawdę jest to błyskotliwym i dającym wielką swobodę posunięciem, które napełnia nowym życiem ten gatunek filmowy. Walc z Bashirem to przede wszystkim autobiograficzna podróż w głąb psychiki Folmana, próba odnalezienia jednostki wplątanej w mechanizmy i wydarzenia historyczne (konkretnie inwazja Libanu przez Izrael w latach 80. ubiegłego stulecia), penetracja podświadomości, snów, wspomnień, fantazji, emocji, zapomnianych szczegółów, rekonstrukcja bolesnych zdarzeń, ukrytych tak głęboko, że trudno odróżnić jawę od koszmaru sennego. Tutaj z pomocą przychodzi właśnie oryginalna forma, która pozwala przelać te wszystkie różnorodne „fakty”, czy też „fakty psychiczne” w narrację, oraz w niezwykle piękne i poetyckie obrazy. Reżyser od razu wciąga w swoją wizję i wszelka przynależność gatunkowa przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie.

Jest to pewnego rodzaju traktat filozoficzny: w planie ogólnym o okrucieństwach, absurdzie i chaosie wojny, ale ważniejszy tutaj jest plan szczegółowy, zwracający uwagę na egzystencję jednostki uwikłaną w sieć nierozwiązywalnych nici historii, a także zagubioną we własnym umyśle, broniącą samą siebie przed faktami zbyt bolesnymi, żeby z nimi żyć na porządku dziennym. Wielkie i trudne do zdefiniowania pojęcie, jakim jest „prawda”, tutaj niemal całkowicie wymyka nam się z rąk, staje się poszatkowane, przefiltrowane przez subiektywne odczucia pojedynczych żołnierzy, niemożliwe do zrekonstruowania. Można jedynie prześlizgnąć się po powierzchni, ledwie musnąć jej istotę, jeśli takowa istnieje. Ale nie prawda jest tutaj najważniejsza, lecz trudne pytania, jakie jej poszukiwanie wywołuje. Czy naprawdę mamy wpływ na pewne wydarzenia? Dlaczego milczymy, kiedy powinniśmy krzyczeć? Czemu się przyglądamy, kiedy potrzebne jest działanie? Jaką istotą jest człowiek, jeżeli jego własny umysł zataja przed nim wspomnienia? Oczywiście jednoznaczne odpowiedzi nie istnieją, ale samo zastanowienie się nad nimi jest wzbogacające.

Obrazy, jakie oglądamy w Walcu z Bashirem same w sobie są małymi dziełami sztuki. Piękna animacja i świetnie przemyślane sceny, są na przemian wzruszające i wstrząsające, metafizyczne i prozaiczne. Różne oblicza wojny układają się w skomplikowaną mozaikę znaczeń, skojarzeń i emocji. Najważniejsze jednak, że na koniec, obojętność jest niemożliwa. Zostajemy pozostawieni w niewygodnej pozycji i niemal zmuszeni do refleksji. Esencja kina dokumentalnego.

tekst z archiwum film.org.pl

Ostatnio dodane