Recenzje
PRZEŚWIT. Zimno bije tu z ekranu [RECENZJA]
„Prześwit” w kinach od 10 października.
Na Ślęży zaginęła kobieta, pozostawiając za sobą wózek z małym dzieckiem. Prawdy o tajemniczym zniknięciu próbują dociec jej mąż w towarzystwie porucznika Andrzeja, jasnowidza i policjantki. Pojawiają się w zimnym, przysypanym śniegiem lesie, aby w miarę możliwości dokonać rekonstrukcji wydarzeń przed zaginięciem kobiety. Ten intrygujący punkt wyjściowy sprawia, że Prześwit debiutującej Magdaleny Pięty od pierwszych minut ogląda się w napięciu.
W Prześwicie dominuje przytłaczająca, ponura atmosfera. Z ekranu wyziera przenikliwe zimno towarzyszące bohaterom, a same okoliczności ich spotkania napawają niepokojem i smutkiem – szczególnie biorąc pod uwagę maleńkie dziecko, które zostało oddzielone od matki.
Trudno się dziwić, że ponury nastrój udziela się też samym bohaterom – szczególnie że wspomniany we wstępie porucznik Andrzej to osoba wyraźnie targana negatywnymi emocjami, nie tylko w tych nieprzyjemnych okolicznościach, ale w ogóle w życiu. Jest opryskliwy zarówno w stosunku do męża zaginionej, jak i towarzyszącej mu policjantki, co sprawia, że prowadzona przez niego rekonstrukcja wydarzeń – już u podstaw będąca nieprzyjemnym doświadczeniem – staje się sytuacją niczym z koszmarnego snu. Nie pomaga też nastawienie męża zaginionej, Zygmunta, którego bardziej interesuje temat rekonstrukcji historycznych niż losy własnej partnerki.
Atmosferę niepokoju wzmaga wprowadzenie wątków mitologii słowiańskiej. Mieszkanka regionu mówi o duchach z lasu, wiążąc to z zaginięciem kobiety, a robi to na tyle sugestywnie, że jako widzowie sami w pewnym momencie zastanawiamy się, czy ze sprawą mają coś wspólnego siły nadprzyrodzone (a może i one wpływają negatywnie na zachowanie bohaterów?). Ostatecznie jednak Magdalenę Piętę bardziej interesują bohaterowie niż samo rozwiązanie zagadki.
U obu męskich głównych bohaterów – Zygmunta i Andrzeja – widać toksyczne zachowania. Ten pierwszy podczas wizji lokalnej daje po sobie poznać, że czerpie przyjemność z sytuacji, gdy ma władzę nad kobietą, z kolei Andrzej przechodzi przez rozwód i wyraźnie nie radzi sobie ze stresem, jaki generuje życie prywatne i zawodowe. Nie jest też osobą, która rozmawiałaby z kimś o swoich problemach – odcina się od innych, łącznie z jasnowidzem, z którym zna się już dłuższy czas. Kumuluje w sobie negatywne emocje, co sprawia, że ta czara goryczy w końcu musi się przelać. W takim towarzystwie „obrywa” się towarzyszącej im policjantce – to ona musi w tej rekonstrukcji wcielać się w postać zaginionej kobiety, to na niej wyżywają się sfrustrowani mężczyźni. W pierwszej chwili oczekują nawet, że to ona zajmie się towarzyszącym im dzieckiem Zygmunta.
Reżyserka z jednej strony pokazuje toksyczne męskie zachowania, z drugiej nie stawia jednoznacznie tezy, że mężczyźni są źli. Szczególnie postać Andrzeja jest skonstruowana tak, że z jednej strony wzdrygamy się na jego odzywki i zachowania, z drugiej widzimy, że niekoniecznie ma taką naturę, ale potrzebuje po prostu pomocy z zewnątrz. Świetnie odnajduje się w tym Cezary Łukaszewicz, który z powodzeniem ukazuje na ekranie rozterki głównego bohatera i jego stopniowe popadanie w mrok. Kontrastuje to ze spokojem i wycofaniem policjantki granej przez Darię Poluninę; ją także coś dręczy, choć – w przeciwieństwie do Andrzeja – w końcu umie o niej powiedzieć wprost.
Postaci i atmosfera w Prześwicie intrygują i prowadzą widza do końca seansu, ale mimo wszystko mam niedosyt, że reżyserka nie zdecydowała się bardziej zgłębić wątku samego śledztwa. Tym bardziej że zimowe otoczenie i sugestia udziału nadnaturalnych sił rozpalają wyobraźnię (w czym też zasługa klimatycznych kadrów) i aż prosi się, żeby to rozwinąć. W ostatecznej formie Prześwit pozostaje ciekawym spojrzeniem na kilka charakterów w trudnej, przygnębiającej sytuacji, a po seansie kotłuje się myśl, że nic dobrego nie przychodzi z tłumienia w sobie emocji i że – tak po prostu – warto rozmawiać. Gdyby udało utrzymać się poziom napięcia z dwóch pierwszych aktów, byłoby jeszcze lepiej, ale – tak czy inaczej – reżyserka może uznać swój pełnometrażowy debiut za udany.
Film w kinach już od piątku 10 października.
